niedziela, 10 stycznia 2016

18. Prawda zawsze wyjdzie na jaw


Słyszałam gdzieś, że z wiekiem magia świąt przestaje działać. Im jesteśmy starsi, tym mniej czekamy na gwiazdkę, a później to wszystko tak szybko mija… Zdania w tej sprawie są podzielone.
Jak byłam mała, czekałam cały rok na święta. Jedne się skończyły, a ja już planowałam następne. Wymyślałyśmy z Sonią prezenty, które chcemy dostać, jak byłyśmy trochę starsze planowałyśmy, co my kupimy innym. Wigilię spędzaliśmy albo w domu i przyjeżdżali do nas dziadkowie, albo my jechaliśmy do nich. Pierwszy dzień świąt spędzaliśmy w tym samym gronie, a w drugi jechaliśmy do siostry naszej babci.
Pomijając to, że „w tamtych czasach” padał śnieg nawet na święta, to Boże Narodzenie samo w sobie miało jakąś szczególną moc. Pamiętam, że rodzice zawsze godzili się z dziadkami jak były jakieś konflikty między nimi, żeby w zgodzie usiąść przy stole. Ja z rodzeństwem też nigdy nie sprzeczałam się w święta. Taka tradycja po prostu. Ponad to nie jedliśmy mięsa w Wigilię. Nawet wtedy, gdy Kościół zniósł post, my zachowaliśmy zasadę. Na stole wigilijnym zawsze było dwanaście potraw i każdy musiał spróbować chociaż trochę każdego dania. Nigdy nie zapomnę, jak Sonia grzebała w karpiu, bo go nie cierpiała. Nie wspomnę, że panicznie boi się ryb i trzymała się z dala od łazienki, gdy karp pływał w wannie. Pamiętam, że kiedyś poszła do sąsiadki się załatwić, taka była przerażona. Inne ryby lubiła jeść, ale karp jej wyjątkowo nie smakował, co było częstą przyczyną zgrzytów przy stole. Tata patrzył na nią krzywo i komentował, a babcia go pytała, czy co roku musi się jej o to czepiać. Biedna Sonia, nie raz jadła karpia ze łzami w oczach. Ale tradycja musiała być zachowana.
Obecnie całe święta spędzamy w domu, w czwórkę. Odkąd tata pokłócił się z rodzicami nie jeździliśmy już nawet do cioci. A od dwóch lat nie ma z nami nawet Soni i święta nie są dla mnie już takie wesołe. Co prawda powoli się przyzwyczajam. Najgorsze były pierwsze święta bez niej. Zawsze dzieliłyśmy się obowiązkami w domu, a Paweł tylko sprzątał swój pokój i przeszkadzał nam, ciągle nas rozśmieszając. My sprzątałyśmy swój pokój i pomagałyśmy mamie w kuchni. Sonia kroiła warzywa na sałatkę, ja cebulę do śledzi. Ona lepiła pierogi, ja uszka. Mama gotowała barszcz, bigos, piekła mięso. Słuchałyśmy przy tym w kółko składanki ze świątecznymi piosenkami, którą wiele lat temu nagrał  dla nas tata. Naszą ulubioną jest Do they know it’s Christmas? Band Aid. Ta piosenka najbardziej mi się kojarzy ze świętami, bo była pierwsza na płycie. Lubię ją nawet bardziej niż Last Christmas.
Po wyjeździe Soni wszystko spadło na mnie. Chociaż Paweł też okazał się pomocny i nauczył się robić sałatkę warzywną, to już nie było to samo. W pierwsze święta po jej wyjeździe, przygotowując stół, nakryłam dla sześciu osób, jak to było w zwyczaju. Dla naszej piątki i „zbłąkanego wędrowca”. Zrobiłam to celowo, nie chciałam, żeby ktokolwiek zapomniał o mojej siostrze (a odnosiłam wrażenie, że tak właśnie jest). Jak tata to zobaczył, bez słowa zabrał szóste nakrycie i odniósł do kuchni. Chciałam postawić je z powrotem, ale mama mnie powstrzymała.
- Proszę cię, nie dyskutuj. Nie chcę kłótni w Wigilię – powiedziała błagalnie.
Odechciało mi się tych świąt. Starałam się nie okazywać złości, ale cały czas to we mnie siedziało. Tata już dawno odszedł od tradycji godzenia się na święta. I w tym roku się to nie zmieniło.

Na ferie świąteczne pojechałam z Olkiem, w poniedziałek. Zmienili trasę mojego pociągu i dojeżdżałam bezpośrednio do Żyrardowa, a i Olek miał prosto do Skierniewic. Nie, nie wyjaśniło się nic między nami. On nie naciskał, nie pytał, a ja nie poruszałam tematu. Sprawa tym bardziej się skomplikowała, gdy dowiedziałam się, że Dorian zaprosił już Michała na Sylwestra. Olek też miał być. Coś czuję, że hucznie wejdę w Nowy Rok, nie ma co…
W drodze Olek opowiedział mi o swoich świętach. Nie miał problemu z małą liczbą ludzi przy stole, bo miał dużą rodzinę. Jego rodzice rozwiedli się kiedy miał trzy lata, a jego starsze siostry osiem. Nie pamiętał pierwszych świąt bez taty, ale dziewczyny opowiadały, że mama całe święta chodziła i płakała po kątach. Na następne święta przyprowadziła nowego narzeczonego, a na jeszcze kolejnych była już Asia – ich młodsza siostra. Odkąd pamięta Wigilię spędzają w domu, w pierwszy dzień świąt jest uroczyste śniadanie, przyjeżdża mama i brat jego ojczyma, a po południu jadą z Gabrysią i Hanią do taty. Tam też spędzają drugi dzień świąt. Olek nie pamięta czasów, kiedy było inaczej, więc to dla niego normalka. Jego starsze siostry, przez mgłę, ale pamiętają i tęsknią za Wigilią z tatą. Teraz Gabrysia ma swoją rodzinę i na święta przyjedzie z mężem i roczną Julką, a Hania z narzeczonym.
- Czujesz w ogóle tą „magię świąt”? – Zapytałam go. – Ma to dla ciebie jakiś sens?
- Wiesz co, wydaje mi się, że przez komerchę wszyscy tracą to, co w świętach najważniejsze. Najważniejsze jest teraz, żeby stół się uginał od jedzenia, prezentów było jak najwięcej i jak najdroższych, a do tego wszyscy byli wystrojeni i nie zapomnieli zapisać się na siłownię po świętach. Dla mnie najważniejsze jest, że spotkam się z rodziną, spędzimy razem trochę czasu, bo nieczęsto mamy taką okazję. Na prezentach mi nie zależy, bo mam wszystko, czego potrzebuję, a jeśli nie, to sam mogę sobie kupić. I guzik mnie interesuje czy przytyję po świętach, bo po to są, żeby się najeść – roześmiał się. – Ludzie za bardzo się spinają przed świętami i potem mają ich dosyć. Ale sami do tego doprowadzają.
- Niestety… Dla mnie święta bez Soni już nigdy nie będą takie same… Tym bardziej, że w tym roku zobaczę się z nią po świętach.
- Przyjeżdża?
- Nie, jedziemy do niej z Pawłem i Damianem.
- Na Sylwestra będziecie z Michałem u Doriana?
- Tak.
Olek pokiwał tylko głową i odwrócił się do okna. Nie siedzieliśmy sami w przedziale, więc nie chciałam poruszać drażliwego tematu. Bardzo długo się nie odzywał, dopiero gdy mu zaproponowałam kanapkę, zaczęliśmy rozmawiać o jedzeniu i nie wróciliśmy do tematu.

Święta minęły nam szybko i obyło się bez żadnych scysji. Dostałam kilka książek i biżuterię. Drugi dzień świąt spędziłam u Michała. Czułam się wobec niego okropnie i kilka razy już miałam mu powiedzieć, że jestem idiotką, zdradziłam go i zrozumiem, jeśli nie będzie chciał mnie znać. Ale stchórzyłam. Czułam, że to się prędzej czy później wyda, ale wolałam, żeby później.

Do Sonii pojechaliśmy w sobotę. Nie mogliśmy się do niej dodzwonić od poprzedniego dnia i na własną rękę musieliśmy dotrzeć do niej do domu. Dzwoniliśmy do drzwi kilka dobrych minut, nie odbierała telefonu, a słyszeliśmy dzwonek. Zaczęłam się poważnie martwić, waliłam w drzwi w panice, a Paweł zadzwonił do Mikołaja. Nie było go w domu. W końcu jednak Sonia nam otworzyła.
- Co wy tu robicie? – Zapytała na wpół przytomna.
Była potargana, miała podpuchnięte oczy i nieobecny wzrok.
- Jak to co? – Minęłam ją i weszłam do mieszkania, a za mną nasz brat, który pospiesznie zamknął drzwi. – Dzwonimy do ciebie od wczoraj, co się z tobą dzieje?! – Zawołałam wściekła
Wtedy dostrzegłam łzy w jej oczach.
- Co się stało? – Powtórzyłam pytanie, tym razem łagodniej.
Nie była w stanie wydusić słowa, zaczęła głośno szlochać, rozpłakała się i rzuciła mi się w ramiona. Przytuliłam ją mocno i spojrzałam zdziwiona na Pawła. Ten tylko wzruszył ramionami, zdjął kurtkę i buty i poszedł do kuchni zrobić herbatę.
- Słońce, co się stało? Coś z Mikołajem?
Zawyła. Aż zanosiła się od płaczu.
- Zrobił ci coś?
- To… ja – wykrztusiła.
- Co „ty”?
- To… moja… wina!
Nic z tego nie rozumiałam. Przytulałam ją i czekałam, aż uspokoi się na tyle, żeby móc coś wykrztusić. W końcu zrobiło mi się gorąco, więc wyswobodziłam się z jej ramion, odprowadziłam ją na kanapę i rozebrałam się. Paweł przyniósł jej jakieś zioła i podał bez słowa. Sonia podziękowała cicho i upiła łyk. Usiadłam koło niej i złapałam za rękę. Przez płacz postarzała się o jakieś dziesięć lat.
- Powiesz nam co się stało? – Zapytałam, gdy jej płacz trochę ustał.
- W Wigilię i pierwszy dzień świąt byliśmy u rodziców Mikołaja. Wróciliśmy w piątek wieczorem i na schodach czekał na mnie Były. Chciał porozmawiać. Wpuściłam go i przeprosił mnie za to co zrobił. Był taki skruszony… Ja siedziałam na kanapie, on klęczał przede mną i wręcz błagał o przebaczenie. Naprawdę nie chciałam… - pokręciła głową i znowu się rozpłakała. – Naprawdę…
- Ale czego nie chciałaś? Zrobiłaś mu coś?
Wzięła głęboki oddech i opowiadała dalej.
- Złapał mnie za ręce i przyrzekał, że nigdy mnie nie zostawi, że może wziąć ze mną ślub, choćby zaraz. Powiedziałam, że mu nie wierzę, że odmieni mu się po miesiącu, a on zapewniał, że nie, że udowodni mi, tylko żebym dała mu szansę. Wtedy złapał moją twarz w dłonie, popatrzył w oczy i wyznał, że mnie kocha nad życie i żebym mu uwierzyła. Nawet nie wiem kiedy zaczął mnie całować. Nie umiałam się bronić – podkuliła nogi i schowała głowę między kolana. – Domyślacie się, co było dalej.
- Nie bardzo – powiedział nasz brat.
- Przespałaś się z nim? – Zgadłam od razu.
Nie odchylając głowy przytaknęła. Pawłowi opadły ręce, a ja westchnęłam cicho.
- Nie wierzę – powiedział Paweł. – Jak mogłaś być taka głupia?! Źle ci było z tym Mikołajem?! – Nie oszczędzał jej wcale.
- Co było dalej? – Zignorowałam go.
- Po seksie zaczęliśmy wspominać nasze wspólne chwile i czułam się cudownie. Ale rano dorwały mnie takie wyrzuty sumienia, że chciałam się zapaść pod ziemię. Wtedy przyszedł Sąsiad. Otworzyłam mu drzwi i zapytał, czemu nie przyszłam wczoraj, a ja w panice powiedziałam, że źle się czułam i nie chciałam, żeby patrzył na mnie w tym stanie. Chciałam go wygonić, więc powiedziałam, że się ogarnę i zaraz do niego przyjdę, ale Były wyszedł z sypialni. W samych bokserkach! I zawołał: „kochanie, co zjesz na śniadanie?”. Sąsiad spojrzał na mnie zdezorientowany, ja spuściłam wzrok i ten w mig pojął co jest grane. Żebyś widziała wtedy jego oczy. W ciągu sekundy pojawiło się w nich tyle bólu… Pokiwał głową, jakby nie wierzył, że to możliwe i bez słowa odszedł. Nawet nie poszłam za nim, nie zawołałam go. Patrzyłam jak wbiega do mieszkania i z hukiem zamyka drzwi. Wtedy dopiero dotarło do mnie co zrobiłam. Były objął mnie i pocałował w szyję, ale wyrwałam się i kazałam się wynosić. Popatrzył na mnie zdezorientowany, więc powtórzyłam i zamknęłam się w łazience. Mikołaj dobijał się chwilę, ale w końcu przestał. Ubrał się i tylko słyszałam jak trzaska drzwiami. Od tamtej pory żaden z nich się nie odezwał. U Sąsiada nie byłam, bo jest mi tak głupio, że najchętniej strzeliłabym sobie kulkę w łeb! – Walnęła pięścią w poduszkę.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Z jednej strony było mi jej żal, ale z drugiej byłam na nią wściekła. Spotkało ją takie szczęście, miała wspaniałego faceta, który by jej gwiazdkę z nieba dał, a ona zaprzepaściła to dla kolesia, który w każdej chwili mógł bez słowa wyjaśnień ją rzucić. Tak jak to zrobił kiedyś.
- Co zamierzasz? – Zapytał Paweł.
Paweł poznał Mikołaja jak był w wakacje u Soni i bardzo go lubił. Cieszył się, że siostra znalazła takiego fajnego faceta i od razu stwierdził, że gość jest jej wart. Tymczasem okazało się, że ona jego nie…
- Nie wiem, co mam zrobić…
- Na twoim miejscu błagałbym go o przebaczenie. Wypuścić z rąk takiego faceta – pokręcił głową z dezaprobatą. – A tam – machnął ręką i wyszedł z salonu.
Usłyszałyśmy tylko szelest kurtki i trzaśnięcie drzwiami wyjściowymi.
- Jestem idiotką – ponownie schowała głowę między kolana.
- Nie tylko ty – westchnęłam i objęłam ją ramieniem.
Obie byłyśmy siebie warte, nie ma co…
Sprawa nie wyjaśniła się do Sylwestra. Przyjechał wtedy Damian, Paweł miał zostać, ale postanowił wrócić ze mną. Był wściekły na Sonię. Mówił mi, że próbował porozmawiać z Mikołajem, ale ten nie chciał go słuchać. Nasza siostra była w totalnej rozsypce, nie chciała jeść, na zmianę płakała i spała. Nie chciałam jej zostawić samej, ale Damian obiecał się nią zająć i kazał jechać. Nie chciałam go słuchać, ale w końcu Sonia sama mnie wygoniła.
- Nie psuj sobie Sylwestra przez moją głupotę – powiedziała mi.
Damiana też chciała odesłać do domu, ale zignorował to. Powiedział, że nie zostawi w jej potrzebie.

O czternastej byliśmy już w Warszawie. Stamtąd Paweł pojechał do Żyrardowa, a ja spotkałam się z Michałem i pojechaliśmy do Lublina. Nie chciałam mu opowiadać o Soni, bo bałam się, że z rozpędu się wygadam. Z moimi zdolnościami byłam w stanie to zrobić – palnąć ni stąd ni zowąd, że rozumiem, jak ona się czuje. Dlatego powiedziałam, że się trochę nudziliśmy, ale cieszę się, że ją widziałam i tyle. Nawet bardzo nie wnikał.
Z dworca odebrał nas Dorian. Monika już była u niego w domu, szykowała jedzenie, a my wstąpiliśmy jeszcze do supermarketu po alkohol. Miało być kilkanaście osób: my, Dorian z Moniką, Olek, Gosia z chłopakiem i reszta znajomych Doriana z liceum. Jak usłyszałam imię Olka obudził się we mnie jakiś niepokój i pojawiła się myśl: „dzisiaj się wszystko wyda”. Starałam się ją odrzucić, ale męczyła mnie cały wieczór.
Impreza trwała w najlepsze, ludzie tańczyli, pili co nie miara i wszystko było dobrze. W końcu ktoś wpadł na pomysł, żeby pograć w „Nigdy nie…”. Zabawa polega na tym, że siadamy wszyscy w kółku i ktoś wypowiada „nigdy nie”, dodając do tego rzecz, której nigdy nie robił. Jeśli ktoś z zebranych to robił – pije. Nie podobał mi się ten pomysł, ale wszyscy się zgodzili, więc nie miałam wyjścia. Z niechęcią wzięłam swój kieliszek i usiadłam wśród reszty.
Na początku było niegroźnie. „Nigdy nie jadłem sushi”, „nigdy nie byłam zagranicą”, „nigdy nie piłem whisky”. Z każdą kolejką ludzie robili się śmielsi i weszliśmy na temat seksu i tym podobnych rzeczy. Gdy Gosia, która swoją drogą już była dobrze ciepła, powiedziała, że nigdy nie uprawiała seksu, a Michał przechylił kieliszek – zamurowało mnie. Spojrzałam na niego zdziwiona, a on tylko wzruszył ramionami i puścił mi oczko.
- Ludzie, zaraz północ! – Krzyknął ktoś.
Wszyscy się zerwali i poszliśmy się ubierać, żeby wyjść do ogrodu. Michał podszedł do mnie i zapytał, czy wszystko ok.
- Nie mówiłeś, że masz to za sobą – burknęłam.
- A pytałaś?
Nie odpowiedziałam.
- Przedawniona sprawa – powiedział tajemniczo i wyszedł na zewnątrz.
Zrezygnowana poszłam za nim. O północy pocałował mnie i życzył, żebyśmy ten rok był jeszcze lepszy niż poprzedni, a za rok spotkali się w tym samym miejscu. Wykrzesałam z siebie resztki uczucia i pocałowałam go czule. Olek nawet do mnie nie podszedł. Zanim ja to zrobiłam, ktoś zarządził, że wracamy do środka. Miałam nadzieję, że dadzą sobie spokój z tą głupią zabawą, ale oni wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej się nakręcili.
I w końcu nadszedł ten moment, którego najbardziej się bałam. Była kolej Olka. Ten spojrzał na mnie prowokująco i powiedział: „Nigdy nie zdradziłem swojej <<połówki>>”. Zamarłam. Ten patrzył na mnie wyzywająco i chrząknął znacząco. Spuściłam wzrok i jako jedyna wypiłam kolejkę. Przez ludzi przeszedł pomruk, a Michał spojrzał na mnie zszokowany.
- Że co? – Zapytał.
- To nie musiałeś być ty – próbowała mnie wybronić Monika.
- To byłeś ty – powiedziałam. Nie mogłam już tego dłużej trzymać w sobie.
Zapadła grobowa cisza. Michał wstał ze wściekłością i poszedł do kuchni. Pobiegłam za nim. Ktoś pogłośnił muzykę.
- Michał, ja…
- Milcz! – Odwrócił się gwałtownie. - Jak mogłaś?!
- Przepraszam, naprawdę nie chciałam…
- Nie chciałaś?! Ktoś cię do tego zmusił?
- Nie…
- Kto to był?
- Nieważne.
- Powiedz mi – warknął.
- Nie! – Wrzasnęłam. – To nieważne kto! To ja cię zdradziłam!
- Jesteś z siebie dumna?
- Wcale…
- Wspaniale! Po prostu brawo! Rozwaliłaś to wszystko, co tak ciężko nam było zbudować. Gratuluję! – Zaczął bić brawa.
- Wybacz mi, ja naprawdę…
- Nie chciałaś? Tak wiem, mówiłaś już.
- … żałuję. Chciałam ci powiedzieć wcześniej…
- … ale nie było okazji. Rozumiem. Takie rzeczy się przecież zdarzają. W takim razie ty wychodzisz czy ja mam to zrobić?
Spojrzałam na niego błagalnie.
- Wybacz mi.
- Więc ja wyjdę – minął mnie i poszedł do przedpokoju.
- Nie! – Krzyknęłam za nim. – Ja pójdę.
Założyłam pospiesznie buty, chwyciłam kurtkę i wybiegłam na mróz. Ubrałam się na dworze i zaczęłam biec przed siebie. Do oczu cisnęły mi łzy, ale po moim policzku nie spłynęła żadna. Ani jednej. Być może czułam ulgę? Już po wszystkim, mogłam odetchnąć i iść dalej.
- Majka! – Ktoś mnie zawołał.
Odwróciłam się z nadzieją, ale to tylko Adrian, chłopak Gośki. Biegli w moją stronę i machali, jakbym ich nie widziała.
- Tak mi przykro – powiedziała dziewczyna, gdy już znalazła się obok mnie. – Przenocuję cię, hm?
- Wezwę taksówkę – oświadczył jej chłopak i odszedł na bok.
- Przepraszam, zepsułam wam imprezę.
- Daj spokój – machnęła ręką. – I tak już jestem zmęczona i marzyłam o łóżku.
- To nie problem, że będę u ciebie spać?
- Moi rodzice pojechali w góry i wracają dopiero w niedzielę, więc luz. Możesz zostać ile chcesz.
- Dziękuję – objęłam ją. – I proszę cię, nie oceniaj mnie.
- Nie mam zamiaru.

W taki oto prosty sposób spieprzyłam swój związek z Michałem, przyjaźń z Olkiem i rozwaliłam imprezę. Z nikim nie chciałam gadać, brat Gośki przywiózł mi rzeczy i powiedział, że Monika przyjedzie w Nowy Rok. Spodziewałam się takiego opierdolu, że się nie pozbieram i taki też dostałam. Najgorzej dostało mi się za to, że Michał dowiedział się o tym w taki sposób. Oczywiście Olek był na tyle odważny, żeby mnie sprowokować do zwierzeń, ale nie na tyle, żeby się przyznać, że to jego pocałowałam. Między nami już też wszystko skończone – byłam tego pewna.
Gosia mnie wcale nie oceniała. Wysłuchała moich zwierzeń, wtrąciła jakieś pytania, ale nie wypowiadała swojego zdania. Nie wiem czy gorsza było jej milczenie, czy awantura Moniki, ale żadna z tych rzeczy nie poprawiła mi humoru. Zadzwoniłam w ciągu dnia do siostry i powiedziałam jej co się stało.
- To jest nas teraz dwie. Ofiary losu i zdradzieckie szmaty – podsumowała żałośnie. Lepiej bym chyba tego nie ujęła…
Zdjęcie: Sandra Czarniecka
Na zdjęciu: Ewa
Światło: Paulina :D


 ~ * ~
Czas tak szybko leci... Witam Was w Nowym Roku! <3 Bęc i jest już dziesiąty... Tych, którzy z niecierpliwością czekali - przepraszam.
Chcąc zakończyć już temat zdrady Majki, nie rozpisywałam się o świętach. Miały być z tego dwie części, ale już chciałam zamknąć ten rozdział i iść dalej. Nadal apeluję o fajne miejscówki w Lublinie! Moi bohaterowie zaczną się ruszać z akademika i poznacie ich prawdziwe problemy. Nie tylko w kółko miłosne ;)
Dziękuję dziewczynom za korektę oraz Ewie i Pauli za fantastyczną okładkę :D Pracować z takimi osobami to czysta przyjemność! :)
Do następnego! :*

2 komentarze:

  1. Nie dość, że jak zawsze świetnie napisane, to jeszcze jakim "tematycznym" zdjęciem opatrzone (świetne jest!) :D
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Staram się jakoś kreatywnie podchodzić do tematu zdjęć i nie robić ich zbyt oczywistych :) Nie zawsze się udaje, bo nie jestem profesjonalistką i nie zawsze daję radę zrealizować swoją wizję ;) Między innymi dlatego nie ma jeszcze okładki piętnastej części :D

      Usuń