poniedziałek, 12 października 2015

2. "Nie pozostawiaj pytań bez odpowiedzi"



Niestety przez dwa dni nie można było wracać do akademika po dwudziestej pierwszej, więc pozostało nam tylko pozostanie w pokoju i poznanie się lepiej. Kupiłyśmy piwo, zamówiłyśmy pizzę i opowiadałyśmy o sobie.
Monika jest zakochana w Paryżu i we wszystkim, co z nim związane. Ma mnóstwo gadżetów z Wieżą Eiffla, słucha prawie tylko francuskiej muzyki i ogląda francuskie filmy. Ubóstwia Raphaëla Personnaza (aktora) i Zaz (piosenkarkę). Zerknęłam na książki stojące na jej półce: „Bądź Paryżanką, gdziekolwiek jesteś”, „Dlaczego Francuzki są takie sexy”, „Francuzki na każdy sezon” i szereg innych książek z Paryżem w tytule. Cóż, ja też bym chciała polecieć do Paryża i też mam bransoletkę czy zeszyt z Wieżą Eiffla, ale nie mam takiej… obsesji! Po tej myśli zbeształam się (też w głowie) – przecież każdy ma prawo lubić to, co lubi!
Potem zapytała o mnie. Jeszcze nie zaczęłam i zadzwonił telefon. Michał.
- Przepraszam cię na moment – powiedziałam do współlokatorki, wstałam z podłogi i poszłam na balkon. – Halo?
- Cześć, śliczna.
- Heeej – uśmiechnęłam się szeroko na dźwięk jego głosu. -  Co tam?
- To ja się pytam: co tam? Rozpakowana?
- Jeszcze nie. Nie chciało mi się no i nie miałam kiedy tego zrobić, bo pojechałam z moją nową współlokatorką i chłopakami na kebsa,a teraz siedzimy z Monią i rozmawiamy sobie.
- Nie mów na mnie „Monia”!  - Usłyszałam z pokoju.
- A ty nie podsłuchuj! – Odkrzyknęłam, zasłaniając słuchawkę.
- Fajna jest?
- Tak, polubiłyśmy się.
- A ta trzecia?
- Jeszcze nie przyjechała.
- Aha. – Chwila ciszy. – Tęsknię za tobą.
- Ja też – szepnęłam.
Spojrzałam na roztaczający się przede mną widok Lublina nocą. Zawsze miałam słabość do tego pejzażu. Lublin o tej porze jest najpiękniejszy, szczególnie z tej perspektywy.
- Kiedy przyjedziesz do domu?
- Nie wiem jeszcze. Prawdopodobnie za dwa tygodnie.
- Będę na ciebie czekał.
Jego głos jest taki kojący. Jestem w nim szalenie zakochana i bardzo mi ciężko przez tę rozłąkę. Ale Michał zaczyna studia w Warszawie i swoje życie ma w Żyrardowie. Ja jestem tutaj i tu mam przyjaciół, uczelnię, życie…
- Rozmawiajcie sobie, zadzwonię jutro.
- Yhm.
- Dobranoc, kochanie.
- Branoc. Słodkich snów.
- Wzajemnie.
- Chłopak? – Zapytała blondyna, gdy tylko wróciłam do pokoju.
- Ciężko powiedzieć – odpowiedziałam i usiadłam z powrotem na swoje miejsce.
- Jak to?
Westchnęłam.

Z Michałem poznaliśmy się w parku w naszym mieście. Miałam melancholijny nastrój i nie mogłam się z nikim dogadać. Nie był to zawód miłosny czy kłótnia z rodzicami – po prostu miałam gorszy dzień. Siedziałam w parku na ławce i słuchałam przygnębiającej muzyki. W którymś momencie mama napisała, żebym wracała do domu. Chciałam mieć jeszcze trochę czasu dla siebie, ale co zrobić?. Szłam, a za chwilę zrównał się ze mną jakiś chłopak i popukał mnie w ramię. Spojrzałam na niego i wyjęłam z uszu słuchawki. On pomachał mi przed twarzą telefonem i powiedział: „Pilnuje się swoich rzeczy”.
- Przepraszam. To znaczy: dziękuję ci bardzo. Skapnęłabym się pewnie dopiero w domu – odpowiedziałam.
- Nie ma za co. Następnym razem uważaj, bo znalazca może nie być taki uczciwy.
- Będę pamiętała.
Wymieniliśmy uśmiechy i on poszedł w swoją stronę, a ja w swoją. Miałam nadzieję, że coś jeszcze zagada, ale niestety tego nie zrobił. Standard, mi nie przytrafiają się romantyczne historie – tak sobie myślałam. Ale chodził mi po głowie całe popołudnie.
Wieczorem poszłam na rolki i na „mojej” trasie spotkaliśmy się ponownie. Przejeżdżał koło mnie na rowerze i szczerzył się już z daleka. Ja się tylko uśmiechnęłam i pojechałam dalej. Pamiętam, że wczułam się w piosenkę i nie chciałam, żeby mnie rozpraszano, a dopiero po chwili zakodowałam, że to był ten chłopak z parku. Jechałam i nagle on się znalazł koło mnie. Nadal się tak rozbrajająco uśmiechał!
- Śledzisz mnie? – Zapytałam ze śmiechem.
- Tak, jestem seryjnym mordercą i sobie ciebie upatrzyłem – puścił mi oczko.
- Najpierw oddajesz mi telefon, a potem chcesz mnie zabić? Dziwnym jesteś przestępcą.
- Wtedy po prostu chciałem uciszyć twoją czujność.
- Wszystko jasne!
Nadal jechaliśmy koło siebie – ja na rolkach, a on dotrzymywał mi tempa na rowerze.
- Tak w ogóle to jestem Michał.
- Maja. Podałabym ci rękę, ale nie chcę stracić równowagi.
Wtedy on wykręcił przede mną i stanął tak, że musiałam się zatrzymać.
- Bez podania ręki się nie liczy – i znowu ten łobuzerski uśmiech!
Dopiero miałam okazję przyjrzeć mu się dokładnie. Nie za krótkie ciemne włosy, niebieskie oczy i trochę zbyt krzaczaste brwi. Mocno zarysowana szczęka i białe zęby, które delikatnie pokazywał przy uśmiechu. Nie był napakowany, ale taki… normalny. Szczupły, ale też nie wychudzony. Z miejsca mi się spodobał!
- Powiesz coś? – Zapytał, a ja się szybko otrząsnęłam.
- Muszę jechać. Kilometry się same nie nabiją.
- Mogę ci potowarzyszyć?
Jak mu miałam odmówić? Kiwnęłam tylko głową i ruszyliśmy. Jeździliśmy tak, aż się ściemniło. Odprowadził mnie pod klatkę, przytulił na pożegnanie i obiecał się odezwać (po uprzedniej wymianie numerów). Nie odjechał, dopóki nie zniknęłam mu z pola widzenia. Niemal wleciałam po schodach, taka byłam szczęśliwa. Wiem, to banalnie brzmi, ale zawsze mi się coś takiego marzyło!
Długo nie czekałam, aż się odezwie. Tylko wrócił do domu i napisał. Zapytał, czy jutro też mam zamiar zostawić telefon, żeby wiedział, gdzie ma być i mnie ratować. Odpisałam, że nie trzeba, będę go pilnować. I tak zaczęła się nasza prawie całonocna korespondencja. Wiedziałam, że rano muszę wstać, ale było mi obojętne ile będę spać.
Spotkaliśmy się następnego dnia, najpierw nalegał, żeby iść ze mną na zakupy, a później poszliśmy na rowery. I tak mijały nam dni, a potem tygodnie. Szybko się otworzyliśmy przed sobą i zaprzyjaźniliśmy. Nie umiałam określić tego, co między nami jest, a i szybko przestałam się zastanawiać. Dobrze było tak, jak było, a definiowanie tego mogłoby tylko pogorszyć rozstanie, które było nieuniknione. Michał skończył technikum rok wcześniej, nie poszedł od razu na studia tylko pracował, a teraz wybierał się na studia do Warszawy.
Z czasem nasze spotkania zaczęły się robić coraz bardziej intymne. Telewizję oglądaliśmy leżąc wtuleni w siebie, często łapaliśmy się za rękę, nawet gdzieś na ulicy, no i żegnaliśmy się buziakiem w usta. Ale poza tym nic się specjalnego nie wydarzyło. Dopiero wczorajszy wieczór wszystko zmienił i nieco wyjaśnił.
Data mojego wyjazdu nieubłaganie się zbliżała i dobrze wiedzieliśmy, że czeka nas prawdziwe wyzwanie. Pogodzić uczelnię, znajomych, naukę i rozrywkę z ciągłym kontaktem ze sobą. Michał wiele razy mówił mi, że będzie mu mnie brakowało, że nie wie, jak to wytrzyma. Odpowiadałam, że jakoś damy radę – nie znałam innej odpowiedzi. Ta perspektywa była też ciężka dla mnie, ale lamentami nic nie zmienię. Nie rzucę studiów ani nie przeniosę się dla niego. Jest dla mnie ważny, ale nie wyobrażam sobie już życia poza Lublinem.
Wczoraj zaprosił mnie do siebie na obiad. Wiedział, że wieczór odpada, bo muszę iść wcześniej spać, no i z bratem trochę posiedzieć. Zrobił naleśniki ze szpinakiem i kurczakiem. Rozpływałam się przy każdym kęsie! Potem obejrzeliśmy film i zaczęłam się zbierać, a wtedy on mnie pocałował. Tak naprawdę, nie tylko cmoknął. Nie trwało to długo, ale wystarczająco, żebyśmy zrozumieli, co do siebie czujemy. Niestety żadne tego nie powiedziało. Michał tylko wyszeptał, że będzie bardzo tęsknił i żebym się odzywała jak najczęściej. Obiecałam mu to pod warunkiem, że też będzie często pisał i dzwonił. Odprowadził mnie do domu, pocałował jeszcze raz i kazał iść.

- Odkąd wczoraj się rozstaliśmy, dzwonił dwa razy i nieustannie pisze. Ale nadal nie wiem, czy jesteśmy razem i czy mnie kocha. Nie wiem, jak to z nami jest i jak mam o nim mówić: mój chłopak czy… kto?
- A zapytałaś go o to?
- No… nie. Myślałam, że on jakoś się zapyta, albo to samo wypłynie.
- Od myślenia są filozofowie, ty musisz działać. Zapytaj go wprost jak to z wami jest, bo nie wiesz na przykład, co masz powiedzieć mamie – zaśmiałam się. -  Poważnie! Pół żartem, pół serio, ale ważne jest, co zyskasz. Jeżeli czegoś nie wiesz to pytaj, a nie rozkładasz ręce i zastanawiasz się, nie wiem nad czym.
Mądra z niej dziewczyna! Miała absolutną rację! Jak mam się dowiedzieć, jeżeli go nie zapytam?
- Jesteś geniuszem. Dzięki!
- E tam, geniuszem! Mówię jak jest. Napisz do niego, zapytaj jak będzie dzwonił albo poczekaj te dwa tygodnie, aż się spotkacie. Nie pozostawiaj pytań bez odpowiedzi, bo spędzą ci sen z powiek.
Fot. Sandra Czarniecka
Na zdjęciu: Ola i Marek


 ~ * ~
Jeżeli dobrnęliście do tego momentu to bardzo się cieszę i witajcie! :) Miałam małą zaległość, ale wiecie jak to jest: wraca się z wakacji wpada w wir studenckiego życia - nie jest łatwo ;) Mam nadzieję, że było warto czekać :)
W następnej części spodziewajcie się wyjaśnienia sytuacji Mai i Michała oraz krótkiego streszczenia z pierwszych tygodni życia Zainspirowanych. W ogóle bardzo lubię Monikę, a Wy? Niedługo poznacie ją trochę lepiej. Ach, no i pojawi się trzecia współlokatorka dziewczyn. Będzie ciekawie, obiecuję! ;)
Zostawię Was z fantastycznym albumem, przy którym fajnie mi się pisało tę część :)
Chciałabym na koniec jeszcze podziękować moim niezastąpionym korektorkom i pomocnicom: Olce, Oli i Monice (która nie ma nic wspólnego z TĄ Moniką :D ). Dziękuję WAM! :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz