Kolejny
tydzień był bardzo intensywny. Klaudia wyciągała mnie do chłopaków do męskiego
i prawie codziennie piłyśmy. Monika nie była chętna na takie wypady już po
pierwszym razie, gdy zobaczyła, ile ludzi potrafi przyjść i co się dzieje. Nie
lubiła tłoku i przede wszystkim chaosu, a u chłopaków był nie raz (i nie dwa) przysłowiowy
burdel. Mi to nie przeszkadzało, a Klaudii tym bardziej. Chłopaki robili grilla
na balkonie, ktoś grał na gitarze, ktoś inny się całował w kącie – witamy w
akademiku. Było kulturalnie, ale głośno.
Któregoś
wieczoru wyszłyśmy z Klaudią wcześniej z imprezy i poszłyśmy do Tesco.
Ubzdurała sobie, że koniecznie chce się napić Lubelskiej żurawinowej i nie dało
jej się powstrzymać. Nie chciałam jej zostawiać samej, bo było już po dwudziestej
trzeciej. Żadnemu chłopakowi nie chciało się wychodzić (jak nigdy!), więc we
dwie pomaszerowałyśmy do hipermarketu.
Nie
napisałam jeszcze jak wygląda Klaudia. Ma czerwone długie włosy i niebieskie
oczy. Nosi okulary z dużymi czarnymi oprawkami. Jest szczupła, choć cały czas
powtarza, że jak nie wróci do ćwiczeń to znowu przytyje. A zaraz po tym je
kebsa. Kobieca logika. Jest wysoka i ma naprawdę długie nogi. Nie wyobrażam jej
sobie grubej, ale mówi, że kiedyś była pasztetem. Nie widziałam zdjęć potwierdzających
tą teorię i wątpię, żeby to była prawda, bo Klaudia jest naprawdę ładna i
wydaje mi się, że z natury jest szczupła. Może miała jakiś dziecięcy tłuszczyk
jak była młodsza, ale bez przesady.
W
każdym razie poszłyśmy do tego Tesco i kupiłyśmy Lubelską, jak chciała. Potem
zachciało jej się hot-doga ze stacji benzynowej. Poszłyśmy. Chyba brakuje mi
jakieś przyjaciółki, dlatego szukam i czasem podporządkowuje się. Nie mam komu
powierzać sekretów, z kim narzekać na Michała (tak, już trochę na niego narzekam,
ale tylko czasem) i z kim po prostu czuć się sobą. Mam sporo znajomych
(szczególnie po tych imprezach), ale nikogo takiego naprawdę bliskiego.
Mniejsza o to. Zjadłyśmy hot-dogi i Klaudia wypiła sama pół litra żurawinówki.
Chciałam ją od tego odwieść, naprawdę! Ale gasiła mnie, że nie będę jej
rozkazywać. Wiedziałam już, że to ostatnie wyjście z nią. Tym bardziej, że nie
chciała w ogóle wracać do akademika, a ja nie mogłam jej zostawić samej. Była
pijana w sztok i musiałam ją prowadzić, żeby chociaż udawać, że idzie prosto.
-
Wiesz, jesteś nawet w porządku – wybełkotała.
-
Tak?
-
Poważnie! Tylko brakuje ci pewności siebie.
-
Pewnie tak.
-
Ale tego można się nauczyć, wiesz?
-
Nie wątpię. Kiedyś spróbuję.
-
Możemy usiąść?
-
Już niedaleko do akademika. Proszę cię, wracajmy już.
-
Jeszcze chwila. Nie mogę się pokazać w takim stanie na portierni!
-
Pokażę twoją kartę i wykreślę cię z zeszytu. Ty tylko stój za mną i nic nie
mów.
-
Zrobimy tak, ale za chwilę. No chodź, sztywniaro! – Wyrwała się i usiadła na krawężniku.
-
Wstawaj! Tam jest ławka!
-
Nie, ja chcę tu – tupnęła. – Kręci mi się w głowie – schowała twarz w dłonie.
-
Nie dziwię się – skrzyżowałam ramiona. Poważnie mnie wkurzyła. – Rano będziesz
zdychać.
-
Na szczęście rano mam wykład to nie pojadę.
-
Na szczęście mnie nie będzie – burknęłam.
Spojrzała
na mnie. Wyglądała jak siedem nieszczęść. Rozmazał jej się makijaż, włosy w
nieładzie i bujała się, nie mogąc złapać równowagi nawet siedząc. Zdecydowanie
nie takiej przyjaźni szukam.
-
Czasem jesteś strasznie sztywna.
-
A ty często jesteś nieodpowiedzialna! Jest trzecia nad ranem, a ja zamiast spać
muszę się użerać z tobą. Co mnie w ogóle podkusiło, żeby z tobą iść? – Byłam
wkurzona na maxa, a podejrzewam, że nie będzie nic pamiętać z tej nocy.
-
Przepraszam – spuściła głowę i zawiesiła ją bezwładnie. – Z natury robię
wszystko źle, nie bądź na mnie zła.
-
Jestem wściekła. Następnym razem znajdź sobie kogoś innego do picia, ja już
odpuszczam.
-
Powinnam znaleźć sobie jakiś cel w życiu, a nie kompana do picia. To mój
problem: nie mam celu. Idę i nie wiem gdzie. Uganiam się za chłopakami jak
idiotka i co mi z tego? Nie mam przyjaciół, rodzice interesują się moją
młodszą, perfekcyjną siostrzyczką, która jest pupilkiem całej rodziny. Ja się
nie liczę. Masz kasę i spływaj – zrobiła zamaszysty ruch ręką i prawie
poleciała do tyłu.
Westchnęłam
z bezradności i usiadłam koło niej.
-
Na pewno nie jest tak źle. Coś dobrego musi być w twoim życiu.
-
E tam. Dobra to jest żurawinówka, moje życie jest do dupy. Taka jest prawda.
-
Przesadzasz. Studiujesz, masz dużo znajomych, chłopaki na ciebie lecą i jesteś
duszą towarzystwa.
-
I co z tego mam? Nic. Nie mam nawet stałego chłopaka. Ty masz Michała, masz te
swoje książki i studiujesz to, co naprawdę chcesz. Ja nie chciałam studiować
stosunków, ale nie przyjęli mnie na co innego. Monika ma te swoje Paryże, nie
Paryże i chociaż ma pasje, jakiś cel.
Zrobiło
mi się jej szkoda. W gimnazjum czułam się podobnie i wiem doskonale jak to
jest, kiedy nie masz jakiegoś celu w życiu. Dopiero na studiach zaczęło mi się
układać i obrałam sobie jakieś priorytety, poznałam fajnych ludzi i odnalazłam
siebie. Postanowiłam, że pomogę w tym i Klaudii, bo dziewczyna naprawdę źle
skończy jak tak dalej pójdzie.
-
Zajmiemy się tym rano, teraz chodź stąd – wstałam i pociągnęłam ją za sobą. –
No chodź! – Trochę się opierała i nie mogłam jej podnieść. W końcu mi się udało
i znowu „toczyłyśmy” się do akademika.
Chyba
cudem udało nam się w końcu dojść. Klaudia po drodze dwa razy wymiotowała,
ledwo trzymała się na nogach. W akademiku podałam panu z recepcji nasze karty
mieszkanek i starałam się ukryć nietrzeźwość koleżanki. Na szczęście był
najfajniejszy portier i nic nie powiedział na jej stan. Położyłam ją do łóżka,
nawet nie chciała się przebrać w piżamę.
Rano
obudził mnie krzyk Moniki.
-
Wstawajcie! Obudziłyście mnie w nocy i nie mogłam potem spać! – Zerwała ze mnie
kołdrę.
-
O co ci chodzi? – Zapytała wpół przytomna Klaudia.
-
O wasze nocne eskapady! Guzik mnie interesuje co robicie w nocy, ale nie musicie
mnie z tej okazji budzić!
-
Nikt cię nie obudził! – Broniła się ruda.
-
Twoje chichoty słyszały nawet Ukrainki!
-
Monia, nie krzycz – poprosiłam i usiadłam na łóżku.
-
Nie mów na mnie „Monia”! Michał wie, co robisz w nocy?
Spojrzałam
na nią wściekle i już zaczęło się we mnie gotować.
-
To moja wina – wtrąciła Klaudia. – Majka chciała wrócić wcześniej, ale ja
miałam durne pomysły i ona nie chciała mnie zostawić samej.
-
A tak à propos, to przeginasz już, wiesz? Nie chciałam się odzywać, bo to nie
moje życie, ale daleko tak nie zajedziesz, koleżanko – wycelowała w nią palcem.
– Idę na zajęcia, jak wrócę ma być wywietrzone i posprzątane! Ten syf w kuchni
też!
Wyszła,
trzaskając drzwiami. Spojrzałyśmy z Klaudią po sobie. Naprawdę ją
wkurzyłyśmy. Tym razem nie było żartów.
-
Na którą masz? – Zapytałam współlokatorkę.
-
Teoretycznie na dziesiątą, ale mogę odpuścić dwa wykłady.
Spojrzałam
na zegarek. Ósma trzydzieści.
-
Nic nie odpuszczasz – zarządziłam. – Bierzemy się za robotę i jedziesz na
wykłady.
Zaczęłam
od otworzenia okna i dokładnego wywietrzenia.
-
Majka… - zaczęła niepewnie Klaudia. – Dzięki za wczoraj, za tą noc. Nie
zostawiłaś mnie, a mogłaś. Jestem ci winna przysługę.
-
Daj spokój. Wyrzuty sumienia by mnie zeżarły, gdybym cię zostawiła. Nie ma tematu.
-
Jest!
-
Nie gadaj, tylko się bierz za robotę, bo nie chcę kłótni z Moniką.
Temat
się skończył. Zjadłyśmy szybkie śniadanie, ogarnęłyśmy porozwalane ubrania i
książki w pokoju, Klaudia pojechała na wykłady, a ja pozmywałam naczynia.
Musiałam pogadać z Moniką o tym, bo tak nie mogło być. Musimy pomóc Klaudii, bo
sama sobie nie da rady.
![]() |
| Fot. Sandra Czarniecka Na zdjęciu: Paulina |
~ * ~
Zawsze mówię, że autor nie napisze niczego bez czyjegoś wsparcia. A ja ostatnio je dostałam OGROMNE! Kochani, jesteście cudowni! To dopiero początek Zainspirowanych, a licznik wyświetleń leci w górę, ludzie piszą do mnie z gratulacjami i słowami wsparcia. Dzięki Wam widzę, że to ma sens. Dziękuję! :)
Dziękuję Olce za korektę, Pauli za pozowanie do okładki (pamiętajcie, Klaudia nie jest Paulą!) oraz reklamę i wszystkim innym za udostępnianie i komentarze :) Nie zawiodę Was i będę pisać jak najczęściej.
A teraz uciekam spać, a już niedługo (za dzień, może dwa) kolejna część. Tym razem Otrzęsiny! :)
Buziaki :* :*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz