czwartek, 24 marca 2016

30. Pasja

Obecnie w prawie każdym magazynie i na każdym blogu tematem numer jeden jest „zmień swoje życie na wiosnę”. Zacznij biegać, odśwież szafę, wyremontuj mieszkanie, jednym słowem – najlepiej zmień wszystko! Po części to rozumiem. Ja sama budzę się na wiosnę do życia i mam większą motywację do czegokolwiek. Z drugiej strony to jest jak z postanowieniami noworocznymi – jeżeli nie możesz się zebrać ot tak, to nigdy tego nie zrobisz.
Nadal poszukiwałam swojej pasji. Przeglądałam różne strony w Internecie i gazety w poszukiwaniu inspiracji.
- Ty robisz to za bardzo na siłę – skomentowała Monika. – Daj sobie czas, zajmij się czymś innym, bo już obsesji dostajesz.
Miała rację, dobrze to wiedziałam. Ale nie dawało mi to spokoju i dalej robiłam swoje.
W końcu wpadłam na pomysł, żeby spisać sobie listę pytań, które zadałabym komuś, gdybym chciała mu pomóc w tej kwestii. Taka osobista terapia: postawić się na czyimś miejscu i zastanowić jako osoba trzecia. A nuż, widelec się uda!

1. Co lubisz robić najbardziej?
2. Co Cię uspokaja?
3. Co robisz, gdy jesteś zła/przygnębiona?

1. Pisać, słuchać muzyki, jeździć na rolkach, spacerować, odkrywać nowe miejsca, gotować, czytać książki i blogi.
2. Spacer! Zmywanie naczyń, gotowanie.
3. Idę na spacer.


Wnioski? Powinnam się zająć zawodowym chodzeniem na spacery. Więcej pytań nie mogłam wymyślić… Miałam jakąś blokadę… Chyba faktycznie dostawałam obsesji!
A tak całkiem poważnie…
Monika zerknęła na moją listę.
- Czemu nie zajmiesz się gotowaniem? Skoro cię to uspokaja… Czytaj, oglądaj kulinarne programy, eksperymentuj!
Nadal nie byłam przekonana…
Ach, kobiety!

Z moim gotowaniem było tak, że zaczęłam w wakacje przed liceum. Tata kazał mi i Soni na zmianę gotować obiady. Nie mogłyśmy wyjść z domu dopóki obiad nie był zrobiony. Sonia oczywiście jawnie się buntowała i potrawy nie zawsze jej wychodziły. Najczęściej (zupełnie nieświadomie) albo coś przesoliła, albo o czymś zapomniała i tego nie dodała. W końcu tata się wkurzył i nie chciał już jeść jej „dzieł”. Uznał, że robi to specjalnie i nie potrzebuje jej łaski. Ze mną było trochę inaczej. Nie buntowałam się, posłusznie gotowałam i prawie zawsze mi wychodziło. Jeśli coś było nie tak, tata mówił mi to na osobności. Jak Sonia się o tym dowiedziała, była bardzo zawiedziona, bo jej błędy były wytykane przy wszystkich w domu.
Odkąd moja siostra mieszka sama, kombinuje z jedzeniem, próbuje nowe przepisy i stała się świetną kucharką. Myślę, że zawsze nią była, tylko buntownicza natura brała górę nad umiejętnościami. Ja odkąd jestem na studiach, też gotuję więcej i różnorodniej. Czasami mi się nie chcę i zrobię zwykłe kawałki piersi kurczaka w przyprawach, do tego makaron, jakieś warzywko i mam obiad. W domu nigdy bym czegoś takiego nie podała! Ale Olek uwielbia wszystko, co robię. Często się zastanawiam, czy nie chce mi powiedzieć prawdy, czy naprawdę mu wszystko smakuje. Dlatego powiedziałam, żeby mówił, gdy coś jest nie tak, bo to dla mnie nauka. Na razie nie zgłaszał obiekcji.
Dlatego właśnie nigdy nie myślałam o gotowaniu jak o swojej pasji. Robiłam to dla ludzi, których kocham, zawsze wkładałam w to serduszko i dawałam radę.
Gdy przyjechałam do domu na Wielkanoc i zrobiłam któregoś dnia zupę ogórkową, tata powiedział mi po cichu, że to najlepsza ogórkowa, jaką kiedykolwiek jadł. Urosłam w jego (i swoich też) oczach! Właśnie wtedy uzmysłowiłam sobie, że to gotowanie może być moją pasją.
Swoimi myślami podzieliłam się z Moniką i z Olkiem.
Nareszcie! Myślałam, że nigdy nie zmądrzejesz! – Napisała moja przyjaciółka. – Wiem, że martwiłaś się, że nie umiesz takich wyszukanych rzeczy i w ogóle, ale stopniowo się nauczysz. Oglądaj dużo programów kulinarnych, rób notatki, interesuj się! Ja też Ci służę radą, jak będziesz potrzebowała! :*
Z kolei Olek napisał, że cieszy się, że będzie jadł coraz lepiej. Chociaż i tak dla mnie jesteś najlepszą kucharką – dodał.
Zwykłe rzeczy możemy robić tak niezwykle, że staniemy się mistrzami w prostym fachu. Po co szukać wyszukanych pasji? Nie każdy jest stworzony do rysowania piaskiem, jeżdżenia na jednokołowym rowerze, czy szydełkowania. Trzeba wziąć pod uwagę swoje możliwości. Ja nie jestem cierpliwym człowiekiem, dlatego te rzeczy, które wymagają poświęcenia zbyt wiele czasu, nie są dla mnie - powiedzmy to sobie szczerze.

Możliwości w kuchni są nieograniczone! Zależnie od chęci, nastroju, możliwości, mogę robić proste, ale i skomplikowane rzeczy. Jak zaczęłam się nad tym głębiej zastanawiać – gotowanie naprawdę uwielbiam i chcę się temu bardziej poświęcić.
źródło: We ❤ it

~ * ~
Doszłam do wniosku, że odkąd dziewczyny sprawdzały mi teksty, rozleniwiłam się i sama dokładnie ich nie czytałam. Przed świętami nie zawracam głowy moim korektorkom, stąd czytałam ten rozdział kilka razy i na nowo odkryłam, jaką sprawia mi to frajdę! Przy okazji dziękuję mojemu bratu, który też poświęcił mi swój czas i pomógł w sprawdzaniu.
Niewiarygodne, ale to już trzydziesty rozdział! Minęło 173 dni od pierwszego posta, a bloga wyświetliliście już ponad 4,5 tysiąca razy! Dziękuję Wam! :* Jesteście najlepszą motywacją!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz