piątek, 15 stycznia 2016

19. Postanowienia noworoczne



Wróciłam do akademika drugiego stycznia, z samego rana, nie chcąc nadużywać gościnności Gosi. Michał się do mnie nie odezwał, Monika mi powiedziała, że pojechał poprzedniego dnia. Z kolei ona przestała komentować już sytuację i dała mi spokój. Ale co innego miał w zamiarze Olek…
- Cześć, dziewczynki – wparował bez pukania do naszego pokoju.
Siedziałam na łóżku przed laptopem i przestraszyłam się, gdy nagle szarpnął drzwiami. Monika, siedząca przy swoim stoliku pod oknem, aż podskoczyła.
- Powaliło cię?! – Wrzasnęła.
- Przepraszam – zaśmiał się. – Co tam?
Spojrzałam na niego wściekła i zorientowałam się, że jest pijany.
- Czego chcesz? – Warknęłam.
- Porozmawiać.
- Nie mamy o czym.
- Jak to? Przecież rozstałaś się z Michałem, możemy już być razem!
- Nie, nie możemy – odpowiedziałam i wróciłam do przeglądania Facebooka.
- Nic z tego nie rozumiem.
- Czego nie rozumiesz? – Wtrąciła Monika. – Zachowałeś się jak skurwiel, więc masz tego konsekwencje.
Spojrzał na nią wrogo, ale nic nie powiedział.
- Porozmawiamy? – Zwrócił się do mnie.
- Jak wytrzeźwiejesz – odpowiedziałam krótko.
Stał jeszcze chwilę, wciąż na mnie patrząc. W końcu westchnął, rzucił ciche „cześć” i wyszedł. Do oczu napłynęły mi łzy.
- Zależało mi na nim… Naprawdę mi zależało… Ale spieprzył sprawę.
- Spierdolił, nie oszczędzajmy w słowach.
- Miałaś mniej przeklinać.
- Wiele rzeczy miałam zrobić – wzruszyła ramionami. – Idziemy zapalić?
- Miałaś nie… Nieważne. Idziemy.
Papierosy wcale nie pomagają na skołatane nerwy, nie próbujcie tego. Dymek, dwa, papieros za papierosem, ale nerwy zostają. Już lepiej się przebiec po schodach. Ale w takich momentach nie mam na nic innego ochoty, tylko puścić dymka.
- Zamawiamy dzisiaj pizzę? – Zapytała blondynka przy drugim z rzędu papierosie.
- Chętnie. Nie chce mi się gotować.
- Nie chcesz już z nim być? – Zmieniła nagle temat.
- Nie.
- Ale nie, bo nie, czy NIE.
- A jaka różnica?
Zastanowiła się chwilę.
- Żadna. Po prostu czekam na uzasadnienie.
- Nie, bo mnie zawiódł. Chciałam zerwać z Michałem w cywilizowany sposób, a nie, żeby się jeszcze dowiedział, że go zdradziłam.
- A może właśnie o to chodzi. Że się dowiedział, a nie, że się rozstaliście tak w ogóle.
- Olek nie musiał tego robić w ten sposób.
- Oczywiście, że nie i u mnie jest już skreślony. A u ciebie?
Zamilkłam. Czy nadal mi zależało na nim? Tak. Nie da się ot tak, pstryknąć palcami i zapomnieć o uczuciu. Ale zawiódł mnie i przez niego wszyscy się dowiedzieli, nie tylko Michał.
- Nie potrafił uszanować mojej prośby.
- Może nie chciał już dłużej czekać.
- To ma problem! – Powiedziałam ciut za głośno. – Posłuchaj: tak, zależy mi na nim jak cholera i nadal mam poczucie, że byłby dla mnie lepszym chłopakiem, niż Michał. Ale postąpił jak egoista, a co najgorsze – nie widzi w sobie winy. Wparował tu podchmielony, zadowolony, jakbyśmy wczoraj byli na dobrej imprezie i dzisiaj możemy się pośmiać. Powinien mnie chociaż przeprosić. Nie chcę już z nim być, chociaż wiem, że będę to przeżywać dobrych kilka dni. Ale nie obchodzi mnie to.
- To właśnie chciałam usłyszeć – powiedziała, zgasiła papierosa i wróciła do pokoju.
Potem zamówiłyśmy pizzę i obejrzałyśmy „Najdłuższą podróż”. Długo namawiałam Monikę na ten film, bo ona „dla zasady” nie ogląda amerykańskich filmów. Uważa, że Amerykanie nie idą na jakość, tylko na ilość. Dla nich film to produkt i najważniejsze jest to, żeby się sprzedał. No, i po drodze może dostać jakieś nagrody. Tymczasem kino europejskie to prawdziwa sztuka. Nie chciałam z nią dyskutować, bo większość moich ulubionych filmów jest amerykańska. Ale mniejsza o to. Po seansie Monika położyła się spać, a ja długo nie mogłam zasnąć. W którymś momencie przyszedł mi do głowy pomysł.
Zrobię sobie listę postanowień noworocznych.
Pomysł najgłupszy ze wszystkich, na jakie ostatnio wpadłam, ale wkręciłam się. Postanowiłam nawet wykorzystać nowy zeszyt, tak jak robiła to moja siostra. Nie widziałam dla siebie przyszłości z pamiętnikiem, ale taki notatnik, w którym mogłabym zapisywać swoje luźne myśli… Czemu nie? Monika w swoim kalendarzu zapisuje wszystko, co uważa za godne zapisania.
Inspiracji szukałam w Internecie, ale nie znalazłam nic sensownego. Nie chcę schudnąć, nie zapiszę się na siłownię (wiem, że pisałam o tym na początku roku akademickiego, ale cóż – nie jestem na to gotowa) i nie rzucę palenia, bo nie palę tak często. Co mi więc zostało? Czego bym tak naprawdę chciała?
Chcę być szczęśliwa.
Tak po prostu. Chcę z uśmiechem na ustach zasypiać, cieszyć się z byle czego. I nie chcę już swojego szczęścia uzależniać od innych. Ale w necie rzuciło się w oczy, że cel trzeba dokładnie sprecyzować, żeby dokładnie wiedzieć, czego się chce i łatwiej było to osiągnąć. Więc jak mam osiągnąć to szczęście?
Szybko mnie zmęczyło to zastanawianie się. Za bardzo to sobie skomplikowałam (zresztą jak wszystko w moim życiu ostatnimi czasy…). Ale i tak nie chciało mi się spać, a lepszego zajęcia nie mogłam znaleźć.
Dobra, myśl Majka…
1.    Nie zaprzyjaźnię się z żadnym chłopakiem. Tym bardziej, gdy będę w związku. Przyjaźń damsko-męska nie istnieje, nie oszukujmy się! Same problemy z tego są, a przecież chcę być szczęśliwa! Dlatego mogę mieć kumpli, ale z żadnym nie będę tak blisko jak byłam z Olkiem…
2.      Będę się na bieżąco przygotowywać na zajęcia. W tym semestrze mamy mnóstwo czytania, a ja do tej pory nie przeczytałam prawie nic. Koniec z tym! Przecież lubię edytorstwo, co prawda nie naukowe, ale bez historii literatury czy poetyki nie zaliczę roku. Dlatego twardo będę czytać zadane teksty!
3.    Zacznę dokładnie czytać o zasadach pisowni itp. Chcę być korektorem, a bez znajomości języka się nie obędzie.
4.     Zwiedzę Lublin. Odwiedzę wszystkie miejsca warte zobaczenia, może i zagłębię się w historię…? Przypał nie wiedzieć za wiele o swoim ulubionym mieście.
5.    Znajdę sobie zainteresowanie, w którym będę ekspertem. To nie musi być coś wybitnie ambitnego, ale nawet muzyka czy film wymaga wniknięcia w temat.

Było mi mało… Czegoś jakby brakowało… Ale nie wiedziałam czego…
Nagle naszła mnie ochota na kakao. Była pierwsza w nocy, a ja poszłam do kuchni, żeby ugotować mleko. Tam zastałam dziewczynę, siedzącą na parapecie z kubkiem i ciastkami. Drgnęła, gdy weszłam.
- Przepraszam – uśmiechnęłam się.
- Zamyśliłam się trochę – spojrzała na mój garnuszek. – Widzę, że nie tylko ja miałam ochotę na gorące mleko.
- Właściwie to gotuję je do kakao.
Uśmiechnęła się tylko i odwróciła się do okna.
- Uwielbiam Lublin nocą z tej perspektywy. Po co mi Nowy Jork, jak tutaj jest tak pięknie?
- Nie porównuj Nowego Jorku do tego! Ale też uwielbiam te widoki. Szczególnie latem o wschodzie.
- Ja mam pokój na zachód.
- Też masz fajnie. Zachody są piękne.
- Szczególnie nad Tesco – zaśmiałyśmy się. – Tak w ogóle jestem Marta.
- Majka, miło mi – podałyśmy sobie ręce.
- Mi też. Chcesz ciastko? – Podsunęła mi opakowanie z ciasteczkami w czekoladowej polewie i sama nadgryzła jednego. – Wiem, że o tej porze to grzech, ale są takie wspaniałe z mlekiem – zamoczyła ciastko w mleku i zamknęła oczy z rozkoszy.
- Chętnie, dzięki.
- Co studiujesz?
- Edytorstwo. Proces wydawania książek – powiedziałam, zanim zadała standardowe pytanie.
- Musi być ciekawe.
- Momentami zastanawiam się, co robię na tych studiach, ale za chwilę przypominam sobie, że to najlepsze co mogłam wybrać. A ty co studiujesz?
- Dziennikarstwo.
- Super! Też kiedyś chciałam studiować dziennikarstwo, ale mi się odwidziało.
- I dobrze ci się zrobiło.
- Nie lubisz swoich studiów?
- Czy ja wiem… Spodziewałam się czegoś innego… Ale jak już zaczęłam to muszę skończyć – wzruszyła jednym ramieniem.
- Mogę posiedzieć z tobą?
- Pewnie! Ile można siedzieć samemu?
- To pójdę tylko po kakao.
Wyłączyłam gaz i poszłam do pokoju. Wzięłam też ciastka, które miałam schowane na „czarną godzinę” i karton mleka, bo czułam, że dłużej posiedzę w kuchni.
- Co robiłaś zanim tu przyszłaś? – Zapytała Marta, gdy już zrobiłam sobie kakao i usiadłam naprzeciwko niej.
- Pisałam postanowienia noworoczne.
- Ooo, fajnie. Ja nigdy nie robiłam takiej listy.
- Ja też nie, ale wpadłam nagle na taki pomysł i jakoś poszło… Ale w pewnym momencie się zacięłam i dlatego nabrałam ochoty na kakao.
- Czaję. Uwzględniłaś w niej „spełnić swoje marzenie”?
- Nie…
- Już masz pomysł. Poza tym „celebrować każdą chwilę” i „cieszyć się z małych rzeczy”. To trzy najważniejsze rzeczy, którymi się kieruję. Może i tobie się spodoba.
- Podoba mi się. Szczególnie z tym marzeniem.
- No, widzisz.
Potem rozmawiałyśmy trochę o studiach, trochę o sobie. Marta mieszkała w tym samym skrzydle co ja już drugi rok i ani razu jej nie spotkałam. Powiedziała, że widocznie tak musiało być, że spotkałyśmy się akurat dzisiaj. Faktycznie. Akurat wtedy, gdy potrzebowałam inspiracji. Zmieszałam się, gdy zapytała, czy mam chłopaka. W pierwszym momencie chciałam powiedzieć, że tak, ale przypomniało mi się, że przecież już nie…
- To skomplikowane?
- Nie, to bardzo proste. Zdradziłam go i dowiedział się o tym. Końcówki się domyślasz…
- Też miałam chłopaka… Jeszcze w listopadzie. Ale nagle, któregoś dnia stwierdził, że się odkochał. Tak po prostu. I odszedł.
- Nadal cię to boli?
- Nie, raczej nie… Na początku bolało, ale z czasem zaczęłam się zastanawiać, czy faktycznie go kochałam… I wtedy uznałam, że to było raczej zauroczenie, a nie prawdziwe uczucie. Od tamtej pory nikogo nie szukam. Miłość sama przyjdzie.
- Powiedz to mojej współlokatorce. Usilnie szuka chłopaka, przez co nierzadko wpędza się w kłopoty, ale nie poddaje się.
- To niedobrze… Życie jej przemija i tylko traci czas.
- Mówiłam jej, ale nie słucha.

Rozmawiałyśmy do trzeciej, aż zrobiłyśmy się naprawdę śpiące. Marta zaproponowała poranną kawę, jak już „zwleczemy się z łóżka” i może wspólne śniadanie. Chętnie się zgodziłam i pożegnałyśmy się pod jej pokojem uściskiem. Po powrocie do pokoju dopisałam trzy punkty.
6.      Spełnić jedno marzenie. Jedno jest priorytetem. Mogę więcej, ale nie muszę.
7.      Korzystać z każdego dnia i tego, co mi los podsuwa. Nie marnować czasu na coś, czego nie lubię (chyba, że to mój obowiązek, np. na studiach).
8.    Założyć „Słoik szczęścia” i codziennie wrzucać do niego po jednej karteczce z rzeczą, która mnie uszczęśliwiła. Na koniec roku otworzyć słoik i wspomnieć te rzeczy.
Fot. Sandra Czarniecka
~ * ~
Z Nowym Rokiem nasza Majka postanowiła coś ze sobą zrobić :P Robicie postanowienia noworoczne? Ja osobiście uważam, że to bez sensu, bo jeśli coś się chce zmienić w swoim życiu to JUŻ, a nie "od północy", "od jutro", a tak właściwie to nigdy...Z racji tego, że zbliża się sesja będę pewnie rzadziej pisać... Wiem, że i tak ostatnio nie wykazywałam się punktualnością, ale teraz mam nawał roboty, sami rozumiecie... Ale postaram się na początku przyszłego tygodnia wstawić coś krótkiego :) W końcu Monika skończyła 20 lat! Musicie wiedzieć, jak spędziła ten dzień ;)
Życzę Wam fajnego weekendu pełnego śniegu! :D Bo u mnie za oknem biało <3 Buziaki :* :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz