Na Wszystkich Świętych pojechałam do
domu już w piątek. W zeszłym roku nie jeździłam tak często, a teraz już drugi
raz w pierwszym miesiącu! Mama żartowała, że przez to, że mam chłopaka tutaj,
chociaż częściej mnie widzi. Co prawda, to prawda…
Zawsze jak jadę do Żyrardowa, wsiadam w
pociąg z Lublina do Warszawy Zachodniej i potem przesiadam się w bezpośredni do
domu. Tym razem czekałam około pół godziny na pociąg, więc kupiłam sobie bułkę
i czekałam na peronie. Świeciło słońce i lekko wiał wiatr. Było bardzo
przyjemnie. Cieszyłam się, że jadę do domu, że zobaczę Michasia, powygłupiam
się z bratem i zjem flaki zrobione przez moją mamę. Wtedy zobaczyłam moją starą
przyjaciółkę, która wchodziła właśnie na peron. Uśmiechnęłam się i ruszyłam w
jej stronę, ale po dwóch krokach zamarłam, uśmiech mi zbladł i odwróciłam się
prędko. Uświadomiłam sobie, że tak długo się do siebie nie odzywałyśmy i nie
wiedziałabym, o czym z nią rozmawiać. Zrobiło mi się potwornie smutno. Znałyśmy
się więcej niż połowę życia, różnie między nami bywało, od zerówki byłyśmy
razem w klasie, a teraz nie potrafimy wymienić ze sobą dwóch zdań. Humor mi się
popsuł.
W pociągu zadzwoniła do mnie siostra.
Właśnie! Zapomniałam Wam wspomnieć, że mam siostrę. Ma na imię Sonia, jest ode
mnie rok starsza i mieszka w Kwidzynie. Przeprowadziła się tam zaraz po
maturze. Sonia była niemal zawsze w konflikcie z rodzicami, szczególnie z tatą.
Ciągle się jej o coś czepiali, miała mnóstwo szlabanów i przypałów. Po śmierci
naszej babci odziedziczyła po niej spadek, a po maturze wyjechała na Pomorze.
Utrzymujemy stały kontakt, wiele jej z Pawłem (naszym bratem) zawdzięczamy, bo
nas tata się już tak nie czepia. Mnie po wyjeździe szczególnie. Domyślamy się
wszyscy, że po prostu boi się, że drugą córkę też straci, bo z Sonią się nie
odzywają do tej pory.
W każdym razie zadzwoniła Sonia i
zapytała czy będę w Żyrardowie na święto. Odpowiedziałam, że właśnie jestem w
pociągu.
- To świetnie! – Ucieszyła się. –
Spotkamy się, bo ja też przyjadę.
- Gdzie?
- Do Damiana, oczywiście. Obejdziemy
groby jego rodziny, mojej i pojedziemy do Warszawy, do babci. Też się
wybierasz?
- Pojadę w poniedziałek, zanim wrócę do
Lublina. Nie wyrwę się, bo obiecałam jeszcze Michałowi, że się z nim przejdę,
no i mamy „uroczysty” obiad u nas w domu. Tata zaprosił Michała, więc wiesz…
- Jasne, rozumiem. Dla Mikołaja nie
robił obiadków… - dodała z przekąsem.
Wyjaśnię: Damian to najlepszy przyjaciel
mojej siostry. Mieszka naprzeciwko naszego bloku i jest bratem ciotecznym
Mikołaja – byłego chłopaka Soni. Gdy była z Mikołajem, miała na pieńku z tatą,
dlatego „nie robił dla niego obiadków”. Historia życia mojej siostry jest tak
zawiła i długa, że opowiem ją kiedy indziej.
- Wiesz, jak to było…
- Wiem, wiem. To zdzwonimy się jakoś i
spotkamy może po południu? Pójdziemy na cmentarz jak będzie ciemno, potem
możemy iść do Damiana. W końcu poznam tego Twojego Michała.
- Spoko, zadzwonię.
- To trzymaj się.
- Pa.
Rozmowa z siostrą odwróciła na chwilę
moją uwagę od Maryśki (tej mojej byłej przyjaciółki), ale nie na długo.
Zobaczyłam ją znowu na stacji w Żyrardowie i uciekłam w drugą stronę. Jak jakaś
idiotka. Jakbym nie mogła po prostu podejść i zagadać. Ale o czym? „Hej, kopę
lat! Co tam?”. A ona: „A, spoko, a u ciebie”. „Też”. Dialog na miarę znajomych,
które widziały się może raz w życiu. Pewnie tak by było. Głupio mi byłoby
zacząć coś opowiadać, może ona nie chciałaby słuchać? Dlaczego pewne znajomości
kończą się tak po prostu? Znasz się z kimś wiele lat, wiecie o sobie wszystko,
a nadchodzi taki dzień, że stajecie się dla siebie obcy…
- Co ty taka cicha?
Jak zwykle odebrał mnie Michał. Odwoził
mnie właśnie do domu, a ja nic się nie odzywałam. Zazwyczaj przegadywałam
radio, tym razem byłam zamyślona. Opowiedziałam mu dzisiejsze zdarzenie, a on
tylko wzruszył ramionami i powiedział: „Takie życie”.
- Dziękuję za wsparcie – odparłam z
przekąsem.
- A co mam ci powiedzieć? Tak bywa w
życiu, że drogi się rozchodzą. Mogłaś to przewidzieć jak szłaś na studia. Z kim
masz kontakt z czasów liceum?
Tym mnie dobił. Wcale mnie nie
pocieszył, a zdołował doszczętnie.
- Wiesz co, nie muszę mieć wszędzie
przyjaciół. Mam ich w Lublinie – odgryzłam się. Nie chciałam pozostać mu
dłużna, swoje przemyślenia zostawię dla siebie.
- To po co się martwisz?
Nie odpowiedziałam mu, nie miałam ochoty.
Czasem mam go serdecznie dosyć!
Wszystkich Świętych to jedyna okazja,
żeby spotkać mnóstwo ludzi z twojego miasta w jednym miejscu i jednego dnia.
Byłe nauczycielki, starych znajomych rodziców, kolegów i koleżanki ze szkoły
czy byłych chłopaków. Do tej pory byłam w dwóch związkach. Z Michałem teraz, a
wcześniej z Rafałem. Chodziliśmy do równoległych klas w gimnazjum i chodziliśmy
ze sobą trzy lata. Niestety nasze drogi w szkole średniej się rozeszły, a nasz
związek nie wytrzymał tej presji. Z resztą już wcześniej zaczęło się miedzy
nami psuć i myślę, że różne szkoły były tylko pretekstem. I to właśnie Rafała
spotkałam przed cmentarzem. Na początku mnie nie poznał, potem patrzył na mnie
taki zszokowany i dopiero jak mu powiedziałam „cześć” się odezwał.
- Cześć, Majka. Świetnie wyglądasz. Co
tam?
- Dziękuję, w porządku. Studiuję w
Lublinie, przyjechałam teraz na weekend. A co u ciebie?
- Zacząłem w tym roku studiować
geografię na UW.
- Geografię? Przecież kończyłeś
technikum logistyczne!
- Ale jakoś mnie to nie przekonało. Mam
technika z logistyki i postanowiłem nie iść dalej w tym kierunku. Sama jesteś?
- Nie, czekam na chłopaka.
Mina mu zrzedła.
- Masz chłopaka?
- Mam – roześmiałam się. – O, właśnie
idzie – dostrzegłam Michała, który szedł w naszą stronę.
- Znalazłem – podniósł reklamówkę z
trzema białymi zniczami.
- Super. Poznajcie się. To jest Michał,
a to Rafał – wskazałam na każdego ręką.
- Cześć – uścisnęli sobie ręce. Michał
jakby wyczuł zagrożenie i objął mnie władczo w pasie.
- Kochanie, nie chcę cię popędzać, ale
jeszcze musimy wstąpić do mnie przed obiadem u ciebie.
- Jasne. My uciekamy – uśmiechnęłam się
do byłego. – Miło było cię spotkać.
- Wzajemnie. Odezwij się jak będziesz
następnym razem.
- Odezwę. To pa.
- Kto to był? – Zapytał Michał, gdy
znaleźliśmy się w bezpiecznej odległości od Rafała.
- Chodziliśmy razem do gimnazjum –
odparłam, ukrywając większą część prawdy.
- Byliście razem? – Bardziej to
zabrzmiało jak zdanie twierdzące niż pytanie.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Skąd wiesz?
- Widziałem jak na ciebie patrzył i
zauważyłem jego minę, gdy cię objąłem.
- I po tym wnosisz, że byliśmy razem?
- A nie byliście?
- Byliśmy.
- No, widzisz – uśmiechnął się
triumfalnie.
Nie tylko ja spotkałam swojego byłego na
cmentarzu. Gdy spotkałam się z Sonią odciągnęła mnie na chwilę na bok i
poinformowała:
- Spotkałam Byłego.
Obecny prawie-facet Soni też ma na imię
Mikołaj i tytułuje ich Były i Sąsiad, bo ten drugi mieszka obok niej.
- I jak?
- Nijak. Patrzył na mnie jak wół na
malowane wrota, ja mu powiedziałam tylko „hej”, Damian stanął się przywitać, a
ja odeszłam. Dopiero co się wyleczyłam z niego i już mam z nim gadać?
- Na pewno się wyleczyłaś?
Zawahała się.
- Chyba tak…
- Chyba?
- Och, daj spokój – zbyła mnie i wróciła
do chłopaków.
Lubię chodzić na cmentarz jak jest
ciemno. Oczywiście tylko pierwszego listopada. Jest wtedy taki ciepły nastrój.
Jedyne światło dają setki różnokolorowych zniczy. Oczy wszystkich zgromadzonych
świecą blaskiem światełek. Szczególnie podobały mi się świecące brązowe oczy
mojego Michała. Siedzieliśmy właśnie przy grobie jego babci.
- Kiedy byłem mały, moja babcia zawsze
sadzała mnie sobie na kolanach i opowiadała historię o zmarłych z naszej
rodziny. Przeważnie jakieś śmieszne historyjki, żeby mnie rozśmieszyć. Zawsze
uczulała mnie na to, żeby modlić się za zmarłych, bo im ta modlitwa może być
bardzo potrzebna.
- To święto ma swój specyficzny klimat.
Najchętniej obchodziłabym je dopiero po zmierzchu, wtedy czuję takie wewnętrzne
zjednanie ze zmarłymi. Może to głupie, ale czuję ich obecność.
- To nie głupie – objął mnie ramieniem i
cmoknął w czoło. – Mam podobnie.
Potem poszliśmy do Damiana. Przyszedł
też Paweł, było rodzeństwo Damiana (młodsza siostra Alicja i starszy brat
Karol). Ostatni raz w takim składzie byliśmy trzy lata temu w drugi dzień Świąt
Bożego Narodzenia. Był wtedy z nami jeszcze Mikołaj i rodzeństwo cioteczne
Damiana. To były ostatnie święta Soni w domu.
Przy gorącej czekoladzie mamy Damiana
(robi najlepszą gorącą czekoladę jaką kiedykolwiek piłam!) wspominaliśmy stare
czasy. Michał na początku czuł się wyobcowany, ale potem opowiadał i wygłupiał
się razem z nami.
Wieczorem przeszłam się jeszcze na
spacer z Michałem. Zaprosił mnie wtedy za tydzień na urodziny cioci do
Warszawy, bo chciała mnie poznać. Planowałam posiedzieć w końcu z dziewczynami
w akademiku, może pójść na jakąś imprezę, ale od razu się zgodziłam. Chętnie
poznałabym jego rodzinę.
Następnego dnia pojechałam z Sonią do
Warszawy na grób naszej babci.
- Czasem tak bardzo mi jej brakuje, że
nie mogę powstrzymać się od płaczu. Gdyby nie ona, nie wiem co by ze mną było –
Sonia się trochę rozczuliła.
Wiele zawdzięczała babci. Babcia wzięła
ją do siebie na wakacje przed klasą maturalną i dopilnowała, żeby skończyła
kurs prawa jazdy i na baristkę. Dzięki temu pracuje w kawiarni i wozi się po
mieście swoim Citroënem. Poza tym ma własne mieszkanie i święty spokój. Ma w
posiadaniu cały spadek po babci, który jest dzielony na trzy, ale Sonia czeka
na właściwy czas, żeby przekazać nam naszą część. Powiedziała, że to na nasze
mieszkania, ale nie dostaniemy ich jeszcze. Rodzice nawet o tym nie wiedzą,
myślą, że cała kasa poszła na Sonię i dziwią się, że chcemy utrzymywać z nią
kontakt. Ja zawsze się odgryzam, że przecież po nich nic nie dostanie, to
chociaż po babci ma. Niby żartuję, ale tata nigdy nie zaprzeczył.
- Mi też jej brakuje. Chociaż nie miałam
z nią takiego kontaktu jak ty to zawsze mnie wspierała i nawet krytyka w jej
ustach brzmiała jak największa pochwała.
- Kto by pomyślał, że to mama naszego
ojca. Dziadek też nie był taki jak on.
- Tata się trochę zmienił po twoim
wyjeździe. Bynajmniej w stosunku do nas.
- W stosunku do mnie zawsze byłby taki
sam. Wszystko jest moją winą, ja jestem najgorsza… Teraz mam naprawdę spokój.
- Co ze świętami? Przyjeżdżasz do
Damiana?
- Nie wiem jeszcze. Tak poza tym… śnił
mi się Były.
- Co robił?
- Pamiętasz jak dostałam od niego tego
dużego misia, jak przyjechał do mnie pierwszy raz?
- Pamiętam! Chciałabym takiego!
- Oddałam go ostatnio do kościoła.
Robiłam porządki w rzeczach i chciałam się pozbyć wszystkiego, co z nim
związane. Inaczej nie poszłabym dalej – tak mówią moje przyjaciółki. I we śnie
on się mnie zapytał, gdzie go mam i powiedziałam prawdę, a on do mnie z
tekstem: „Dobrze zrobiłaś. Był już niemodny”.
- Nie czaję – przyznałam.
- Ja też nie, ale wiesz, jak to jest ze
snami. Z resztą sama wiem, że dobrze zrobiłam.
- Myślisz o nim czasem? W sensie czy
miewasz takie myśli, że chciałabyś do niego wrócić?
- Miewam. Teraz już rzadziej, ale
nachodzi mnie to czasem. Był moją pierwszą miłością, mocno mnie skrzywdził i
długo mi zajęło zanim się pozbierałam. Myślę, że zawsze będę go kochać czy tego
chcę, czy nie.
- A jak z tym Sąsiadem?
- Właściwie to sama nie wiem. Niby się
przyjaźnimy, ale jak na przykład oglądamy film to mnie obejmuje. Zawsze całuje
mnie w policzek na przywitanie czy pożegnanie, pyta o mnóstwo rzeczy, radzi się
nawet w kwestiach ubioru. Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć.
- Mówiłam ci, co masz zrobić. Mi
współlokatorka doradziła, żebym się zapytała Michała wprost i widzisz co z tego
wyszło.
- W naszym wieku to nie jest takie
proste.
- Przypominam, że jesteś raptem rok
starsza ode mnie.
- Ale on jest ode mnie pięć! Nie podejdę
i nie zapytam tak po prostu czy jest moim chłopakiem. Poczekam na sytuację, w której
to się samo wyjaśni.
- To sobie poczekasz!
Potem pojechałyśmy na obiad i Sonia
odwiozła mnie na pociąg.
- Trzymaj się tam – siostra uścisnęła
mnie mocno. – Mam nadzieję, że szybko się zobaczymy.
- Mogłabyś w końcu do mnie wpaść.
Zaznasz trochę studenckiego życia.
- Wiesz co, nie wiem czy to dla mnie.
Zmieniłam się odkąd mieszkam sama, nie lubię hałasu, nie chodzę na imprezy.
- Nie wiesz, co tracisz! Przyjedź, a się
przekonasz, że to dla ciebie i od przyszłego roku zaczniesz studiować.
- Haha, na pewno – roześmiałyśmy się. –
Kocham cię, siostrzyczko.
- Ja ciebie też. Trzymaj się – jeszcze
raz uściskałyśmy się i wsiadłam do pociągu.
Dopiero w akademiku poczułam jaka byłam
zmęczona. Cieszyłam się, że już jestem w domu. Klaudia nie wyjeżdżała na
weekend i opowiadała mi o obejrzanych odcinkach „Singielki” i popołudniu, które
spędziła z Mateuszem. Najśmieszniejsze jest, że jak zapytałam czy z nim
świruje, wykręcała się jakby to było coś złego, ale po chwili sama przyznała,
że jest super i świetnie się z nim bawiła, ale zastrzegła, żebym nie mówiła
Monice.
Monika z kolei kilka dni później
przyznała mi się, że pisze z Mikołajem.
- Jak tak piszemy wcale nie wydaje się
być taki dziecinny jak przy chłopakach – wtrąciła niewinnie.
- Podoba ci się?
- To chyba zbyt dużo powiedziane.
Uważam, że jest przystojny, fajnie mi się z nim pisze, ale to nic wielkiego jak
na razie. Tylko nie mów Klaudii, bo wtedy wpadł jej w oko i nie wiem czy ona
nadal ma coś do niego, czy już nie.
- Zapytam – zapewniłam ją rozbawiona.
Wiedziałam, że Klaudia miała w głowie już kogoś innego, ale nie chciałam się
wygadać Monice.
- A ty jak z Michałem? – Zapytała mnie.
- Różnie. Ale ogólnie nie narzekam.
Czasem jak coś powie to mi aż przykro, ale potem mnie przytuli i wszystko mija.
Bardziej mnie martwi to, że mój były chłopak ciągle do mnie pisze. Spotkaliśmy
się na cmentarzu, dwa dni później zaprosił mnie do znajomych na fejsie i teraz
pisze niemal codziennie.
- Napisz mu, żeby spływał.
- Nie umiem. Poza tym to takie niewinne
pisanie „co tam?” i takie tam. Nieszkodliwe.
- Na początku może nie, ale on może
odbierać to inaczej.
- Jak zacznie się robić niebezpiecznie
to to przerwę.
- Jak uważasz. Obejrzymy jakiś film?
- Możemy. Co polecasz?
- Może „Małego Księcia”?
- Włącz go, niech się buforuje, a ja
pójdę się wykąpać.
- Ok. Miałam się ciebie jeszcze zapytać:
nie chciałabyś jutro iść ze mną do kawiarni na Starym Mieście? Postanowiłam
poodkrywać jakieś miejsca na mieście i zacząć od kawiarni właśnie.
- A byłaś w No Logo na KUL-u?
- Właśnie nie. Miałam iść z dziewczynami
z kierunku, ale jakoś nam nie po drodze było.
- To zaczniemy jutro od No Logo, a w
niedzielę wybierzemy się gdzieś na miasto.
- Oki.
Lubię naszą uczelnianą kawiarenkę. Jest
w piwnicy, na skośnym suficie są malowidła rodem z Lascaux, napoje robi się
samemu i są pyszne kanapki, które można samemu skomponować (mój ulubiony zestaw
to ciabatta, salami, mozarella i suszony pomidor). Nie ma zasięgu, więc ludzie
mogą się spotkać i porozmawiać, bez ciągłego wgapiania się w telefon. Monice
też się potem tam spodobało i obiecałyśmy sobie, że będziemy tam chodzić jak
najczęściej.
Chyba się powoli zaprzyjaźniamy. Ona mi
coraz więcej mówi o sobie, wyjawia swoje emocje, nawet związane z filmem czy
piosenką. Zwierza się i opowiada o Mikołaju (tak na marginesie chyba coś z tego
będzie, bo blondyna zaczyna się nieśmiało uśmiechać, gdy o nim mówi). Michał
miał rację, że potrzebuje czasu. A mi często brakuje cierpliwości…
![]() |
| Fot. Sandra Czarniecka |
~ * ~
Na samym początku przepraszam za taką przerwę! Czas leci tak szybko i nim się obejrzysz, a mija dwa tygodnie... Przepraszam! Miałam trochę zajęć, dwa wyjazdy i nie miałam kiedy porządnie usiąść i napisać czegoś sensownego. Ale dzisiaj już się udało. W ramach rekompensaty jutro pojawi się kolejny pościk :)
Dziękuję moim nieocenionym korektorkom za korektę - Olce, Oli i Pauli (Paula, mijasz się z powołaniem :D) :*
Dobrej nocy :*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz