Jest sześć rzeczy, które uwielbiam
najbardziej na świecie.
1. Jak Olek całuje mnie po szyi.
2. Próbowanie nowych gatunków herbat.
3. Jak budzi mnie poranne słońce.
4. Zapach kokosa.
5. Jeżdżenie na rolkach.
6. Nadchodząca wiosna.
Kiedyś moją ulubioną porą roku było
tylko lato. Nadal je kocham, ale wiosna ma w sobie coś magicznego. Po zimnych i
ponurych porankach zaczynają się piękne wschody słońca, dzień robi się coraz
dłuższy i człowiekowi aż chce się żyć! Uwielbiam obserwować rosnące pąki na
drzewach czy pierwsze krokusy. Nie mogę się nasłuchać śpiewu ptaków, który od
razu mnie rozczula. Idealny poranek? Wschód słońca na balkonie, zielona
herbata, krzesło i kocyk oraz świergot skowronka. Na balkon jeszcze za
wcześnie, ale przy otwartym oknie, przy śniadaniu, gdy słyszę ten śpiew, nie
potrzeba mi nic więcej. W ostatnią sobotę zrobiłyśmy sobie z Moniką „śniadanie
mistrzów”. Kupiłam świeże bułki, wędlinę i warzywa, a ona zrobiła pastę z
ciecierzycy z koperkiem (mistrzostwo!). Nie ma nic lepszego niż celebrowanie pięknego
poranka z najlepszą przyjaciółką. Stworzyłyśmy nawet naszą playlistę „muzyki
śniadaniowej” i co tydzień będziemy tak spędzać soboty do południa.
Jestem wielką romantyczką. Zachwycam się
naturą i uśmiecham sama do siebie, gdy widzę na gałązkach puszczające listki.
Wiosną nawet muzyki w słuchawkach nie bardzo chce mi się słuchać, bo wolę
wsłuchać się w otoczenie, w śmiech dzieci, które wychodzą w końcu z domów i
biegają po placu zabaw.
Chciałabym zostać fotografem. Marzyłyśmy
o tym od dziecka z Sonią. Ale różnimy się z siostrą tym, że ona nie wstydzi się
po prostu stanąć i zrobić zdjęcia jak jej się coś podoba. Ja potrzebuję kogoś
obok, żeby nie czuć się głupio. Dlatego nie będzie ze mnie fotografa, nie
oszukujmy się. Moja siostra natomiast planuje kupić lustrzankę i to praktycznie
na dniach. Pozbierała się wraz z pierwszymi cieplejszymi dniami i postanowiła
zrobić coś ze swoim życiem. A zmiany chce zacząć od kupienia aparatu,
przyjechania do mnie i założenia bloga. Tłumaczyła, że czyta ich tak dużo, a
czegoś jej jeszcze w sieci brakuje. I tak ma mnóstwo czasu, wiele pomysłów i
smykałkę do pisania, więc czemu nie. Ja na swoim blogu nadal umieszczam raz na
jakiś czas pojedyncze opowiadanie, ale nie wróżę długiej przyszłości tej
stronie. To chyba nie jest dla mnie.
Ale właśnie, co jest właściwie dla mnie?
Chyba co roku na wiosnę próbuję coś zmienić w swoim życiu. Mam wtedy zapał i
ochotę. Oczywiście do czasu. Pierwszy zryw jest fajny, ale potem pojawia się
uczucie rutyny i „cały misterny plan w…” wiadomo. Sonia jest lepsza w te
klocki. Łatwiej jej przychodzą zmiany i dłużej się utrzymuje przy nich, jeśli
nie wprowadzi ich całkowicie w życie.
- Zaczęłabym biegać – palnęła któregoś
wieczoru Monika. Przeglądała właśnie jakiegoś bloga o bieganiu i zachciało jej
się kolorowego stroju i modnych butów.
- Po co? Masz świetną figurę –
skomentowała Klaudia.
- Dla rozrywki. Dla pasji. Nie wiem, po
prostu, bo chcę.
- Nie można mieć wszystkiego…
- Ty tak twierdzisz – odgryzła się. – Ja
mam wszystko, czego chcę.
To prawda. Ale Monika różni się tym od
innych ludzi, że wyznacza sobie tylko realne cele i ciężko na nie pracuje. Nie
poddaje się. I nie zaczyna, jeśli z góry widzi, że to nie ma szans na sukces,
bo nie sprzyjają jej czynniki zupełnie od niej niezależne.
- Dobrze ci – jęknęła Ruda.
- Gdybyś tylko chciała, też byś miała
wszystko. Ale lepiej założyć z góry, że ci się nie powiedzie albo poddać się
przy pierwszej lepszej okazji.
Miała całkowitą rację. Niby to
wiedziałam, ale nadal nie miałam motywacji do czegokolwiek. Może po prostu nie
znalazłam jeszcze takiej prawdziwej pasji, która by mi się nie znudziła i
chciałabym ją rozwijać. Podzieliłam się tymi myślami z Moniką. Powiedziała,
żebym nie była dla siebie taka surowa i wciąż szukała. Nie każdy odkrywa w sobie
pasję w wieku dziesięciu, piętnastu a nawet dwudziestu lat. Ważne jest, żeby
szukać, próbować, doświadczać, mylić się i odkrywać na nowo.
- To nie miłość, żeby na nią czekać –
podsumowała.
Wróciłam do mojego notesu z zapisem
postanowień noworocznych. Minęły już ponad trzy miesiące nowego roku, a jedyne
co mi się udało to to, że nie zaprzyjaźniłam się z żadnym chłopakiem i w miarę
czytam na bieżąco rzeczy potrzebne na zajęcia. Ostatnio mieliśmy kolokwium z
nowel pozytywistycznych i prawie wszystkie przeczytałam. Prawie, bo zaczęłam
chyba trzy czy cztery dni przed kolokwium, a dwie były dosyć długie. No, i
ciągle się rozpraszałam. Książek o pisowni polskiej nie ruszyłam, na zwiedzanie
Lublina było jeszcze za wcześnie, bo było zimno. Marzenia nie spełniłam, bo
nawet nie jestem w stanie go sprecyzować, a zainteresowania, w którym stałabym
się ekspertem nie mam. Ale na swoją obronę mam to, że realizuję postanowienie o
korzystaniu z każdego dnia. Co wieczór się modlę i szczerze dziękuję za każdy
dzień, za osoby, które mam i za moje życie. Nie jest idealne, nikogo takie nie
jest, ale moje jest na tyle wspaniałe, że potrafię się nim szczerze cieszyć.
Nadal szukam. Szukam pasji, szukam
zajęcia, zainteresowania. Nasze życie to nieustanne poszukiwanie. Szczęścia,
miłości, przyjaciół, czy właśnie pasji. Los i tak mnie hojnie obdarował, bo
studiuję to, co chciałam i nie zniechęca mnie to (jak Martę), mam świetnego
chłopaka (a Klaudia nadal nie bardzo wie na czym stoją z Kamilem), przyjaciół i
w miarę normalne kontakty z rodzicami. „W miarę”, bo mogłoby być lepiej, ale
lepiej takie niż żadne, jak w przypadku mojej siostry.
Być może tej wiosny będzie inaczej i jak
coś sobie postanowię to tego dotrzymam…
![]() |
| fot. Sandra Czarniecka |
~ * ~
Nareszcie wiosna! Moje odczucia są identyczne jak Majki: uwielbiam wiosnę i cieszy mnie każdy jej zwiastun. Nie mam takich egzystencjalnych problemów, bo moją pasją jest pisanie i temu się poświęcam. :) Ale Majka też niedługo zrozumie, co jest dla niej ważne. ;) Może dzięki mi i Wam uda się odnaleźć pasję? Następny rozdział będzie właśnie temu poświęcony.
Dobrego tygodnia! :*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz