poniedziałek, 21 marca 2016

29. Wiosna !.

Jest sześć rzeczy, które uwielbiam najbardziej na świecie.
1. Jak Olek całuje mnie po szyi.
2. Próbowanie nowych gatunków herbat.
3. Jak budzi mnie poranne słońce.
4. Zapach kokosa.
5. Jeżdżenie na rolkach.
6. Nadchodząca wiosna.

Kiedyś moją ulubioną porą roku było tylko lato. Nadal je kocham, ale wiosna ma w sobie coś magicznego. Po zimnych i ponurych porankach zaczynają się piękne wschody słońca, dzień robi się coraz dłuższy i człowiekowi aż chce się żyć! Uwielbiam obserwować rosnące pąki na drzewach czy pierwsze krokusy. Nie mogę się nasłuchać śpiewu ptaków, który od razu mnie rozczula. Idealny poranek? Wschód słońca na balkonie, zielona herbata, krzesło i kocyk oraz świergot skowronka. Na balkon jeszcze za wcześnie, ale przy otwartym oknie, przy śniadaniu, gdy słyszę ten śpiew, nie potrzeba mi nic więcej. W ostatnią sobotę zrobiłyśmy sobie z Moniką „śniadanie mistrzów”. Kupiłam świeże bułki, wędlinę i warzywa, a ona zrobiła pastę z ciecierzycy z koperkiem (mistrzostwo!). Nie ma nic lepszego niż celebrowanie pięknego poranka z najlepszą przyjaciółką. Stworzyłyśmy nawet naszą playlistę „muzyki śniadaniowej” i co tydzień będziemy tak spędzać soboty do południa.
Jestem wielką romantyczką. Zachwycam się naturą i uśmiecham sama do siebie, gdy widzę na gałązkach puszczające listki. Wiosną nawet muzyki w słuchawkach nie bardzo chce mi się słuchać, bo wolę wsłuchać się w otoczenie, w śmiech dzieci, które wychodzą w końcu z domów i biegają po placu zabaw.
Chciałabym zostać fotografem. Marzyłyśmy o tym od dziecka z Sonią. Ale różnimy się z siostrą tym, że ona nie wstydzi się po prostu stanąć i zrobić zdjęcia jak jej się coś podoba. Ja potrzebuję kogoś obok, żeby nie czuć się głupio. Dlatego nie będzie ze mnie fotografa, nie oszukujmy się. Moja siostra natomiast planuje kupić lustrzankę i to praktycznie na dniach. Pozbierała się wraz z pierwszymi cieplejszymi dniami i postanowiła zrobić coś ze swoim życiem. A zmiany chce zacząć od kupienia aparatu, przyjechania do mnie i założenia bloga. Tłumaczyła, że czyta ich tak dużo, a czegoś jej jeszcze w sieci brakuje. I tak ma mnóstwo czasu, wiele pomysłów i smykałkę do pisania, więc czemu nie. Ja na swoim blogu nadal umieszczam raz na jakiś czas pojedyncze opowiadanie, ale nie wróżę długiej przyszłości tej stronie. To chyba nie jest dla mnie.
Ale właśnie, co jest właściwie dla mnie? Chyba co roku na wiosnę próbuję coś zmienić w swoim życiu. Mam wtedy zapał i ochotę. Oczywiście do czasu. Pierwszy zryw jest fajny, ale potem pojawia się uczucie rutyny i „cały misterny plan w…” wiadomo. Sonia jest lepsza w te klocki. Łatwiej jej przychodzą zmiany i dłużej się utrzymuje przy nich, jeśli nie wprowadzi ich całkowicie w życie.
- Zaczęłabym biegać – palnęła któregoś wieczoru Monika. Przeglądała właśnie jakiegoś bloga o bieganiu i zachciało jej się kolorowego stroju i modnych butów.
- Po co? Masz świetną figurę – skomentowała Klaudia.
- Dla rozrywki. Dla pasji. Nie wiem, po prostu, bo chcę.
- Nie można mieć wszystkiego…
- Ty tak twierdzisz – odgryzła się. – Ja mam wszystko, czego chcę.
To prawda. Ale Monika różni się tym od innych ludzi, że wyznacza sobie tylko realne cele i ciężko na nie pracuje. Nie poddaje się. I nie zaczyna, jeśli z góry widzi, że to nie ma szans na sukces, bo nie sprzyjają jej czynniki zupełnie od niej niezależne.
- Dobrze ci – jęknęła Ruda.
- Gdybyś tylko chciała, też byś miała wszystko. Ale lepiej założyć z góry, że ci się nie powiedzie albo poddać się przy pierwszej lepszej okazji.
Miała całkowitą rację. Niby to wiedziałam, ale nadal nie miałam motywacji do czegokolwiek. Może po prostu nie znalazłam jeszcze takiej prawdziwej pasji, która by mi się nie znudziła i chciałabym ją rozwijać. Podzieliłam się tymi myślami z Moniką. Powiedziała, żebym nie była dla siebie taka surowa i wciąż szukała. Nie każdy odkrywa w sobie pasję w wieku dziesięciu, piętnastu a nawet dwudziestu lat. Ważne jest, żeby szukać, próbować, doświadczać, mylić się i odkrywać na nowo.
- To nie miłość, żeby na nią czekać – podsumowała.
Wróciłam do mojego notesu z zapisem postanowień noworocznych. Minęły już ponad trzy miesiące nowego roku, a jedyne co mi się udało to to, że nie zaprzyjaźniłam się z żadnym chłopakiem i w miarę czytam na bieżąco rzeczy potrzebne na zajęcia. Ostatnio mieliśmy kolokwium z nowel pozytywistycznych i prawie wszystkie przeczytałam. Prawie, bo zaczęłam chyba trzy czy cztery dni przed kolokwium, a dwie były dosyć długie. No, i ciągle się rozpraszałam. Książek o pisowni polskiej nie ruszyłam, na zwiedzanie Lublina było jeszcze za wcześnie, bo było zimno. Marzenia nie spełniłam, bo nawet nie jestem w stanie go sprecyzować, a zainteresowania, w którym stałabym się ekspertem nie mam. Ale na swoją obronę mam to, że realizuję postanowienie o korzystaniu z każdego dnia. Co wieczór się modlę i szczerze dziękuję za każdy dzień, za osoby, które mam i za moje życie. Nie jest idealne, nikogo takie nie jest, ale moje jest na tyle wspaniałe, że potrafię się nim szczerze cieszyć.
Nadal szukam. Szukam pasji, szukam zajęcia, zainteresowania. Nasze życie to nieustanne poszukiwanie. Szczęścia, miłości, przyjaciół, czy właśnie pasji. Los i tak mnie hojnie obdarował, bo studiuję to, co chciałam i nie zniechęca mnie to (jak Martę), mam świetnego chłopaka (a Klaudia nadal nie bardzo wie na czym stoją z Kamilem), przyjaciół i w miarę normalne kontakty z rodzicami. „W miarę”, bo mogłoby być lepiej, ale lepiej takie niż żadne, jak w przypadku mojej siostry.

Być może tej wiosny będzie inaczej i jak coś sobie postanowię to tego dotrzymam…
fot. Sandra Czarniecka
~ * ~
Nareszcie wiosna! Moje odczucia są identyczne jak Majki: uwielbiam wiosnę i cieszy mnie każdy jej zwiastun. Nie mam takich egzystencjalnych problemów, bo moją pasją jest pisanie i temu się poświęcam. :) Ale Majka też niedługo zrozumie, co jest dla niej ważne. ;) Może dzięki mi i Wam uda się odnaleźć pasję? Następny rozdział będzie właśnie temu poświęcony.
Dobrego tygodnia! :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz