Zastanawiałam
się ostatnio czy media społecznościowe ułatwiają kontakty z
innymi ludźmi, czy wręcz przeciwnie. Ułatwiają mi związek na
odległość z Michałem, to fakt. Pozwalają mi „być” z nim,
kiedy jesteśmy daleko od siebie. Dzięki temu mam stały kontakt z
rodzeństwem. Jednak z drugiej strony zabiera mi to kontakt
bezpośredni. Na przykład Sonia uważa, że dobrze wiemy co u nas i
nie musi do mnie przyjechać. Chłopaki z akademika, jak nie mają
czasu przyjść, napiszą na fejsie i mają z głowy. Ale przede
wszystkim wydaje mi się, że pisanie przez Facebooka niszczy związki
i to te, których jeszcze nawet nie ma.
Była
środa, półtora tygodnia po imprezie u Doriana. Po skończonych
zajęciach postanowiłam przejść się do Plazy, żeby poszukać
prezentu dla Michała na Mikołajki. Ustaliliśmy, że dam mu teraz
jakiś drobiazg, a dokupimy coś sobie na Gwiazdkę. W centrum
handlowym spotkałam Gosię – siostrę kumpla Doriana. Gosia ma
osiemnaście lat, piękne, czarne włosy i takie same oczy. Jest
drobniutka, chudziutka i bardzo sympatyczna. Zauważyłam
ją w sklepie odzieżowym, wybierała pomiędzy bordową a brązową
bluzką z długim rękawem.
-
Cześć, Gosia – przywitałam się, czym ją trochę
przestraszyłam. – Ups, przepraszam.
-
Hej, nic się nie stało.
-
Trudny wybór?
-
Tak – westchnęła. Nie wyglądała na zadowoloną.
-
Może obie są złe, jeśli nie umiesz wybrać?
-
Nie wiem już sama…
Spojrzałam
krytycznie na obie bluzki. Miały trzy guziki na dekolcie i pasek
koronki z tyłu, przy kołnierzu.
-
Randka? – Zapytałam.
-
Tak. Nie. Właściwie to nie wiem.
Oho,
grubsza sprawa.
-
Chcesz pogadać? Możemy pójść na kawę i powiesz co ci leży na
sercu. Ale nie bierz tych bluzek, jeśli się wahasz.
Uśmiechnęła
się do mnie, jakbym spadła jej z nieba. Natychmiast odłożyła
bluzki i wyszłyśmy ze sklepu, ku niezadowoleniu sprzedawczyni.
Usiadłyśmy w Costa Coffee
i zamówiłyśmy sobie po gorącej czekoladzie. Najpierw
opowiedziałam jej trochę o swoim kierunku, bo ją zainteresował.
Rozgadałam się, przez co Gosia siedziała cicho, ale tym samym
chyba się rozluźniła.
-
Przepraszam, rozgadałam się – przerwałam w końcu swój monolog.
– Opowiadaj, co u ciebie. Długo znasz Doriana?
-
Od dziecka. Mój brat chodził z nim do klasy od podstawówki. A ty?
-
Och, w zasadzie od paru tygodni. Poznaliśmy się w akademiku, bo
studiuje z moimi kumplami, a teraz chodzi z moją współlokatorką,
więc często się widzimy.
-
Aha.
-
No, to opowiadaj, co z tą twoją randką? – Chciałam ją jakoś
zachęcić do mówienia. Nie wydawała mi się nieśmiała, raczej
ciążyło jej coś na sercu i nie wiedziała, co z tym zrobić.
Bawiła
się serwetką, po czym powiedziała:
-
Nie wiem czy to randka.
-
Jak to?
Cicho
westchnęła. Spojrzała gdzieś w bok, a potem z powrotem na swoją
szklankę.
-
Poznałam Adriana kilka tygodni temu. Właściwie poznała nas moja
przyjaciółka, on kumpluje się z jej bratem. Jest dwa lata starszy,
bardzo go lubię i spodobał mi się, nie powiem, że nie – i w tym
momencie na jej twarzy pojawił się szeroki, rozmarzony uśmiech. -
Od tamtego czasu prawie codziennie piszemy i ostatnio napisałam mu,
że idę do kina z koleżanką, a on odpisał, że dawno nie był i
też by chętnie poszedł. No, to mu zaproponowałam, że możemy
iść, jak będzie miał chwilę, na co on, że pewnie, czemu nie. I
umówiliśmy się na tą sobotę.
-
Na co?
-
Na „Listy do M. 2”.
-
Wow, serio? Kto wybierał?
-
Pozwolił mi wybrać – uśmiechnęła się ponownie.
-
Jakie ty masz wątpliwości, że to nie randka, bo nie rozumiem?
-
Po prostu… No nie wiem, nikt nie powiedział tego wprost, że to
randka.
-
A to trzeba mówić wprost?
-
No ale… A co na przykład zrobić z biletami? On ma płacić czy
ja, bo go w pewnym sensie zaprosiłam? Czy każdy za swój?
-
Na pewno nie ty. Taki los mężczyzny. Weź w razie co kasę, żeby
głupio nie wyszło. Ja bym na twoim miejscu wyciągnęła portfel do
płacenia, a reszta zależy od niego. Albo da ci zapłacić za swój,
albo karze się uspokoić i on kupi bilety. Ja lubię być
przygotowana na każdą ewentualność. Nie wszystko od nas zależy,
ale pewnym gafom możemy zapobiec.
-
Masz rację…
-
Co jeszcze?
-
No, na przykład z tym ubiorem. Co mam założyć?
-
Coś, w czym będziesz się czuła swobodnie. Na pewno masz w swojej
szafie jakąś ładną, niezobowiązującą bluzkę, w której
świetnie i wyglądasz i się czujesz. Zgadza się?
Z
wahaniem, ale przyznała mi rację.
-
Więc dorzuć do tego ulubione jeansy, ładne buciki i voilà.
Masz
się przede wszystkim dobrze czuć.
-
Ok. A o czym z nim gadać?
-
Jak to: „o czym”?
-
No, bo wiesz, nie mieliśmy dużo okazji rozmawiać w cztery oczy,
właściwie zawsze ktoś z nami był…
Już
wiecie, o czym mówiłam? Dziewczyna pisze z chłopakiem, podoba jej
się, ale boi się, że nie będzie miała z nim o czym gadać na żywo. Ja z
Michałem miałam (i mam do tej pory) niewyczerpane tematy. Wiadomo,
że nie we wszystkim się zgadzamy, ale to jest normalne.
-
I teraz się obawiasz, że jak już będziecie sami to będzie
niezręcznie.
Pokiwała
smutno głową.
-
Gosia, na pewno będzie o czym gadać. O pogodzie, o uczelni…
-
…szkole. Nie zapominaj, że jestem w liceum.
-
Tak, przepraszam. O szkole, o filmie. Coś ci się przydarzy to mu
opowiedz. Zapytaj o coś, co jego dotyczy. Jest tyle tematów, które
można poruszyć!
-
Boję się, że z nerwów nic mi nie przyjdzie do głowy. Tak
właściwie to moja pierwsza randka w życiu…
Teraz
wszystko zrozumiałam.
-
Miałaś kiedyś chłopaka?
-
Tak na poważnie to nie. Jakieś tam przelotne związki w „gimbazie”,
wcześniej w podstawówce, ale to „dziecinada” była.
-
I nigdy z żadnym nie byłaś na randce?
-
Wiesz, że nie? Dzisiaj sobie o tym przypomniałam. Wszystko opierało
się na pisaniu ze sobą, potem spotkaliśmy się na spacerze, albo w
szkole, a najczęściej to drugie. Na przykład z moim ostatnim
chłopakiem, z którym byłam w pierwszej liceum, znaliśmy się od
dziecka. Mieszka w bloku mojej babci, a teraz jesteśmy razem w
klasie. Przyjaźniliśmy się i w końcu coś zaczęło iskrzyć, ale
żadne się nie chciało przyznać. Chociaż na samym początku ja
niczego nie chciałam i udawałam, że nie widzę tego, jak na mnie
patrzy i w ogóle. Potem zaczęłam się nad tym zastanawiać i
postanowiłam dać nam szansę. Tak naprawdę związek zaproponowałam
mu ja i to przez Facebooka. On się zgodził, oczywiście od razu
ustawiliśmy status i wielki szok w klasie, bo się nie spodziewali.
Przez kilka następnych dni w szkole było strasznie drętwo i
zachowywaliśmy się jak wcześniej. Odprowadzał mnie do domu, ale
nie szliśmy za rękę, całował mnie w policzek, co robił też
przed „związkiem”. Dopiero po jakimś tygodniu zaczęliśmy
spacerować za ręce, w szkole się przytulać i cmokać w usta. Nasz
związek nie przetrwał długo. Brakowało nam podstawowej rzeczy:
nie umieliśmy ze sobą rozmawiać na poważne tematy. Pierwsza
przeszkoda i wszystko runęło. Nie odzywaliśmy się kilka miesięcy
do siebie, a widzieliśmy przecież codziennie w szkole.
-
Widzę, że niewiele wyciągnęłaś z tej sytuacji. Wiesz, jak się
skończyło opieranie znajomości na fejsie, a nadal to robisz.
-
Nie miałam innej możliwości! On pracuje popołudniami, rano mam
lekcje, a w weekendy albo studiuje, albo też idzie do pracy. Liczę,
że gdy już będziemy razem, będziemy się częściej spotykać.
-
Naprawdę? A skąd wiesz, że będziecie?
Spuściła
wzrok.
-
Nie wiem.
-
Gosia, słońce, nie życzę wam źle! Trzymam za was kciuki i
wierzę, że to się uda, ale niczego nie można być pewnym.
-
Wiem! Nie zakładam, że na pewno będziemy razem! To tylko
przypuszczenie.
-
Czaję. Posłuchaj, przede wszystkim się nie denerwuj. Wiem, że to
nie takie proste, ale wyluzuj! Najgorsze, co ludzie robią na
pierwszej randce to to, że się spinają. Weź głęboki oddech,
pierś do przodu i jazda! W najgorszym wypadku coś nie wyjdzie, ale
kiedyś będziecie się z tego śmiać.
-
Masz rację. Dzięki wielkie!
-
Nie ma za co. Jakbyś chciała jeszcze kiedyś pogadać,
niekoniecznie o randkach, to wiesz, gdzie mnie znaleźć. A teraz
przepraszam, ale będę się zbierać, bo umówiłam się jeszcze z
Olkiem.
-
Ten blondyn?
-
Tak, był wtedy na imprezie.
-
Ładniutki. Gdyby nie Adrian, szarpałabym*.
-
Ma dziewczynę.
-
Kurczę. Spodziewałam się tego.
Wracając
do akademika, zastanawiałam się, jak moi znajomi połączyli się w
pary. Jak teraz zaczynają się związki i po jakim czasie znajomości
zaczyna się ze sobą chodzić. Przepytałam każdego, kto przyszedł
mi na myśl.
Historię
moją i Michała znacie. Poznaliśmy się przypadkiem w parku,
byliśmy parą po dwóch miesiącach. Niby zapytał mnie o chodzenie,
ale w pewnym sensie na nim to wymusiłam.
Monika
z Dorianem poznali się na imprezie, na następny dzień byli razem.
Nie było żadnych wielkich rozmów, pytań. Stało się to ot tak.
Olek
znał Natalię od podstawówki. Chodzili razem do klasy i zbliżyli
się do siebie w gimnazjum na zielonej szkole. On ją zapytał
wprost, czy chce z nim być.
Przemek
poznał Ankę na urodzinach jego kolegi. O chodzenie zapytał ją
przez sms-a po miesiącu pisania, ale są szczęśliwi i nie mają
teraz problemu z rozmową.
Wojtek
i Karolina pracowali razem i mieszkali w Szklarskiej Porębie w te
wakacje i dopiero pod koniec zostali parą. Karolina obiecała
opowiedzieć mi całą tą historię, bo bardzo mnie zaintrygowała.
Moja
koleżanka Ania i jej chłopak Damian znali się dwa lata z widzenia.
Poznali się u jej byłej przyjaciółki, spotykali, pisali, a parą
zostali po około trzech i pół miesiąca. On też ją po prostu
zapytał.
Współlokator
Mateusza, Karol, chodził ze swoją dziewczyną do szkoły. Najpierw
nie przepadali za sobą, potem się zaprzyjaźnili. Wszyscy byli
pewni, że ze sobą są, ale oni się długo wahali. W końcu on ją
zapytał, czy dali by sobie szansę. Są razem od trzech lat i bywają
między nimi różnice, ale z niejednej opresji wyszli obronną ręką.
Moja
koleżanka Olka znała się z Markiem też od dziecka, bo chodzili
razem do szkoły i mieszkali kilka domów od siebie. W gimnazjum
zaczęli dostrzegać w sobie kogoś, z kim mogli by się związać.
Byli razem na balu gimnazjalnym, ale dopiero po trzech miesiącach
zostali parą (oczywiście z inicjatywy Marka).
Drugą
Olkę zeswatała z Mateuszem przyjaciółka, gdy
byli jeszcze w liceum.
Najpierw sporo pisali, spotkali
się parę razy i po trochę ponad miesiącu postanowili ze sobą być.
Ewa
z Kamilem poznali się w pracy. Wzbraniali się przed czymś poważnym
ze względu na odległość, ale uczucie było
silniejsze. Po pół roku postanowili dać sobie szansę.
Monika
z Michałem poznali się na portalu randkowym. Spotkali po tygodniu,
po miesiącu zostali parą. Sytuacja trochę podobna do mojej, bo to
ona zasugerowała, że oficjalnie nadal jest wolna, a on zapytał o
chodzenie.
(W
tym wieku śmieszy mnie trochę ten zwrot „poprosić/zapytać o
chodzenie”. Za każdym razem jak go piszę, uśmiecham się do
siebie.)
Wciągnęłam
się w te historie innych. To tylko kilka zdań, ale ich historie są
naprawdę fantastyczne! Postanowiłam kilka z nich rozwinąć i
napisać w formie opowiadania. Oni będą mieli fajną pamiątkę, a
ja tematy do pisania. Zacznę od Karoliny, już umówiłyśmy się na
ten weekend.
*Aluzja
do powiedzenia „szarpałbym jak Reksio szynkę”.
~ * ~
Na weekend zostawiam Was z kolejną częścią :) Mam nadzieję, że się podoba!
Dziękuję moim znajomym za podzielenie się swoimi historiami! A może ktoś jeszcze chce mi opowiedzieć swoją? Zapraszam ;) W poniedziałek poznacie historię Karoliny i Wojtka (ta jest akurat wymyślona :)).
Miłego weekendu! :*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz