W
drugi weekend października pojechałam do domu. Za radą Moniki twardo sobie postanowiłam,
że zapytam Michała jak to z nami jest. W głowie miałam wiele kombinacji tego
pytania, a i tak na pewno wyjdzie to spontanicznie. Michaś czekał na mnie już
na dworcu. Przywitał mnie soczystym buziakiem i czerwoną różą. Czy miałam
jakiekolwiek wątpliwości? Owszem, bo nic nie zostało powiedziane wprost, a ja
lubię konkretne sytuacje.
Najpierw
pojechaliśmy do niego, bo przygotował dla mnie drugie śniadanie. Potem usiedliśmy przy kawie i kazał mi
opowiadać o Lublinie.
-
Od czego zacząć?
-
Jak twoje współlokatorki?
-
W porządku. Z Moniką może nie jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, bo trochę
się różnimy charakterami, ale dogadujemy się.
-
Jak to: różnicie się charakterami?
-
Ona jest taka… trochę powściągliwa. Bardzo prostolinijna i dosadna. Wali prosto
z mostu, czasem nie patrząc czy jest to na miejscu. Jest bardzo szczera i to w
niej lubię najbardziej, bo zawsze mi obiektywnie powie jak jest i nie czai się.
Ja często boję się powiedzieć komuś innemu prawdę, obawiam się jak zostanę odebrana
i takie tam. Ona nie ma czegoś takiego. Czasem mi to przeszkadza, ale jak się
nad tym zastanowić to ogromne zalety. Poza tym utrzymuje porządek, jest bardzo
elegancka. Ma tak niewiele ubrań w porównaniu do mnie, a zawsze wygląda
odpowiednio do okazji i emanuje kobiecością.
-
Ty też emanujesz – wtrącił z uśmiechem.
-
Wiesz, ale ja lubię się ubrać w dresy, czasem mam nieumyte włosy albo związane
byle jak, a ona nie. Zawsze wygląda dobrze, nawet w piżamie.
-
To musi być spora presja. Nie uważasz, że to trochę męczące?
-
Sęk w tym, że ona nie musi się bardzo starać. Myślę, że od małego była tak
wychowywana i teraz ma to tak opanowane, że nawet nie zwraca na to uwagi.
-
A wiesz o niej coś więcej? O rodzinie itp.?
-
I właśnie to jest według mnie jej wada: niewiele mówi o sobie. Wiesz, dla mnie
to normalka, że jak już kogoś poznaję bliżej to mówię więcej, nawet o prostych
rzeczach, a ona wręcz przeciwnie. Wiem tylko, że nie ma rodzeństwa, jest z
Kielc i mieszka tam z mamą i jej facetem. Na fejsie też nie ma wiele informacji.
Wszędzie tylko strony o Paryżu, wrzuca jakieś piosenki i dużo zdjęć przyrody.
Żebyś widział, jaką miała radochę jak zżółkły liście!
-
Jest nieufna, to nie wada.
-
Przecież może mi zaufać! Z resztą powiedzenie kilku słów o ludziach z liceum nie
wymaga wielkiego zaufania.
-
A pomyślałaś o tym, że może nie chce do tego wracać? Może celowo poszła na
studia gdzie indziej, żeby zostawić za sobą przeszłość.
Och,
jak ja nie cierpię jak ktoś mnie gasi! A Michał robił to często. Z drugiej
strony… może faktycznie ma rację? Niektórzy potrzebują więcej czasu, żeby
zaufać komuś obcemu.
-
A ta druga? – Zmienił temat zanim mu odpowiedziałam.
-
Klaudia z kolei to istny szatan. Wszędzie jej pełno i nierzadko nieźle się
gryzą z Moniką. Ma bajzel na łóżku, ciągle o czymś zapomina i za dużo gada. Ale
jest sympatyczna i bardzo chętna do pomocy. Może o czymś nie mieć pojęcia, ale
nie zaprzestanie, dopóki nie doprowadzi sprawy do końca.
-
Co studiuje?
-
Stosunki międzynarodowe na drugim roku.
-
Aha. Mów dalej.
-
I jest nieprawdopodobnym lepem na chłopaków! Mówię ci, gdzie tylko się pojawi,
cała uwaga skupiona jest na niej! Jak dla mnie czasem za bardzo przesadza z
flirtami i w ogóle. Nie ma faceta, ale ma straszne parcie na to. Podrywa
chłopaka jednego za drugim. Ciągle nam opowiada jak to zagadała chłopaka w
autobusie, uśmiechnęła się do przystojniaka na uczelni albo pisała z
nowo poznanym kolegą. Tylko wiesz co, nie ma w tym co robi niczego żenującego.
Po prostu jest otwarta i obrała sobie taki priorytet.
Wtedy
zadzwonił do mnie telefon.
-
To mama – oznajmiłam Michałowi i odebrałam. – Cześć, mamuś!
-
Cześć, Majeczko. Już w domku?
-
Nie, jestem u Michała.
-
Aha – po głosie usłyszałam, że się uśmiecha. – Kiedy go w końcu poznamy?
Spojrzałam
na niego. Słyszał na pewno to pytanie, bo siedzieliśmy blisko siebie, a moja
mama głośno rozmawia przez telefon. Zerknął na mnie i się uśmiechnął. „Jutro” –
szepnął.
-
Michał mówi, że jutro.
-
Trzymam za słowo. Kończę o piętnastej, jakby co to obiad jest w lodówce.
-
A co będzie?
-
Jak myślisz?
-
Biały barszcz?
-
Oczywiście.
Biały
barszcz to moja ulubiona zupa, a moja mama ma taki fantastyczny przepis, że
człowiek się rozpływa! Zawsze jak wracałam do domu gotowała mi biały barszcz.
-
To super!
-
Może Michał też ma ochotę?
-
Pewnie ma, ale się do tego nie przyzna – zaśmiałam się i unikałam jego wzroku.
-
Niech przyjdzie w końcu!
-
Przyjdzie, przyjdzie. Kończę, mamuś.
-
Ok. To do zobaczenia.
-
Pa!
-
Naprawdę mam przyjść? – Zapytał, gdy się rozłączyłam.
-
Czemu nie?
-
Nie wiem. Chcesz mnie przedstawić swoim rodzicom?
-
Tak?
Uśmiechnął
się szeroko.
-
Tak oficjalnie?
Odwróciłam
wzrok i sięgnęłam po kubek z kawą.
-
Chyba tak.
-
W porządku.
To
był ten moment. Teraz, albo nigdy!
-
Michał, jako kogo mam cię przedstawić?
-
Jak to?
Jaki
on niedomyślny!
-
Kolegę, przyjaciela, chłopaka czy kogo? – Nadal unikałam jego wzroku. Chyba nie
zapytałabym, patrząc na niego.
-
A jako kogo chciałabyś mnie przedstawić?
Westchnęłam.
-
Spójrz na mnie – złapał mnie pod brodę i odwrócił głowę tak, żebym na niego spojrzała.
– To jak?
-
Michał, ja nie wiem, jak to z nami jest. Mówię dziewczynom o tobie, ale nie
wiem jak cię tytułować – „mój chłopak Michał” czy „mój kumpel Michał”.
-
Całowałabyś się z kumplem? Albo przytulała?
-
Nic nie zostało powiedziane wprost.
Ciągle
spuszczałam wzrok. Czułam się zażenowana tą rozmową, ale to było nieuniknione.
Po tym będzie już tylko lepiej. Miałam taką nadzieję.
-
Chcesz, żebym poprosił cię o chodzenie?
-
Byłoby łatwiej.
Zaśmiał
się cicho. Ujął moje dłonie i czekał, aż spojrzę mu w oczy.
-
Chcesz ze mną chodzić? – Uśmiechnął się tak słodko. Jak taki mały chłopczyk.
Roześmiałam się.
-
Dawno nie słyszałam tego pytania.
-
Obiecuję cię nosić na rękach, kupować prezenty na rocznice, wstawiać z tobą
zdjęcia na fejsa i czasem do ciebie przyjeżdżać. I nie będę flirtował z
koleżankami z roku!
Ogarniacie
absurd tej sytuacji? Mamy po dwadzieścia lat, a on mnie pyta o chodzenie jak w
gimnazjum. Ale dosadniej nie można, to lubię!
-
Spokojnie, nie musisz mi niczego obiecywać. Wystarczy, żebyś mnie kochał –
palnęłam zanim się zastanowiłam. Tylko to powiedziałam i przeraziłam się.
-
Już cię kocham – powiedział, patrząc na mnie czule. – Tyle mogę ci dać.
-
Wystarczy w zupełności – szepnęłam i pocałowałam go.
-
Nie odpowiedziałaś mi na pytanie, a tak bardzo chciałaś je usłyszeć – przerwał
z udawanym oburzeniem.
-
Tak, chcę z tobą chodzić.
- Jupi! – Wrzasnął i wybuchliśmy śmiechem. – A
teraz mnie pocałuj.
Tak też zrobiłam.
Trochę
nam się zeszło, zanim się od siebie odkleiliśmy. Pozostaliśmy w objęciu i
Michał poprosił, żebym opowiadała dalej kogo poznałam.
-
Przemka dziewczyna żyje w swoim świecie i nie zakumplowałyśmy się. To znaczy
nic do siebie nie mamy, ale spotykamy się ani nic. Widzimy się jak wpadniemy na
siebie w męskim akademiku. Dziewczyna Wojtka z kolei jest przemiła! Ma taki
ciepły uśmiech i z miejsca się ją uwielbia! Bardzo do siebie pasują, chociaż
ona jest bardzo wygadana, a on wręcz przeciwnie. Ale Karolina nadrabia za ich
oboje. Kto tam jeszcze…? – Zastanowiłam się. – Ach, zapomniałabym o
najważniejszych! Będąc u chłopaków poznałam Olka i Julka z pierwszego roku
informatyki i Mateusza z psychologii. Też są tacy pozytywni i tyle z nimi
śmiechu, że nie raz nie wyrabiam! I tak poza tym to poznałam jeszcze jakiś
chłopaków i dziewczyny na imprezach w męskim, ale nawet imion nie pamiętam, bo
tam się przewijają jedni za drugimi.
-
Za dużo ludzi czy alkoholu?
-
Ludzi! Nie piję dużo.
-
Ja myślę. A na uczelni w porządku?
-
Tak. Wykładowcy jak na razie wydają się mili i czuję, że będzie w porządku.
-
To dobrze. A tak poza tym to są u was w akademiku jakieś pokoje dla gości? Bo
podejrzewam, że u ciebie nie mógłbym spać.
-
Nie, co ty! Portier by chyba osobiście się pofatygował na dziesiąte piętro,
żeby cię wywalić. Są jakieś pokoje gościnne, ale one są owiane legendą
normalnie i każdy ma własne teorie jak to z nimi jest. Ale zapytam, jeśli
chcesz.
-
Zapytaj. Może kiedyś do ciebie wpadnę.
-
Nie „może” tylko „na pewno”!
Następnego
dnia przedstawiłam Michała rodzicom, a wieczorem (jak to się śmialiśmy) zalegalizowaliśmy
nasz związek na Facebooku. Monika napisała do mnie sms-a, że posłuchałam jej
rady i bardzo się cieszy, że pomogło. Odpisałam, że częściej się muszę jej
radzić, na co ona odpowiedziała, że zawsze służy pomocą. Może i nie opowiada o
sobie, ale wiem, że mogę na nią liczyć. Tak samo jak na mojego CHŁOPAKA. Życie
naprawdę zaczęło mi się układać.
![]() | |
| Fot. Olga Miziuk Na zdjęciu: Ola i Marek |
~ * ~
Hej! Hej! Hej! :) W "Zainspirowanych" trochę zaległości, ale w tym tygodniu wszystko wyrównam :) Jutro powinna pojawić się kolejna część :) Jak Wam się podoba do tej pory? Proszę, napiszcie mi, co myślicie, bo nie wiem jak mi idzie tak naprawdę. Liczę na Waszą opinię :*
Chcę jeszcze podziękować Oli i Markowi za udostępnienie swoich zdjęć i pomoc w zrealizowaniu moich wizji :D :* Jesteście kochani :*

Nie ma za co, cała przyjemność po naszej stronie! ;* A opowiadanie? No cóż. :) Mi się podoba! Napisane przystępnym, lekkim językiem. Dla każdego. :) + jestem ciekawa co dalej!
OdpowiedzUsuńJa też jestem ciekawa :D Dziękuję Ci :*
UsuńCzekam na ciąg dalszy :)
OdpowiedzUsuńDzisiaj albo jutro powinno być :) :*
UsuńSuper!
OdpowiedzUsuńDziękuję! :)
Usuń