poniedziałek, 9 listopada 2015

8. A miało być tak pięknie...



Szczerze mówiąc wcale nie chciało mi się jechać do tej Warszawy. Na szczęście wykręciłam się ze spędzenia tam całego weekendu pod pretekstem generalnego sprzątania w segmencie. Wyjechałam w piątek rano, bo zostaliśmy zaproszeni na obiad. Mój chłopak kilka razy w tygodniu dzwonił i pytał, czy na pewno będę. Z dworca w Warszawie Zachodniej miał przyjechać po mnie z tatą. Swoją drogą Michał jest bardzo podobny do taty wizualnie. Podejrzewam, że w jego wieku będzie identyczny.
Ciocia Michała, a właściwie  rodzona siostra jego babci, obchodziła siedemdziesiąte urodziny. Mieszka sama na Ochocie i żyje ze spadków po dwóch mężach. Nie ukrywa, że „nie narobiła się w życiu”. Wynikła dyskusja o niepracujących kobietach w dzisiejszych czasach. Mój Michał powiedział, że nie miałby nic przeciwko, żeby jego kobieta siedziała w domu, a on by pracował. Jego tata to potwierdził, bo jego żona przez jakiś czas nie pracowała i dawali radę. Ktoś tam powiedział, że to lenistwo, ktoś inny, że to niemodne, że kobiety w tych czasach same chcą się rozwijać. Ja się nie chciałam wychylać i nie komentowałam.
- A ty, Majeczko, co o tym myślisz? - Zapytała mnie jubilatka.
- Ja? - Zrobiło mi się w środku gorąco. Wszyscy zwrócili wzrok na mnie. O kurdeee... - Ja osobiście nie chciałabym, żeby mąż mnie utrzymywał. - Udało mi się: wydukałam coś!
- Dlaczego? - Zapytał automatycznie Michał.
- Bo byłabym od kogoś zależna, a tego nie lubię. Nie miałabym swoich pieniędzy, tłumaczyłabym się z każdego grosza.
- Bzdura - prychnął mój chłopak. - Przecież dostawałabyś pieniądze dla siebie. Bynajmniej ja bym dawał mojej żonie kasę na własne wydatki.
- A przepraszam bardzo, czy ja jestem nastolatką, której trzeba dawać kieszonkowe? – Nabrałam śmiałości w trzy sekundy! - Jak będę grzeczna to dostanę „premię”, a jak nie to muszę się obyć bez kawy na mieście. No, proszę cię.
- To nie tak. Ja zarabiam, daję ci pieniądze, ty robisz zakupy, opłacasz wszystko itede, a jeśli masz ochotę to sobie coś kup, nie będę ci wyliczał. Pamiętaj tylko, że musi starczyć do następnej wypłaty.
- Planujesz zarabiać grube tysiące, żeby utrzymać żonę, siebie i jeszcze dzieci?
- Planuję zrobić wszystko, żebyśmy żyli godnie i stać nas było na wakacje raz w roku.
- A nie lepiej by było, żeby były dwie takie wypłaty? I wakacje dwa razy w roku?
- Planujesz zarabiać tyle co ja? - Odciął się i mnie zagiął, bo dopiero się pokapowałam, że Michał planuje nam przyszłość. Zatkało mnie i nie wiedziałam przez chwilę, co powiedzieć.
- Ale się fajnie sprzeczacie - zaszczebiotała ciocia Michała. - Zupełnie jak ja z Waldkiem, ale nie o pieniądze.
- Odpowiedz - naciskał. Patrzył na mnie trochę z wyższością. Wkurzyłam się na maksa.
- Planuję się rozwijać, zarabiać własne pieniądze i nie mieć poczucia, że ktoś mnie utrzymuje.
- A może w ogóle nie chcesz małżeństwa? - Drążył dalej z triumfalnym uśmieszkiem. Doskonale wiedział, że chciałabym w przyszłości wyjść za mąż i nie uznaję życia „na kocią łapę”. Ale to były właśnie takie jego celowe zagrywki – sprowokować kogoś i pokazać, że jego zdanie jest najlepsze.
- Chcę. I nie chcę intercyzy, rozdzielności majątkowej czy coś takiego. Chcę po prostu nie być od kogoś zależna, rozumiesz, co do ciebie mówię? Nie jestem feministką, po prostu chcę dysponować pieniędzmi, które sama zarobiłam, sama wziąć za nie odpowiedzialność i być dumna, że mam co do garnka włożyć i sama na to zapracowałam. I chcę w każdej chwili móc odejść od faceta, który mnie nie szanuje i chce zamknąć w domu, żeby pokazać, że jest taki świetny, bo dużo zarabia.
- Z tym akcentem zakończymy tę dyskusję. Kto chce kawę? - Przerwała nam córka jubilatki i wstała z krzesła.
Michałowi zrzedła mina, a jego brat cioteczny, z którym się nie lubią, cicho zaczął bić mi brawa i puścił oczko. Nie czułam się bohaterką, nie chciałam Michałowi dogryźć, ale on nie rozumie, że ktoś może mieć inne zdanie. Jak się uprze to będzie drążył, aż ktoś odpuści. Już ja go tego oduczę!
Do końca imprezy się do mnie nie odzywał. O stosownej porze zapytałam „teścia” czy już mógłby mnie odwieźć na stację, bo za godzinę mam ostatni pociąg do Lublina. Michał wstał i zarządził, że to on mnie odwiezie. Jubilatka wyściskała mnie serdecznie, a ja przeprosiłam za tamtą scenę. Zapewniłam, że nie chodziło mi o jej życie tylko o moje osobiste podejście do sprawy.
- Przestań – machnęła ręką. – Było zabawnie. Ale nie dawaj mu się, bo wejdzie ci na głowę.
- Tak też zrobię. Dziękuję.
Przez pół drogi Michał milczał.
- Odezwiesz się do mnie? – Zapytałam w końcu.
- Ośmieszyłaś mnie, wiesz?
- Sam zacząłeś.
- Nie musiałaś być taka agresywna.
- Agresywna? To ty za wszelką cenę chciałeś pokazać, że jesteś nieomylny, a moje zdanie nie ma dla ciebie znaczenia.
- W tej kwestii się po prostu z tobą nie zgodzę i nie przyznam, że masz rację. Marzeniem każdej dziewczynki jest posiadanie bogatego męża.
- Małą dziewczynką nie jestem dawno! I powiedziałam już: nie chcę faceta, który będzie przedkładał kasę nade mnie. Nie myśl, że pieniądze dadzą ci wszystko.
Zamilkł. Odwróciłam się obrażona w drugą stronę i też się do końca drogi nie odzywałam. Podgłośniłam radio i patrzyłam przez szybę na mijające nas samochody, ludzi na przystanku i mijane budynki. Swoją drogą nadal uważam, że Warszawa jest dużo za duża i nadal nie chciałabym tu mieszkać.
Gdy byliśmy już na Centralnym bez słowa wyszłam z samochodu, trzasnęłam drzwiami i nie oglądając się, poszłam na stację. Dopiero na peronie zorientowałam się, że „obrażalski” przyszedł za mną, ale nadal nic nie mówił. Jak na złość pociąg się jeszcze spóźniał, co powiększało moją irytację. Gdy w końcu nadjechał, cmoknęłam Michała w policzek i poszłam do pociągu.
- Napisz, jak dojedziesz – zawołał za mną.
Odwróciłam się z nadzieją, że może mu minęło i chociaż się uśmiechnie. Tego potrzebowałam w tej chwili najbardziej. Ale nie - stał nadal z kamienną twarzą i skrzyżowanymi ramionami. Przytaknęłam tylko i weszłam do wagonu. W przedziale puściły mi nerwy i się popłakałam. Jednak im dłużej o tym myślałam, tym bardziej dochodziłam do wniosku, że w związkach nie zawsze jest kolorowo i powinnam być przygotowana na to, że będziemy się sprzeczać.
W pokoju opowiedziałam o wszystkim dziewczynom. Klaudia stwierdziła tylko, że chciałaby mieć takie problemy, bo jak na razie jej to nie grozi, a Monika skwitowała, żebym się nie przejmowała i jeszcze dzisiaj Michał mnie przeprosi. Ale przyznała mi rację co do pieniędzy. Sama jest niezależna i nie wyobraża sobie być czyjąś „utrzymanką”. Ruda natomiast powiedziała, że nie miałaby nic przeciwko bogaczowi. Monika przewróciła tylko oczami. „Ty zawsze masz odmienne zdanie” – skomentowała blondyna. Jak nie było Klaudii w pokoju obiecała, że pójdziemy w niedzielę na kawę i sobie porozmawiamy na spokojnie.
Niestety nie udało nam się iść, bo blondynę bardzo bolał brzuch i pół dnia zwijała się na łóżku. Wieczorem czuła się już całkiem dobrze i dopiero w poniedziałek rano była pełna sił. Wybrałyśmy się do Kap Kap Cafe przy Narutowicza. Mi się spodobało, Monika nie była przekonana. Mnie głównie urzekł nietypowy wystrój i to, że jest tam tak jasno i przez to wygląda bardzo przestronnie, choć sala nie jest za duża. Monika przyzwyczajona jest do klimatycznych kawiarni z niskimi krzesłami, delikatnym światłem i kelnerem w fartuchu. W Kap Kap Cafe natomiast jest dwóch bardzo miłych baristów w niezobowiązujących strojach, siedzi się na wysokich stołkach, a jedyną dekoracją stołu jest mała konewka z kwiatuszkami. Prosto, ładnie i ze smakiem.
Zamówiłyśmy sobie po latte i dostałyśmy przepyszną, jak się potem okazało, kawę z serduszkiem w piance na wierzchu. Na kawę akurat Monika nie narzekała. Z trzcinowym cukrem przypominała jej kawę pitą gdzieś w Kaliszu.
- Jak tam z Mikołajem? – Zapytałam niewinnie, mieszając kawę i nie patrząc na moją rozmówczynię.
- Majka… - pogroziła mi palcem.
- No co?
- Nie wymyślaj sobie czegoś. Tylko piszemy.
- Tylko pytam.
- Ostatnio przyznał mi się, że brakuje mu miłości. Że chciałby się zakochać.
- Może coś ci sugeruje?
- Nie wiem właśnie czy tym samym daje mi do zrozumienia, że chce się zakochać, ale nie we mnie, czy chce wiedzieć jak ja do tego podchodzę.
- Chciał zobaczyć twoją reakcję. Co mu odpisałaś?
- Że moim zdaniem jesień to idealna pora na zakochanie się. Ja tak uważam. Na wiosnę wszystko się budzi, bla bla bla, ale jesienią robi się coraz zimniej, nigdzie się nie wychodzi, siedzi się w pokoju i jest taki fajny nastój, bo tutaj ciemno, tu pod kocykiem, wiesz o co chodzi – puściła mi oczko.
- Myślałam, że jesteś bardziej powściągliwa w takich sprawach.
- I jestem twarda jak głaz?
- I nie ma w tobie krzty romantyzmu – zdobyłam się na szczerość.
- Jestem romantyczna. Może nie tak jak ty czy Klaudia, ale gdzieś tam w zakamarkach marzy mi się miłość do grobowej deski. Oczywiście w granicach rozsądku, bo najpierw muszę zostać jakąś panią prezes, a potem dopiero ślub, dzieci i te inne. Ale fajnie mieć przy sobie jakiegoś faceta, który by mnie wspierał.
- Może będzie nim Mikołaj – uśmiechnęłam się znacząco.
Monika trochę się zarumieniła i spuściła wzrok.
- Może. Tak w ogóle w tym tygodniu ma urodziny, robimy coś dla niego?
- Pewnie! Trzeba pogadać z chłopakami czy coś planują.
Dostałam akurat SMS-a od koleżanki z kierunku. Odpisałam jej i wróciłam do rozmowy.
- Michał się odezwał? – Zmieniła temat akurat na ten, na który najmniej chciałam rozmawiać.
- Nie. Ja też nie piszę.
- Mogę ci powiedzieć, jak to wygląda z mojej perspektywy?
- Jasne.
- Wy do siebie w ogóle nie pasujecie. Nie powinnam się w to wtrącać, bo go nie znam, ale z tego co mi mówisz i z tego, co widzę po tobie, on nie jest dla ciebie. Nie masz w nim żadnego oparcia, tylko cię dołuje i ciągle ma jakieś „ale”. On potrzebuje dziewczyny, która też będzie po nim cisnąć, a ty… sama wiesz… czasem się odezwiesz, czasem nie, bo jest ci przykro.
- Wiem, sama o tym myślałam.
- Zacznij mu się naprawdę odgryzać i traktować go podobnie, a może zrozumie, że nie tędy droga. Jestem dumna z waszej ostatniej kłótni, bo naprawdę dałaś mu popalić!
- Ale ja tak nie umiem. Mam teraz wyrzuty sumienia. Wolę już coś przemilczeć niż mu się narażać.
- Narażać? A kim on jest, żebyś się tym tak przejmowała? Daj spokój – machnęła ręką. – To tylko facet.
- Facet, którego kocham.
- Skoro tak… Chcę tylko dla ciebie dobrze.
- Wiem, dzięki.
Spuściła wzrok na szklankę i zamieszała w resztce kawy.
- Wracając do urodzin Mikołaja, może zrobimy dla niego po prostu imprezę niespodziankę? Szczerze mówiąc nie wiem, jaki prezent by chciał, to niech chociaż ma fajne wspomnienie.
- Masz rację. Umówimy się dzisiaj z chłopakami i po kryjomu coś ustalimy. Kiedy te jego urodziny?
- W czwartek.
- To dzisiaj się dogadamy.
Później temat zszedł na studia i naszych znajomych z uczelni. Nie zastanawiałam się nad sprawą z Michałem. Kochałam go, jaki był, taki był, mogłam na niego narzekać, ale nie mogłabym się z nim rozstać. Dlatego odsunęłam od siebie myśl, jakobyśmy do siebie nie pasowali.
Nie udało nam się porozmawiać z chłopakami, bo jak poszłyśmy do męskiego to był Mikołaj i siedzieliśmy w piątkę. Analizowałam trochę jego zachowanie wobec Moniki, ale nie zauważyłam czegoś szczególnego. Co prawda skupiał całą uwagę, gdy coś mówiła i patrzył jej w oczy, ale nie szukał kontaktu fizycznego z nią, nie siedział nawet koło niej. Pewnie dlatego, że ona jak tylko weszła, usiadła przy komputerze koło Olka, bo oglądał „Grę o tron”. Mimo wszystko trzymam za nich kciuki.
Dogadaliśmy się dopiero potem na Facebooku i ustaliliśmy, że w czwartek zrobimy mu imprezę-niespodziankę. Monia wyciągnie go na jakieś zakupy, a my w tym czasie wszystko przygotujemy w pokoju. Miałam nadzieję, że coś między nimi zaiskrzy dzięki temu.
Fot. Sandra Czarniecka
~ * ~
Tak jak obiecałam - prezentuję Wam nową część. :) Ponawiam swoją prośbę o dzielenie się miejscami wartymi zobaczenia w Lublinie. Kap Kap Cafe poleciła mi Ola i naprawdę warto tam zawitać! :)
W tym tygodniu wyczekujcie opisu urodzin Mikołaja. :)

2 komentarze: