Kiedyś zastanawiałam się, co jest dla
mnie najważniejsze w życiu. Wychowałam się w dość konfliktowej rodzinie. Mój
tata stracił kontakt ze swoją mamą po komplikacjach ze spadkiem po moim
dziadku. Jego koncern miał być przepisany na tatę, a ostatecznie to babcia go
przejęła i sprzedała sporą część udziałów. Od tamtej pory się nie znają. Moja
mama wyjechała na studia, które potem musiała rzucić ze względu na ciążę. Jej
rodzice – ambicjonalne snoby – nie wybaczyli tego córce i się jej wyrzekli.
Moja siostra wyjechała zaraz po maturze, ja na studia i nasz brat też planował
studia w Lublinie.
Wracając do moich rozterek życiowych, w
liceum chciałam się dowiedzieć, czego bym naprawdę chciała, co jest dla mnie
ważne. Zrozumiałam to na imprezie u Doriana. Bawiłam się z najbliższymi obecnie
mi osobami i czułam do nich przywiązanie. I wtedy mnie olśniło. Zawsze chciałam
przynależeć do kogoś, być częścią jakiejś nierozerwalnej całości. W rodzinie
bywało różnie, a nie powinno tak być. Tak jak Sonia, nie czułam się w niej
dobrze. Byłam rodzinna, towarzyska i potrzebowałam dużo ludzi wokół siebie.
Odziedziczyłam to po dziadku, który uwielbiał wyprawiać przyjęcia i celebrować każde święto. Sonia, tak jak nasza babcia,
wolała raczej spędzać czas tylko z najbliższymi. Ceni spokój i ciszę. Mnie cisza na
dłuższą metę męczyła. Owszem, bardzo lubiłam czasem usiąść w samotności i pobyć
sama ze sobą, ale to nie było często.
Impreza u Doriana zaliczała się do
najlepszych w moim życiu. W końcu miałam Michała i moich przyjaciół w jednym
miejscu. Wszyscy bawili się wyśmienicie, obyło się bez żadnych katastrof i
dramatów. Michał przekonał się do mojego towarzystwa i też poczuł się częścią
grupy. Klaudia złamała swoje postanowienie i nachalnie zarywała do kolegi Doriana.
Monika spełniała się w roli gospodyni – krążyła między gośćmi, donosiła piwo,
przekąski, zagadywała każdego. Wręcz promieniała u boku swojego chłopaka. Olek,
Julek, Mikołaj i Mateusz kombinowali coś na kanapie w rogu pokoju i nagrywali
śmieszne filmiki.
Gdy Julek wziął swoją gitarę i zaczął
śpiewać, zrobił się niesamowity nastrój. Usiedliśmy wszyscy w jednym miejscu i
przysłuchiwaliśmy się jego grze i ciepłemu głosowi. Julek słuchał różnorakiej
muzyki, ale lubił grać klasyki. Pojedyncze głosy zaczęły się do niego dołączać.
Siedziałam na podłodze, a obok Michał, który mnie obejmował ramieniem.
Rozglądałam się po wszystkich. Było trochę znajomych Doriana ze szkoły, nie
wszystkich zdążyłam poznać, ale miny wszystkich wskazywały na to, że czuli się dobrze.
Oparłam się o mojego chłopaka i cicho nuciłam With Or Without You.
- Podkręcimy tempo – oświadczył Julek i
zaczął grać, a potem śpiewać It’s My Life.
- Czekaj! – Krzyknęłam i zerwałam się z
miejsca. – Nagram to!
Kilka jęków i protestów później Julek
zaczął grać na nowo, ludzie nieśmiało dołączali się do jego śpiewu, a ja
wszystko nagrywałam.
- Puść oryginał – podpowiedział Olek. –
Fajniej wyjdzie!
Nie trzeba było mi dwa razy powtarzać.
Poszłam do komputera i włączyłam jeden z najlepszych utworów Bon Jovi. Już przy
pierwszych dźwiękach większość ruszyła się z miejsc i dopiero zaczął się
prawdziwy pokaz! Wszyscy się wczuli w piosenkę, jakieś dziewczyny tańczyły na
kanapie, chłopaki udawali, że grają na gitarze. Było niesamowicie! Od tego się
zaczęło, że później do końca imprezy słuchaliśmy kawałków z lat
osiemdziesiątych, tańcząc przy tym i udając, że to my śpiewamy.
Impreza skończyła się po drugiej.
Zostaliśmy tylko ja, Michał, Monika i Dorian. Po wyjściu wszystkich wypiliśmy
jeszcze półsłodkie wino i posprzątaliśmy. Dokładnie rzecz biorąc ogarnęliśmy z
wierzchu, a resztę zostawiliśmy na rano. Ja miałam spać z Moniką w pokoju
gościnnym, a Michał na wygodnej kanapie w salonie.
Byłyśmy już w pokoju, przebierałyśmy się
w piżamy, kiedy Monika powiedziała:
- Widziałam, jak Olek na ciebie patrzył.
- Jak? – Udałam, że nie robi to na mnie
wrażenia.
- Jak na wystawę świąteczną, jak ja na
Wieżę Eiffla albo co najmniej jak na jakiś ósmy cud świata. Starał się omijać
cię wzrokiem, ale gdy przechodziłaś koło niego w tej swojej mini, o mało nie
zaczynał się ślinić.
Nie miałam na sobie mini. Czarna, prosta
spódniczka sięgała mi trochę nad kolana. Do tego założyłam białą, luźną
bokserkę wyszytą cekinami.
- Przesadzasz. Cały czas wygłupiał się z
chłopakami – położyłam się do łóżka.
- To nie znaczy, że nie taksował
wzrokiem Twoich nóg i tyłka – Monika do mnie dołączyła. Spałyśmy na jednym
łóżku.
- Nie mieszaj mi w głowie – burknęłam i
odwróciłam się w drugą stronę.
Naprawdę chciałam o tym nie myśleć, ale
pochlebiało mi, że Olek się za mną oglądał. O ile to, co mówiła Monika była
prawdą.
Rano obudziła mnie krzątanina Moniki.
Gdy otworzyłam oczy, zakładała bluzkę. Spojrzałam na ekran telefonu. Dziesiąta.
Podniosłam się do pozycji siedzącej i przywitałam się z blondynką.
- Chłopaki już wstali?
- Nie wiem, nie wychodziłam z pokoju.
Ubierz się to sprawdzimy.
Tak też zrobiłyśmy. Obudziłyśmy ich, ale
nie chcieli się nawet ruszyć z miejsca, więc dałyśmy im spokój. Poszłyśmy do
kuchni, zrobiłyśmy śniadanie i zaparzyłyśmy sobie kawę. Potem opowiadałyśmy
wrażenia z minionej nocy.
- Klaudia wróciła do starych nawyków –
zauważyłam i upiłam kawy. Dorian miał naprawdę dobre, drogie kawy. Dzień
wcześniej kazał nam się częstować czym chcemy.
- Nawet nie chce mi się jej czepiać. Niech
robi co chce.
- A nasza umowa?
- My jej dotrzymujemy i mamy czyste
sumienie. Co prawda wczoraj paliłam, ale dostałam od jakieś dziewczyny… Julki
bodajże… Więc to się nie liczy. Po tobie też trochę widać zmiany. Joga ci
służy.
- Nawet czuję się lepiej.
- Widzisz. A ona jak nie chce to nie
musi się zmieniać. Niech narzeka, że jej źle, a dalej robi to samo, ale niech
tylko coś przy mnie powie. Będzie taka awantura, że od razu radzę ci wyjść.
Zaśmiałam się. Monika na swój sposób
chciała dla niej dobrze, ale nie chciała jej na siłę uszczęśliwiać. To od nas
zależy nasze szczęście, nikt nas nie zmusi do zmian.
Zrobiłyśmy stertę tostów dla naszych
facetów i obudziłyśmy ich. Tym razem
męczyłyśmy ich, aż wstali. Zjedliśmy razem śniadanie i planowaliśmy spędzić resztę
dnia razem. Do obiadu oglądaliśmy telewizję, zajadając się resztkami z
wczorajszej imprezy.
- Co z obiadem? – Zapytała w którymś
momencie Monika. – Robimy coś czy zamawiamy?
- Ja to bym gdzieś poszedł – powiedział
Dorian. – Może na pizzę?
Spojrzeliśmy po sobie z Michałem.
- Ja nie mam nic przeciwko – rzekłam.
Drugi dzień z rzędu pizza na obiad, a co tam!
- Ja też nie – dodał Michał.
I w ten oto sposób ponownie jadłam obiad
w Fabryce Pizzy.
Po obiedzie poszliśmy (standardowo) na
stare miasto. Porobiliśmy sobie masę zdjęć i pojechaliśmy odwieźć Michała na
dworzec. Monika i Dorian pożegnali się z nim i zostawili nas samych.
- To był fantastyczny weekend –
powiedziałam i zarzuciłam mu ręce za szyję. – Dziękuję, że przyjechałeś.
- Przyznaję, było świetnie. Musimy to
powtórzyć.
- Koniecznie – przyznałam i pocałowałam
go na pożegnanie.
Właśnie przyjechał jego pociąg, więc
cmoknął mnie ostatni raz i wsiadł.
Wieczorem wspominałam miniony weekend i
usnęłam z uśmiechem na ustach. Mam swoje miejsce na ziemi, mam swoich ludzi.
Mam poczucie przynależności i kocham to uczucie.
~ * ~
Moi kochani! Bardzo przepraszam za tygodniowe spóźnienie. Miało być za dwa dni, wyszło jak wyszło... Przepraszam! Myślałam każdego dnia o wpisie, nie myślcie, że zapomniałam czy olałam. Po prostu znowu miałam ciut gorszy czas i nie wychodziło mi pisanie. Ta część nie jest zaskakująco długa, ale już nie chciałam jej bardziej odwlekać. Mam nadzieję wstawić jeszcze jeden post do końca tygodnia, siedzi mi w głowie jeden pomysł, więc spisać go to mały problem ;)
Kochani, dziękuję za wsparcie, za doping i wciąż rosnącą liczbę wyświetleń. Chyba już dziś stuknie 2 tysiące :D Jesteście cudowni! :*
Buziaki i do następnego! :*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz