niedziela, 8 listopada 2015

7. Niezapomnieni



Na Wszystkich Świętych pojechałam do domu już w piątek. W zeszłym roku nie jeździłam tak często, a teraz już drugi raz w pierwszym miesiącu! Mama żartowała, że przez to, że mam chłopaka tutaj, chociaż częściej mnie widzi. Co prawda, to prawda…
Zawsze jak jadę do Żyrardowa, wsiadam w pociąg z Lublina do Warszawy Zachodniej i potem przesiadam się w bezpośredni do domu. Tym razem czekałam około pół godziny na pociąg, więc kupiłam sobie bułkę i czekałam na peronie. Świeciło słońce i lekko wiał wiatr. Było bardzo przyjemnie. Cieszyłam się, że jadę do domu, że zobaczę Michasia, powygłupiam się z bratem i zjem flaki zrobione przez moją mamę. Wtedy zobaczyłam moją starą przyjaciółkę, która wchodziła właśnie na peron. Uśmiechnęłam się i ruszyłam w jej stronę, ale po dwóch krokach zamarłam, uśmiech mi zbladł i odwróciłam się prędko. Uświadomiłam sobie, że tak długo się do siebie nie odzywałyśmy i nie wiedziałabym, o czym z nią rozmawiać. Zrobiło mi się potwornie smutno. Znałyśmy się więcej niż połowę życia, różnie między nami bywało, od zerówki byłyśmy razem w klasie, a teraz nie potrafimy wymienić ze sobą dwóch zdań. Humor mi się popsuł.
W pociągu zadzwoniła do mnie siostra. Właśnie! Zapomniałam Wam wspomnieć, że mam siostrę. Ma na imię Sonia, jest ode mnie rok starsza i mieszka w Kwidzynie. Przeprowadziła się tam zaraz po maturze. Sonia była niemal zawsze w konflikcie z rodzicami, szczególnie z tatą. Ciągle się jej o coś czepiali, miała mnóstwo szlabanów i przypałów. Po śmierci naszej babci odziedziczyła po niej spadek, a po maturze wyjechała na Pomorze. Utrzymujemy stały kontakt, wiele jej z Pawłem (naszym bratem) zawdzięczamy, bo nas tata się już tak nie czepia. Mnie po wyjeździe szczególnie. Domyślamy się wszyscy, że po prostu boi się, że drugą córkę też straci, bo z Sonią się nie odzywają do tej pory.
W każdym razie zadzwoniła Sonia i zapytała czy będę w Żyrardowie na święto. Odpowiedziałam, że właśnie jestem w pociągu.
- To świetnie! – Ucieszyła się. – Spotkamy się, bo ja też przyjadę.
- Gdzie?
- Do Damiana, oczywiście. Obejdziemy groby jego rodziny, mojej i pojedziemy do Warszawy, do babci. Też się wybierasz?
- Pojadę w poniedziałek, zanim wrócę do Lublina. Nie wyrwę się, bo obiecałam jeszcze Michałowi, że się z nim przejdę, no i mamy „uroczysty” obiad u nas w domu. Tata zaprosił Michała, więc wiesz…
- Jasne, rozumiem. Dla Mikołaja nie robił obiadków… - dodała z przekąsem.
Wyjaśnię: Damian to najlepszy przyjaciel mojej siostry. Mieszka naprzeciwko naszego bloku i jest bratem ciotecznym Mikołaja – byłego chłopaka Soni. Gdy była z Mikołajem, miała na pieńku z tatą, dlatego „nie robił dla niego obiadków”. Historia życia mojej siostry jest tak zawiła i długa, że opowiem ją kiedy indziej.
- Wiesz, jak to było…
- Wiem, wiem. To zdzwonimy się jakoś i spotkamy może po południu? Pójdziemy na cmentarz jak będzie ciemno, potem możemy iść do Damiana. W końcu poznam tego Twojego Michała.
- Spoko, zadzwonię.
- To trzymaj się.
- Pa.

Rozmowa z siostrą odwróciła na chwilę moją uwagę od Maryśki (tej mojej byłej przyjaciółki), ale nie na długo. Zobaczyłam ją znowu na stacji w Żyrardowie i uciekłam w drugą stronę. Jak jakaś idiotka. Jakbym nie mogła po prostu podejść i zagadać. Ale o czym? „Hej, kopę lat! Co tam?”. A ona: „A, spoko, a u ciebie”. „Też”. Dialog na miarę znajomych, które widziały się może raz w życiu. Pewnie tak by było. Głupio mi byłoby zacząć coś opowiadać, może ona nie chciałaby słuchać? Dlaczego pewne znajomości kończą się tak po prostu? Znasz się z kimś wiele lat, wiecie o sobie wszystko, a nadchodzi taki dzień, że stajecie się dla siebie obcy…
- Co ty taka cicha?
Jak zwykle odebrał mnie Michał. Odwoził mnie właśnie do domu, a ja nic się nie odzywałam. Zazwyczaj przegadywałam radio, tym razem byłam zamyślona. Opowiedziałam mu dzisiejsze zdarzenie, a on tylko wzruszył ramionami i powiedział: „Takie życie”.
- Dziękuję za wsparcie – odparłam z przekąsem.
- A co mam ci powiedzieć? Tak bywa w życiu, że drogi się rozchodzą. Mogłaś to przewidzieć jak szłaś na studia. Z kim masz kontakt z czasów liceum?
Tym mnie dobił. Wcale mnie nie pocieszył, a zdołował doszczętnie.
- Wiesz co, nie muszę mieć wszędzie przyjaciół. Mam ich w Lublinie – odgryzłam się. Nie chciałam pozostać mu dłużna, swoje przemyślenia zostawię dla siebie.
- To po co się martwisz?
Nie odpowiedziałam mu, nie miałam ochoty. Czasem mam go serdecznie dosyć!

Wszystkich Świętych to jedyna okazja, żeby spotkać mnóstwo ludzi z twojego miasta w jednym miejscu i jednego dnia. Byłe nauczycielki, starych znajomych rodziców, kolegów i koleżanki ze szkoły czy byłych chłopaków. Do tej pory byłam w dwóch związkach. Z Michałem teraz, a wcześniej z Rafałem. Chodziliśmy do równoległych klas w gimnazjum i chodziliśmy ze sobą trzy lata. Niestety nasze drogi w szkole średniej się rozeszły, a nasz związek nie wytrzymał tej presji. Z resztą już wcześniej zaczęło się miedzy nami psuć i myślę, że różne szkoły były tylko pretekstem. I to właśnie Rafała spotkałam przed cmentarzem. Na początku mnie nie poznał, potem patrzył na mnie taki zszokowany i dopiero jak mu powiedziałam „cześć” się odezwał.
- Cześć, Majka. Świetnie wyglądasz. Co tam?
- Dziękuję, w porządku. Studiuję w Lublinie, przyjechałam teraz na weekend. A co u ciebie?
- Zacząłem w tym roku studiować geografię na UW.
- Geografię? Przecież kończyłeś technikum logistyczne!
- Ale jakoś mnie to nie przekonało. Mam technika z logistyki i postanowiłem nie iść dalej w tym kierunku. Sama jesteś?
- Nie, czekam na chłopaka.
Mina mu zrzedła.
- Masz chłopaka?
- Mam – roześmiałam się. – O, właśnie idzie – dostrzegłam Michała, który szedł w naszą stronę.
- Znalazłem – podniósł reklamówkę z trzema białymi zniczami.
- Super. Poznajcie się. To jest Michał, a to Rafał – wskazałam na każdego ręką.
- Cześć – uścisnęli sobie ręce. Michał jakby wyczuł zagrożenie i objął mnie władczo w pasie.
- Kochanie, nie chcę cię popędzać, ale jeszcze musimy wstąpić do mnie przed obiadem u ciebie.
- Jasne. My uciekamy – uśmiechnęłam się do byłego. – Miło było cię spotkać.
- Wzajemnie. Odezwij się jak będziesz następnym razem.
- Odezwę. To pa.
- Kto to był? – Zapytał Michał, gdy znaleźliśmy się w bezpiecznej odległości od Rafała.
- Chodziliśmy razem do gimnazjum – odparłam, ukrywając większą część prawdy.
- Byliście razem? – Bardziej to zabrzmiało jak zdanie twierdzące niż pytanie.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Skąd wiesz?
- Widziałem jak na ciebie patrzył i zauważyłem jego minę, gdy cię objąłem.
- I po tym wnosisz, że byliśmy razem?
- A nie byliście?
- Byliśmy.
- No, widzisz – uśmiechnął się triumfalnie.

Nie tylko ja spotkałam swojego byłego na cmentarzu. Gdy spotkałam się z Sonią odciągnęła mnie na chwilę na bok i poinformowała:
- Spotkałam Byłego.
Obecny prawie-facet Soni też ma na imię Mikołaj i tytułuje ich Były i Sąsiad, bo ten drugi mieszka obok niej.
- I jak?
- Nijak. Patrzył na mnie jak wół na malowane wrota, ja mu powiedziałam tylko „hej”, Damian stanął się przywitać, a ja odeszłam. Dopiero co się wyleczyłam z niego i już mam z nim gadać?
- Na pewno się wyleczyłaś?
Zawahała się.
- Chyba tak…
- Chyba?
- Och, daj spokój – zbyła mnie i wróciła do chłopaków.
Lubię chodzić na cmentarz jak jest ciemno. Oczywiście tylko pierwszego listopada. Jest wtedy taki ciepły nastrój. Jedyne światło dają setki różnokolorowych zniczy. Oczy wszystkich zgromadzonych świecą blaskiem światełek. Szczególnie podobały mi się świecące brązowe oczy mojego Michała. Siedzieliśmy właśnie przy grobie jego babci.
- Kiedy byłem mały, moja babcia zawsze sadzała mnie sobie na kolanach i opowiadała historię o zmarłych z naszej rodziny. Przeważnie jakieś śmieszne historyjki, żeby mnie rozśmieszyć. Zawsze uczulała mnie na to, żeby modlić się za zmarłych, bo im ta modlitwa może być bardzo potrzebna.
- To święto ma swój specyficzny klimat. Najchętniej obchodziłabym je dopiero po zmierzchu, wtedy czuję takie wewnętrzne zjednanie ze zmarłymi. Może to głupie, ale czuję ich obecność.
- To nie głupie – objął mnie ramieniem i cmoknął w czoło. – Mam podobnie.
Potem poszliśmy do Damiana. Przyszedł też Paweł, było rodzeństwo Damiana (młodsza siostra Alicja i starszy brat Karol). Ostatni raz w takim składzie byliśmy trzy lata temu w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia. Był wtedy z nami jeszcze Mikołaj i rodzeństwo cioteczne Damiana. To były ostatnie święta Soni w domu.
Przy gorącej czekoladzie mamy Damiana (robi najlepszą gorącą czekoladę jaką kiedykolwiek piłam!) wspominaliśmy stare czasy. Michał na początku czuł się wyobcowany, ale potem opowiadał i wygłupiał się razem z nami.
Wieczorem przeszłam się jeszcze na spacer z Michałem. Zaprosił mnie wtedy za tydzień na urodziny cioci do Warszawy, bo chciała mnie poznać. Planowałam posiedzieć w końcu z dziewczynami w akademiku, może pójść na jakąś imprezę, ale od razu się zgodziłam. Chętnie poznałabym jego rodzinę.
Następnego dnia pojechałam z Sonią do Warszawy na grób naszej babci.
- Czasem tak bardzo mi jej brakuje, że nie mogę powstrzymać się od płaczu. Gdyby nie ona, nie wiem co by ze mną było – Sonia się trochę rozczuliła.
Wiele zawdzięczała babci. Babcia wzięła ją do siebie na wakacje przed klasą maturalną i dopilnowała, żeby skończyła kurs prawa jazdy i na baristkę. Dzięki temu pracuje w kawiarni i wozi się po mieście swoim Citroënem. Poza tym ma własne mieszkanie i święty spokój. Ma w posiadaniu cały spadek po babci, który jest dzielony na trzy, ale Sonia czeka na właściwy czas, żeby przekazać nam naszą część. Powiedziała, że to na nasze mieszkania, ale nie dostaniemy ich jeszcze. Rodzice nawet o tym nie wiedzą, myślą, że cała kasa poszła na Sonię i dziwią się, że chcemy utrzymywać z nią kontakt. Ja zawsze się odgryzam, że przecież po nich nic nie dostanie, to chociaż po babci ma. Niby żartuję, ale tata nigdy nie zaprzeczył.
- Mi też jej brakuje. Chociaż nie miałam z nią takiego kontaktu jak ty to zawsze mnie wspierała i nawet krytyka w jej ustach brzmiała jak największa pochwała.
- Kto by pomyślał, że to mama naszego ojca. Dziadek też nie był taki jak on.
- Tata się trochę zmienił po twoim wyjeździe. Bynajmniej w stosunku do nas.
- W stosunku do mnie zawsze byłby taki sam. Wszystko jest moją winą, ja jestem najgorsza… Teraz mam naprawdę spokój.
- Co ze świętami? Przyjeżdżasz do Damiana?
- Nie wiem jeszcze. Tak poza tym… śnił mi się Były.
- Co robił?
- Pamiętasz jak dostałam od niego tego dużego misia, jak przyjechał do mnie pierwszy raz?
- Pamiętam! Chciałabym takiego!
- Oddałam go ostatnio do kościoła. Robiłam porządki w rzeczach i chciałam się pozbyć wszystkiego, co z nim związane. Inaczej nie poszłabym dalej – tak mówią moje przyjaciółki. I we śnie on się mnie zapytał, gdzie go mam i powiedziałam prawdę, a on do mnie z tekstem: „Dobrze zrobiłaś. Był już niemodny”.
- Nie czaję – przyznałam.
- Ja też nie, ale wiesz, jak to jest ze snami. Z resztą sama wiem, że dobrze zrobiłam.
- Myślisz o nim czasem? W sensie czy miewasz takie myśli, że chciałabyś do niego wrócić?
- Miewam. Teraz już rzadziej, ale nachodzi mnie to czasem. Był moją pierwszą miłością, mocno mnie skrzywdził i długo mi zajęło zanim się pozbierałam. Myślę, że zawsze będę go kochać czy tego chcę, czy nie.
- A jak z tym Sąsiadem?
- Właściwie to sama nie wiem. Niby się przyjaźnimy, ale jak na przykład oglądamy film to mnie obejmuje. Zawsze całuje mnie w policzek na przywitanie czy pożegnanie, pyta o mnóstwo rzeczy, radzi się nawet w kwestiach ubioru. Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć.
- Mówiłam ci, co masz zrobić. Mi współlokatorka doradziła, żebym się zapytała Michała wprost i widzisz co z tego wyszło.
- W naszym wieku to nie jest takie proste.
- Przypominam, że jesteś raptem rok starsza ode mnie.
- Ale on jest ode mnie pięć! Nie podejdę i nie zapytam tak po prostu czy jest moim chłopakiem. Poczekam na sytuację, w której to się samo wyjaśni.
- To sobie poczekasz!
Potem pojechałyśmy na obiad i Sonia odwiozła mnie na pociąg.
- Trzymaj się tam – siostra uścisnęła mnie mocno. – Mam nadzieję, że szybko się zobaczymy.
- Mogłabyś w końcu do mnie wpaść. Zaznasz trochę studenckiego życia.
- Wiesz co, nie wiem czy to dla mnie. Zmieniłam się odkąd mieszkam sama, nie lubię hałasu, nie chodzę na imprezy.
- Nie wiesz, co tracisz! Przyjedź, a się przekonasz, że to dla ciebie i od przyszłego roku zaczniesz studiować.
- Haha, na pewno – roześmiałyśmy się. – Kocham cię, siostrzyczko.
- Ja ciebie też. Trzymaj się – jeszcze raz uściskałyśmy się i wsiadłam do pociągu.

Dopiero w akademiku poczułam jaka byłam zmęczona. Cieszyłam się, że już jestem w domu. Klaudia nie wyjeżdżała na weekend i opowiadała mi o obejrzanych odcinkach „Singielki” i popołudniu, które spędziła z Mateuszem. Najśmieszniejsze jest, że jak zapytałam czy z nim świruje, wykręcała się jakby to było coś złego, ale po chwili sama przyznała, że jest super i świetnie się z nim bawiła, ale zastrzegła, żebym nie mówiła Monice.
Monika z kolei kilka dni później przyznała mi się, że pisze z Mikołajem.
- Jak tak piszemy wcale nie wydaje się być taki dziecinny jak przy chłopakach – wtrąciła niewinnie.
- Podoba ci się?
- To chyba zbyt dużo powiedziane. Uważam, że jest przystojny, fajnie mi się z nim pisze, ale to nic wielkiego jak na razie. Tylko nie mów Klaudii, bo wtedy wpadł jej w oko i nie wiem czy ona nadal ma coś do niego, czy już nie.
- Zapytam – zapewniłam ją rozbawiona. Wiedziałam, że Klaudia miała w głowie już kogoś innego, ale nie chciałam się wygadać Monice.
- A ty jak z Michałem? – Zapytała mnie.
- Różnie. Ale ogólnie nie narzekam. Czasem jak coś powie to mi aż przykro, ale potem mnie przytuli i wszystko mija. Bardziej mnie martwi to, że mój były chłopak ciągle do mnie pisze. Spotkaliśmy się na cmentarzu, dwa dni później zaprosił mnie do znajomych na fejsie i teraz pisze niemal codziennie.
- Napisz mu, żeby spływał.
- Nie umiem. Poza tym to takie niewinne pisanie „co tam?” i takie tam. Nieszkodliwe.
- Na początku może nie, ale on może odbierać to inaczej.
- Jak zacznie się robić niebezpiecznie to to przerwę.
- Jak uważasz. Obejrzymy jakiś film?
- Możemy. Co polecasz?
- Może „Małego Księcia”?
- Włącz go, niech się buforuje, a ja pójdę się wykąpać.
- Ok. Miałam się ciebie jeszcze zapytać: nie chciałabyś jutro iść ze mną do kawiarni na Starym Mieście? Postanowiłam poodkrywać jakieś miejsca na mieście i zacząć od kawiarni właśnie.
- A byłaś w No Logo na KUL-u?
- Właśnie nie. Miałam iść z dziewczynami z kierunku, ale jakoś nam nie po drodze było.
- To zaczniemy jutro od No Logo, a w niedzielę wybierzemy się gdzieś na miasto.
- Oki.
Lubię naszą uczelnianą kawiarenkę. Jest w piwnicy, na skośnym suficie są malowidła rodem z Lascaux, napoje robi się samemu i są pyszne kanapki, które można samemu skomponować (mój ulubiony zestaw to ciabatta, salami, mozarella i suszony pomidor). Nie ma zasięgu, więc ludzie mogą się spotkać i porozmawiać, bez ciągłego wgapiania się w telefon. Monice też się potem tam spodobało i obiecałyśmy sobie, że będziemy tam chodzić jak najczęściej.
Chyba się powoli zaprzyjaźniamy. Ona mi coraz więcej mówi o sobie, wyjawia swoje emocje, nawet związane z filmem czy piosenką. Zwierza się i opowiada o Mikołaju (tak na marginesie chyba coś z tego będzie, bo blondyna zaczyna się nieśmiało uśmiechać, gdy o nim mówi). Michał miał rację, że potrzebuje czasu. A mi często brakuje cierpliwości…
Fot. Sandra Czarniecka
 ~ * ~
Na samym początku przepraszam za taką przerwę! Czas leci tak szybko i nim się obejrzysz, a mija dwa tygodnie... Przepraszam! Miałam trochę zajęć, dwa wyjazdy i nie miałam kiedy porządnie usiąść i napisać czegoś sensownego. Ale dzisiaj już się udało. W ramach rekompensaty jutro pojawi się kolejny pościk :)
Dziękuję moim nieocenionym korektorkom za korektę - Olce, Oli i Pauli (Paula, mijasz się z powołaniem :D) :* 
Dobrej nocy :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz