poniedziałek, 28 grudnia 2015

17. Wybór



Nasza wigilię akademikową prawie w całości ogarnęła Monika. Zrobiła wydarzenie na Facebooku, wyznaczyła każdemu zadanie i dopilnowała, żeby wszystko poszło tak jak chciała. Ja dzielnie ją wspierałam, bo takich zdolności przywódczych jak ona to nie mam. Ale poradziła sobie świetnie!
Wigilię zrobiliśmy w piątek u Olka w pokoju. Miałam dzień wolny, więc rano zrobiłam sałatkę, a potem poszłam pomóc chłopakom w sprzątaniu. Mateusz załatwił jemiołę i zawiesił ją na żyrandolu. Olek wszystkie swoje rzeczy powpychał do szafy. Mikołaj latał ze ścierką i wszystko dokładnie wycierał, a potem odkurzył cały pokój. Julek natomiast w tym czasie piekł ciasto. W weekend był w domu i przywiózł niedużą choinkę. Słuchaliśmy świątecznych piosenek i głośno śpiewaliśmy. Nawet Olek się przyłączył i miałam nadzieję, że w końcu wyszedł z dołka. Zjadłam z nimi jeszcze obiad – mrożoną zapiekankę – i pograłam w CS-a.
Umówieni byliśmy na siedemnastą i o dziwo wszyscy byli punktualnie. Przygotowaliśmy stół, Olek z Moniką i Dorianem odgrzali barszcz, pierogi i rybę po grecku. Zebraliśmy się wszyscy i zaczęliśmy od odczytania przez Julka fragmentu z Pisma Świętego o narodzeniu Pańskim. Pomodliliśmy się wspólnie i podzieliliśmy opłatkiem. W domu tej części nie lubię najbardziej, ale tu było zupełnie inaczej. Mieliśmy okazję przez moment z każdym porozmawiać i wyściskać się. To taka piękna chwila, kiedy patrzymy komuś w oczy i składamy sobie szczere życzenia. Kiedy obejmujemy się i czujemy bijące od kogoś ciepło. Najpiękniejsze życzenia dostałam od Karoliny, która życzyła mi, żebym w życiu przede wszystkim kierowała się swoimi własnymi wartościami, żebym spełniała marzenia i dbała o to, żebym na starość niczego nie żałowała, a tylko z dumą wspominała swoje życie.
Potem Mateusz poszedł się przebrać za Świętego Mikołaja. Zrobiliśmy kilka dni temu losowanie i każdy miał kupić jakiś prezent za dyszkę. Ja wylosowałam Gosię (koleżankę Doriana, której ostatnio radziłam odnośnie pierwszej randki) i kupiłam jej kubek z uroczym reniferem i napełniłam go cukierkami. Ja dostałam małą szklaną kulę z bałwankami w środku i wirującym śniegiem jak się potrząśnie.
Gdy usiedliśmy do wieczerzy każdy był głodny jak wilk. Jedzenie było wyśmienite! Każdy, kto robił je samodzielnie, włożył całe swoje serducho. Był barszcz czerwony do picia, dwie sałatki jarzynowe, śledzie w śmietanie, placki ziemniaczane, pierogi, ryba po grecku, pierniki, makowiec, krokiety z pieczarkami i żółtym serem (ukłony dla Wojtka i Karoliny!) i obowiązkowo mandarynki. Jako dwunastą potrawę policzyliśmy chleb i nie doliczaliśmy napojów i alkoholu. Nie mogłam się powstrzymać i wszystkim podziękowałam, że daliśmy radę się zebrać i zrobić coś razem. Nie obyło się bez grupowych zdjęć, wspólnego śpiewania „Last Christmas” i innych świątecznych piosenek oraz kolęd.
W międzyczasie zadzwoniłam do Michała. Bardzo żałowałam, że go nie ma z nami, ale miał zjazd w tym tygodniu i nie mógł przyjechać. Chłopaki zapowiedzieli, że spędzimy razem Sylwestra, a Dorian podchwycił temat i zaproponował, że zrobimy imprezę u niego. Nie wiedziałam czy to dobry pomysł, bo akademik otwierali dopiero drugiego stycznia. Ale było jeszcze trochę czasu, żeby się zastanowić.
Porozmawiałam trochę z Gosią i opowiedziała mi o swojej randce. Śmiała się, że tak się przejmowała, a wszystko poszło dobrze. Adrian zapłacił i za bilet, i za popcorn, w kinie złapał ją za rękę i nie puścił, aż do samochodu. Potem odwiózł do domu i pocałował na pożegnanie. Teraz codziennie piszą i spotykają się, gdy tylko mają wolną chwilę. Gosia była rozanielona jak o tym opowiadała, a oczy jej błyszczały.
 Nikt się na szczęście nie upił. Przed dwudziestą drugą zaczęliśmy sprzątać, a Przemek załatwił, że mogłyśmy zostać do dwudziestej drugiej trzydzieści. Jednak Anka i jej współlokatorki poszły zaraz po sprzątaniu, Karolina też przeprosiła, ale musiała jeszcze wrócić na stancję. Przemek zaproponował, że odwiezie ją i Gosię, a Wojtek pojechał z nimi. Monika poszła z Dorianem się przejść. Dawid był umówiony z dziewczyną na Skype. Klaudii odechciało się siedzieć i wróciła do akademika, a Mateusz wrócił do swojego pokoju. Zostałam sama z Olkiem, Julkiem, Mikołajem. Pogadaliśmy jeszcze trochę, a potem Olek zaproponował, że mnie odprowadzi. Jednak nie było nam po drodze do akademika. Najpierw okrążyliśmy osiedle, po czym postanowiliśmy napić się piwa. Poszliśmy więc do Tesco i w nasze stałe miejsce z jesiennych imprez. Trochę padał deszcz, ale nam to nie przeszkadzało.
- Jak się czujesz? – Odważyłam się w końcu zapytać. – Radzisz sobie?
Siedzieliśmy na ławce pod dużym drzewem. Podkuliłam nogi i bawiłam się szyjką butelki.
- Jest lepiej. Pozbyłem się jej zdjęć i jest dobrze.
Spojrzał na mnie z uśmiechem i mu uwierzyłam.
- Mam czasem takie myśli, że gdyby tylko chciała, wróciłbym do niej. Ale zaraz po tym przypominam sobie, co zrobiła i nie chcę mieć z nią nic wspólnego – spuścił głowę. Zamilkł i zeskrobywał etykietę z butelki.
- Jest kretynką. Ja bym nie pozwoliła sobie stracić takiego chłopaka – powiedziałam i pociągnęłam kolejny łyk piwa.
Spojrzał na mnie trochę zdziwiony. Siedzieliśmy bardzo blisko siebie. Czułam jego biodro i umięśnione ramię. Światła latarni odbijały się w jego smutnych oczach. Nie lubię, gdy jest smutny. Przyjrzałam się jego twarzy. Jest bardzo przystojny i ma piękny kształt ust. Dałabym wszystko, żeby móc go pocałować.
- O czym myślisz? – Zapytał.
W głowie czułam trochę szum. Na wigilii piłam wódkę, teraz byłam po dwóch piwach i odczuwałam skutki. Nagle poczułam przypływ odwagi.
- O tym, że chciałabym cię pocałować.
Spojrzał na mnie zmieszany i nie wiedział, co zrobić. Zdecydowałam za nas dwoje.
Czekałam na ten moment od października i teraz nie miałam wątpliwości, że Olek znaczył dla mnie więcej niż Michał. Całowaliśmy się namiętnie, on dotknął dłonią mojego policzka, a ja wplotłam palce w jego włosy. Nie pamiętam ile to trwało, ale na pewno długo. W którymś momencie przerwałam i spojrzałam mu w oczy.
- Nie chcę być dla ciebie tylko pocieszeniem – wyszeptałam.
- Nie chcę, żebyś była dla mnie tylko pocieszeniem – oparł swoje czoło o moje. - Co teraz?
- Czy to ważne?
Nie odpowiedział. Pocałowałam go ponownie.
Do rzeczywistości przywrócił nas telefon od Moniki.
- Gdzie jesteś? – Zapytała.
- Siedzę z Olkiem. A co tam?
- Kiedy będziesz?
- Nie wiem. Coś się stało?
- Nie. Ja już jestem w akademiku.
- Spoko, ja też niedługo będę.
- Powinniśmy wracać – powiedział Olek, gdy schowałam telefon do kieszeni.
- Nie – jęknęłam i oparłam głowę o jego ramię. – Bańka pryśnie.
- Dlaczego miałaby prysnąć?
- Wrócimy do swoich pokoi, pójdziemy spać, a rano, gdy będziemy trzeźwi, zrozumiemy, że to był błąd i nasza przyjaźń legnie w gruzach.
Chyba zimne powietrze mnie orzeźwiło i zaczęłam trzeźwo patrzeć na sytuację. Nie dość, że zdradziłam swojego chłopaka to jeszcze ze swoim najlepszym przyjacielem. Momentalnie się tym przeraziłam. "Stracę ich obydwu" - pomyślałam wtedy.
- To był błąd? – W jego głosie wyczułam urazę.
- Nie. To znaczy… A co dalej?
- Już dawno ci mówiłem, że gdyby nie Natalia...
- Byłeś pijany.
- Teraz też nie jestem trzeźwy.
- Właśnie. Rano inaczej na to spojrzysz.
- O Boże – wzniósł oczy do nieba i wstał z ławki. – Prosta sprawa: chcesz być z Michałem czy ze mną?
Spuściłam wzrok.
- Z tobą – odpowiedziałam, choć nie byłam w stu procentach pewna.
- Więc z nim zerwij – powiedział, jakby to było najprostsza sprawa na świecie.
- Tak po prostu?
- Mam mu powiedzieć, co się stało, żeby nie było „po prostu”?
Spojrzałam na niego przestraszona.
- Nie!
- Nie rozumiem cię, wiesz?
- A ja ciebie! – Poderwałam się z ławki. – Dopiero rozpaczałeś po Natalii, a teraz chcesz, żebym zerwała z Michałem ot tak – pstryknęłam w palce - i była z tobą.
- Zrozumiałem, że już od dawna o tobie myślałem poważniej niż o niej i tak naprawdę zrobiła mi przysługę zrywając ze mną.
W głowie miałam prawdziwy mętlik. Nie wiedziałam co zrobić, co powiedzieć. Olek stał przede mną z zaciętą miną i oczekiwał jakieś odpowiedzi. Czułam niepotrzebną presję i nie chciałam, żeby to tak wyglądało. Chyba o tym samym pomyślał, bo nagle złagodniał.
- Przepraszam. Nie powinienem cię do niczego zmuszać. To twoja decyzja.
- Wracajmy już – zabrałam z ławki torbę i ruszyłam, nie oglądając się za siebie.
Po chwili do mnie dołączył i całą drogę przebyliśmy w milczeniu. Pod akademikiem powiedziałam cicho: „to pa”, ale chłopak złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie i pocałował.
- Przemyśl to.
Miałam taki zamiar. Z nadmiaru sprzecznych myśli nie mogłam zasnąć.
A rano byłam na siebie wściekła.

- Czyś ty zwariowała?! – Wrzasnęła Monika, gdy jej o wszystkim opowiedziałam.
Byłyśmy w kuchni, więc ją uciszyłam.
- Jak mogłaś to zrobić?! – Zignorowała moją prośbę o byciu ciszej.
- Nie wiem… Alkohol, magia chwili…
- Będziesz miała „magię chwili” jak Michał się o tym dowie! – Prychnęła i wróciła do mieszania swojej owsianki. – Masz przerypane, wiesz o tym?
- Wiem.
- Co zamierzasz zrobić?
- Zerwę z nim.
- Co?! – Wypuściła łyżkę z ręki, a ta brzdęknęła o garnek.
- Nie mogę go oszukiwać, czułabym się okropnie!
- Miło, że o tym pomyślałaś – rzekła ironicznie. – Co mu powiesz?
- Że męczy mnie odległość i chyba się odkochałam.
- Brawo ty! Jesteś geniuszem – nadal ironizowała. – A co z Olkiem? Będziecie razem?
- Nie wiem – wzruszyłam ramionami. – Zobaczymy co on na to wszystko powie.

Olek nie powiedział nic. Nie odezwał się cały dzień. Wieczorem mieliśmy wszyscy jechać na Plac Zamkowy, bo przyjechał świąteczny korowód ciężarówek Coca-Coli. Do końca nie wiedziałam czy Olek jedzie, czy nie. Monika była na mnie wkurzona i nie odzywała się do mnie jak nie musiała. Na dodatek Michał ciągle do mnie pisał i to potęgowało moje wyrzuty sumienia. Nie żałowałam samego pocałunku tylko tego, że zrobiłam to będąc w związku. Zamierzałam zerwać z Michałem tak czy siak, ale zdrada to zdrada.
Po południu wyszłam na spacer i zadzwoniłam do Soni.
- Hej, siostra! Co tam? – Odebrała jak zawsze radosna.
- Zdradziłam Michała – oznajmiłam bez ogródek.
Po drugiej stronie słuchawki zapadło milczenie.
- Zdradziłam Michała z Olkiem – powtórzyłam. – Czuję się okropnie.
- Wiedziałam, że tak to się skończy. Ostrzegałam cię.
- Wiem, ale myślałam, że jakoś przezwyciężę tą pokusę. Starałam się! Ale alkohol, jego smutek w oczach… Nie byłam świadoma co robię…
Sonia westchnęła.
- Wiem co czujesz. Ja też zdradziłam Mikołaja. Z Damianem.
- Co?!
- Na Sylwestrze. Całowaliśmy się w łazience kilka razy. Ale tej samej nocy to się skończyło, bo doszliśmy do wniosku, że on nie może zostawić Ali, a ja Mikołaja. Ostatecznie i tak ją rzucił dla mnie.
- Powiedziałaś o tym Mikołajowi?
- Skąd – prychnęła. – To by wszystko zniszczyło. Byliśmy z Damianem trochę pogubieni, a ja to już w ogóle nie wiedziałam czego chciałam… Ale nie przyznałam się Mikołajowi, nigdy! Nawet do tego, że spałam z Damianem.
- Nie byliście wtedy razem.
- To nic. Nie zrozumiałby tego, a ja  przecież chciałam go odzyskać.
- Co Damian na to wszystko?
- Jak wiesz nadal jest moim wiernym przyjacielem i sądzę, że ma nadzieję, że z nim będę.
- Chciałabyś?
- Z Damianem? Nie, raczej nie. Teraz mam Sąsiada, a poza tym Damian jest tam, a ja tu. Byłaby powtórka z rozrywki. Identycznie jak z Byłym.
- Co ja mam zrobić?
- A co podpowiada ci serce?
- Przede wszystkim zerwać z Michałem. Wyrzuty sumienia mnie dobijają.
- Ale chcesz tego czy uważasz, że musisz to zrobić? To dwie różne sprawy.
- Od dawna czuję, że to nie to. Mam wahania nastrojów jak baba w ciąży, jak jakaś psychiczna, durna nastolatka, której uczucia zmieniają się pod wpływem minuty! Mam tego dosyć!!!
Spacerowałam po osiedlu i trochę przesadziłam z wyrażaniem swoich emocji. Jakaś starsza pani z psem spojrzała na mnie oburzona, fuknęła i poszła dalej. Najchętniej pokazałabym jej środkowy palec.
- Może masz okres? – Zaśmiała się Sonia.
- To nie jest śmieszne, Sonia! Przeżywam dramat!
- Tak, wiem! To jest teraz największy problem na świecie! – Nadal była rozbawiona.
- Nabijasz się ze mnie?
- Nie, ale kochanie, ty musisz wziąć się w garść i podjąć jakąś decyzję. Skoro chcesz być uczciwa wobec Michała to z nim zerwij, jeśli nie chcesz tego robić to nie rób i tyle.
- A co z Olkiem?
- Ja powinnam o to pytać.
- Chyba się w nim zakochałam…
- Chcesz z nim być?
- Chyba tak…
- Chyba? Wszystko opiera się u ciebie na „chyba”. Czy ty wiesz coś tak na pewno?
- Wiem.
- Co?
- Chcę zerwać z Michałem.
- To zrób to! A Olkiem będziesz się martwić później.
- A co mam zrobić jak się spotkamy? Będzie napięta atmosfera dopóki nie będę wolna. Z Michałem porozmawiam dopiero za dwa tygodnie…
- Nic nie rób. Powiedział coś po tym wszystkim? Jak to się w ogóle stało?
Opowiedziałam jej w skrócie wydarzenia minionej nocy.
- Nieźle… - Podsumowała. – Ignoruj go na razie. Skoro kazał ci przemyśleć to niech czeka.
- Inni się zorientują, że coś jest nie tak.
- A co cię obchodzą inni? Tu chodzi o ciebie i twoje szczęście. Inni niech cię nie interesują.
Może to trochę egoistyczne, ale przyznałam jej w duchu stuprocentową rację.

Olka nie było na korowodzie. Mikołaj powiedział, że cały dzień źle się czuł i leżał w łóżku. Chciałam dać mu spokój, ale nie wytrzymałam i zapytałam SMS-em jak się czuje. Odpisał: „Już lepiej, dzięki :) Jak wróciłem, zjadłem jeszcze ciasto i kilka zimnych pierogów, a potem poszedłem spać. Nie ma to jak jeść z głową ;)”. Chciałam mu coś odpisać, ale znając nas to by zaczęło dłuższą konwersację, więc zrezygnowałam.
Czułam się jakoś nieswojo. Wszędzie wokół zakochane pary, uśmiech na ich ustach, a gdzieś pośrodku ja – ze zszarganymi nerwami i niewiedząca, czego tak naprawdę chcę. Nie miałam nigdy takiego problemu. Nie musiałam wybierać pomiędzy dwoma facetami. Pamiętam jak Sonia miała rozterki i próbowała wybrać między Mikołajem, a Damianem. Nie przyznała mi się wcześniej, że zdradziła chłopaka. Wierzyłam wtedy, że ja nigdy nie będę miała takiej sytuacji. Że wszystko zawsze będzie jasne i klarowne. Tiaa…
Fot. Sandra Czarniecka
~ * ~
Święta się skończyły, czas bez wymówek wrócić do pracy! ;) Nadal bez korekty, ale prezentuję Wam kolejną część. W kolejnych opowiem Wam o świętach moich bohaterów i zapewne będzie już po Sylwestrze ;)
A Wam jak minęło Boże Narodzenie? ;) Mi bardzo szybko, nawet nie wiem kiedy... Najbardziej współczuję tym, którzy już dzisiaj wrócili do pracy. Ja mam jeszcze tydzień laby, więc nie odczuwam smutku tak bardzo :P
Uciekam, bo książka Sparksa na mnie jeszcze czeka! :)
Dobranoc :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz