czwartek, 4 lutego 2016

22. Słowo o Monice



Zastanawialiście się kiedyś, czy to z kim się zadajemy, mówi coś o nas? Przyjaźnimy się przecież z różnymi ludźmi, czasami naprawdę skrajnie się różniącymi. Czy po charakterze naszych najbliższych znajomych możemy przekonać się jacy jesteśmy?
Mój chłopak jest cudowny. Jest cierpliwy, kochany, wrażliwy, potrafi mnie rozśmieszyć, ale wie, kiedy nic nie mówić. Wtedy po prostu mnie przytula i nie musi nic więcej. Natomiast ja się na niego czasem bez potrzeby wkurzam, wyżywam... Przepraszam go potem, bo okres, bo zaliczenia, bo pełnia księżyca... On to rozumie. Natomiast ja czasem nie potrafię go zrozumieć i brak mi cierpliwości.
Monika jest dobitnie szczera, czasem wybuchowa, ale zawsze jest po mojej stronie. Może mnie za coś opieprzyć, ale zrówna z ziemią kogoś, kto powie na mnie złe słowo. Nazywając naszą relację rzadko używa wielkich słów. Zdecydowanie woli czyny.
Marta, z którą spędzam coraz więcej czasu, jest raczej spokojną i cichą osobą. Nie lubi być w centrum uwagi i woli nie powiedzieć nic, zamiast o słowo za dużo. Lubi poezję i nad łóżkiem ma mnóstwo swoich grafik ze znanymi sentencjami i cytatami. Jest też bardzo religijna, ale nie narzuca tego innym.
Gdzie w tym wszystkim jestem ja? Ta, która ma problem ze szczerością i jasnym celem w życiu. Która ma humory, obraża się i przewraca oczami. Której raz się chce, a pięć razy nie i marnuje czas na niczym, zamiast zrobić coś pożytecznego. Monika nie pozwala sobie na „nicnierobienie”. Olek też ma często lenia, ale walczy z tym.
Miałam kiedyś koleżankę – Izę. Iza była typową chłopczycą, ale świetnie się dogadywałyśmy. Pamiętam, że mama się mnie często czepiała i mówiła, że to nie koleżanka dla mnie. Buntowałam się i nie rozumiałam, dlaczego tak twierdzi. Fakt, że Iza czasem źle na mnie wpływała, bo to z nią pierwszy raz poszłam na wagary, zapaliłam papierosa i wypiłam piwo. Ale miała dużo dobrych cech. Stawiała mnie do pionu z nauką, razem snułyśmy plany i myślałam, że będziemy się przyjaźnić już zawsze. Oczywiście tak się nie stało, teraz mamy ze sobą tylko "świąteczny" kontakt (na moje i jej urodziny oraz na Gwiazdkę). Czy przyjaźń z nią wpłynęła jakoś na to, kim jestem dzisiaj? Nie wydaje mi się...
Podobno „kto z kim przystaje, takim się staje”. Jest tylko cząstka prawdy w tym powiedzeniu. Przy Monice nauczyłam się celebrowania posiłków. Nie jem już w pośpiechu, byle jak. Ale nie potrafię być tak stanowcza i surowa wobec siebie jak ona. Nie potrafię się zmobilizować i zorganizować. Monika robi zawsze wszystko na czas, a nawet przed, a ja zostawiam to na ostatnią chwilę. I co to daje, że z nią mieszkam i widzę jak ona pracuje? Tylko tyle, że jest mi głupio, że ja nic ze sobą nie robię, ale ostatecznie i tak niczego nie zmieniam. Olek mówi, że nie muszę się zmieniać, ale on jest po prostu kochany.
Swoją drogą, dobrze mi z nim. Nie podejrzewałam nawet, że będziemy tak zgraną parą. Widzimy się codziennie i zawsze mamy tematy do rozmowy. Nie krępujemy się, mówimy wprost co myślimy. Zbudowaliśmy swój świat, w którym wszystko idealnie pasuje. Przypomniałam sobie naszą rozmowę kilka miesięcy temu, kiedy przekonywał mnie, żebym nie łączyła świata „lubelskiego” ze światem Michała. To samo robił on ze swoją dziewczyną. Tymczasem teraz mam jeden jedyny świat, którego nie muszę dzielić na cząstki i dopasowywać się do każdej z nich.
- Wiesz, co sobie ostatnio uświadomiłem? - Zagadnął mnie któregoś razu.
- Co?
- Że przy Natalii nigdy nie czułem się tak w pełni na luzie. Zawsze dobierałem słowa, starałem się jej nie urazić „i te pe”. Co prawda ty też potrafisz się o byle co „ofochać”, ale twój foch trwa co najwyżej minutę.
- Albo krócej, zależy kiedy zaczniesz mnie łaskotać - zaśmiałam się.
- Właśnie. Ale wiem, że tobie mogę powiedzieć wszystko i nie wyśmiejesz mnie.
- To samo miałam z Michałem. Czasem wolałam nic nie mówić, bo wiedziałam, że mnie zgasi i wyjdzie na jego. Nie potrafiłam z nim dyskutować i się z nim nie zgodzić. Identycznie jak z moim tatą.
- Ale to źle, żeby nie móc wyrazić swojej opinii i ktoś nie umie jej uszanować. Jak mam cię poznać, skoro nie wiem co myślisz i jak ty to widzisz? Bezsens.
Faktycznie, bezsens. Ale co poradzić, z niektórymi nie da się dyskutować.

Wracając do pierwszej myśli. Siedziałam u Marty i zapytałam ją, co ona sądzi na ten temat.
- Myślę, że to, z kim się zadajemy, nie mówi nic o nas. Raczej jest tak, że to jacy jesteśmy mówi o tym, z kim się zadajemy. Bo zobacz, niby przeciwieństwa się przyciągają, ale to guzik prawda.
- Nie tak. Owszem, przyciągają się, ale na dłuższą metę ze sobą nie wytrzymują. I może przyciąganie jest, ale to jest strasznie męczące, jak się we wszystkim różnicie i ciągle są jakieś sprzeczki. Nie da się znaleźć identycznej osoby jak my, ale moim zdaniem nie ma sensu wiązać się ze swoim przeciwieństwem.
- Coś w tym jest. Ale myślę też, że skoro z kimś się zadajemy to akceptujemy go i popieramy to co robi, jak się zachowuje i w ogóle.
Do rozmowy włączyła się współlokatorka Marty – Olka.
- Niekoniecznie. Moja koleżanka pali, ale to nie znaczy, że ja muszę też palić lub że mi się to podoba. Mamy wspólne zainteresowania, dogadujemy się, ale nie raz się wkurzam za to co robi. Np. całuje się z jakimiś obcymi facetami w klubach. Myślisz, że ktoś patrząc na nią, powiedziałby o mnie coś złego, bo się z nią zadaję?
- Dlatego zadajemy się z różnymi osobami – pociągnęłam temat. – Mamy różnych znajomych, z którymi robimy inne rzeczy.
Z Moniką mogę się napić wina i rozmawiać z nią o wszystkim. Przed Martą jeszcze trochę się wstydzę wylewać myśli. Z Gośką pójdę na zakupy, pogadamy o muzyce i filmie, a z Karoliną pogadam o serialach i książkach. Z każdym coś innego. Czy to źle? W podstawówce wszystko robiło się z jedną przyjaciółką. Teraz jakoś inaczej to widzę. Może dlatego, że mieszkam z kim innym, studiuję z kim innym i jakoś to muszę rozdzielać. Ale wcale mi to nie przeszkadza.

Wieczorem Klaudia wybierała się na imprezę. Zdziwiłyśmy się, bo był środek tygodnia, ale ona stwierdziła, że nie ma jutro nic ważnego, więc może iść. Widziałam jak Monika walczy ze sobą, żeby tego nie skomentować. Ruda zadowolona poszła, a my zajęłyśmy się swoimi sprawami. Grubo po dwudziestej drugiej zadzwonił do mnie telefon. Zapomniałam wyłączyć dźwięków i obudził on Monikę.
- Serio, o tej porze? – Jęknęła.
- Klaudia – zdziwiłam się. – Halo?
- Majeczka? – Wybełkotała. Była nieźle wstawiona.
- Klaudia? Gdzie ty jesteś?
- Właśnie nie wiem. Zgubiłam się.
Było cicho w pokoju, więc Monika wszystko słyszała. Podniosła się z łóżka zaniepokojona i nasłuchiwała.
- Jak to się zgubiłaś?! Gdzie ty jesteś?
- Wyszłam z Silence i poszłam taaam, a potem taaam i się zgubiłam.
- Jezus Maria – Monika zerwała się z łóżka i chwyciła za telefon. – Jedziemy po nią!
- Klaudia, niczym się nie przejmuj, my po ciebie przyjedziemy. Tylko opisz mi dokładnie, co widzisz i gdzie siedzisz, ok?
- Ok, tylko… - i w tym momencie zaczęła wymiotować. Odsunęłam z niesmakiem telefon.
W międzyczasie Monika zadzwoniła do Doriana.
- Dorian? – Sytuacja jest bardzo poważna, możesz po nas przyjechać pod akademik? Błagam cię, jak najszybciej! Wszystko ci opowiemy!
- Zaraz będę – usłyszałam odpowiedź.
- Klaudia? Halo!
Nadal odgłosy wymiotowania.
- Zabiję ją, przysięgam! Urwę jej łeb! – Blondynka zaczęła się ubierać, więc poszłam w jej ślady.
- Najpierw musimy ją znaleźć! A co my powiemy portierowi?
- Zostaw to mnie.
Całe szczęście, że był najfajniejszy portier. Monika powiedziała mu szczerze o co chodzi i od razu nas puścił, nie pytając o szczegóły. Czekałyśmy chwilę przed bramą na Doriana, który zajechał z piskiem opon. W międzyczasie próbowałam porozumieć się z Klaudią, która coś bełkotała, że nie ma siły, że chce jej się spać. Błagałam ją, żeby opisała co widzi, żeby broń Boże nigdzie się nie kładła. Nie spełniła mojej prośby. Za chwilę umilkła i domyśliłam się, że śpi.
- Ja pierdolę, przecież mogą ją okraść, zgwałcić, porwać! Czy ona ma mózg w ogóle? – Gorączkowała się Monika. Nie widziałam jej jeszcze tak przejętej.
- Rozłącz się i dzwoń do upadłego, może dzwonek ją obudzi – powiedział Dorian.
- A co, jeśli ma wyłączone dźwięki? Tak to chociaż mam z nią jakiś kontakt!
- Nie masz, bo śpi. Dzwoń – rozkazał.
Zrobiłam jak mi kazał. Pierwszych trzech połączeń nie odebrała.
- Gdzie my w ogóle jedziemy? – Zapytałam kierowcę.
- Pod Silence. Wiemy, że tam na pewno była i wątpię, żeby w tym stanie daleko zaszła.
Dzwoniłam dalej. Czwarty, piąty telefon…
- Słucham? – Udało się za szóstym razem, ale to nie był głos Klaudii.
- Halo? Kim jesteś?
- Jesteś koleżanką tej dziewczyny? – Zapytał kobiecy głos, ignorując moje pytanie.
- Tak, właśnie po nią jadę. Możesz mi powiedzieć, gdzie jesteście?
- Koło teatru przy Alejach Racławickich.
- Czy ona jest bezpieczna?
- Jestem tu z chłopakiem, usłyszeliśmy dzwonek i zobaczyliśmy, że leży na ławce. To niezbyt dobry pomysł o tej porze.
- Zaraz po nią będziemy. Błagam, nie zostawiajcie jej!
- Spokojnie, jesteśmy przy niej. Jak ma w ogóle na imię? Może uda nam się ją obudzić albo coś…
- Klaudia. Niedługo będziemy.
Szybko dojechaliśmy na miejsce. Wysiadłam z samochodu zanim Dorian zdążył dobrze zaparkować i zaczęłam biec pod teatr. Zadzwoniłam też na numer rudej. Usłyszałam dźwięk jej telefonu i spostrzegłam ją leżącą na kolanach jakieś dziewczyny. Podbiegłam do nich.
- Boże, dziękuję! Co z nią?
- Wymiotowała, więc wzięłam jej głowę na kolana, żeby się nie zakrztusiła.
- Mówiła coś?
- Nie.
- Nie wiem, jak wam dziękować. Co możemy dla was zrobić? – Zapytała Monika, która równie szybko znalazła się przy mnie.
- Nie trzeba. Cieszymy się, że mogliśmy pomóc – machnął ręką chłopak.
- Gdyby nie wy…
- Nie ma tematu, naprawdę. Zajmijcie się nią.
- Zajmiemy, dzięki.
Dorian wziął Klaudię na ręce i zaniósł do samochodu. Podziękowałyśmy jeszcze kilka razy parze i pobiegłyśmy z powrotem. Na szczęście Klaudia nie wymiotowała w samochodzie, szybko ją przywieźliśmy do akademika. Obudziłam ją i nawet zaczęła jarzyć, dzięki czemu na własnych nogach, ale z naszym wsparciem, weszła na górę. Portier wspaniałomyślnie obiecał, że nikt się o tym nie dowie. Przebrałyśmy ją w piżamę, zmyłyśmy makijaż i postawiłam miskę przy jej łóżku.
- Nie wierzę, jak można być tak nieodpowiedzialna – nie dowierzałam. – Wiesz, co mogło się z nią stać?
- Wiem doskonale. Dlatego jutro mam zamiar opierdolić wszystkie jej koleżanki, które z nią były.
- To miłe, że się nią tak przejmujesz. Myślałam, że bardzo jej nie lubisz.
- Może i za nią nie przepadam, ale trzeba nie mieć serca, żeby zostawić kogoś w takiej sytuacji. Nie mogłabym spać spokojnie, gdybyśmy po nią nie pojechały i jej nie znalazły.
Wyczułam, że kryje się za tym jakaś historia, ale nie chciałam o nic pytać. Monika sama zaczęła opowiadać.
Kiedyś byłam w trochę podobnej sytuacji, ale mi nikt nie pomógł. A wszystko za sprawą mojej cudownej „przyjaciółki” – Kai.
To się zaczęło pod koniec pierwszej liceum. Zaczęłam kumplować się z jedną z największych imprezowiczek w szkole. Imponowała mi łatwością zawierania znajomości, otwartością i tym, że chłopaki ją uwielbiały. Nie raz wydawała się trochę zbyt wyzywająca, wręcz wulgarna w swoim zachowaniu, ale była tak wygadana i jednocześnie miła, że wybaczano jej wszystko. Nie faworyzowała nikogo, nie gnębiła biedniejszych, gorzej ubranych czy lepiej uczących się. Miała swoich przyjaciół, których się trzymała, ale była otwarta na nowe znajomości.
Tak było ze mną. Byłyśmy razem w klasie, ale nigdy nie miałyśmy okazji dłużej pogadać. Dopiero pod koniec roku nam się to zdarzyło, bo wytypowano nas do wspólnego referatu z biologii. Tak się zaczęło. Po referacie zaczęły się wspólne wypady na miasto, spotkania, nocowania, imprezy. Kaja miała tendencję do picia za dużo alkoholu, a ja jej często musiałam pilnować, odprowadzać do domu albo kryć, że spała u mnie bądź byłam z nią.
Ja zaczęłam więcej pić dopiero w wakacje przed trzecią klasą. Do tej pory miałam umiar, potem puściły mi hamulce. Miałyśmy wtedy nowych kolegów, których Kaja poznała na wakacjach. Obijaliśmy się w piątkę, piliśmy, wtedy zaczęłam też palić fajki. Wszystko było pięknie, do czasu.
Zrobiliśmy imprezę, na której miało być kilka osób, a przyszło kilkanaście, jak nie więcej. Na początku czułam się wyobcowana, bo większości nie znałam, ale alkohol dodał mi odwagi. Poznałam tam Grześka. Był dwa lata starszy, bardzo przystojny i szybko złapaliśmy kontakt. Równie szybko mnie upił. Nic mi do szklanki nie wrzucił, bo jej cały czas pilnowałam, ale wystarczyła sama ilość. Poszliśmy do jakiegoś pustego pokoju, żeby w spokoju pogadać. Właściwie to mnie tam zaniósł, bo ja już nie byłam w stanie iść. Po drodze zachciało mi się wymiotować i cudem zdążyłam do toalety. Grzesiek był bardzo pomocny, trzymał mi włosy, obmył twarz i zaprowadził do łóżka. Leżał koło mnie i głaskał po głowie, a ja przytuliłam się do niego i zasnęłam.
Obudziłam się rano. W łóżku byłam sama. Praktycznie nie pamiętałam tego, co się działo po moim popisie w toalecie, a i przed tym miałam czarne dziury. Zeszłam na dół. Wszędzie było widać skutki imprezy. Porozrzucane butelki, chipsy na dywanie, zerwana zasłonka… Masakra, naprawdę. Bardzo mnie bolała głowa, więc poszłam poszukać jakchiś tabletek przeciwbólowych. Znałam mieszkanie gospodarza, więc niedługo ich szukałam. Wtedy na dół zeszła Kaja, skacowana gorzej ode mnie.
- Witam, Królowo Sobotniej Nocy. Jak się spało? – Powiedziała zachrypnięta.
- Umieram – odpowiedziałam tylko i upiłam łyk wody. Kaja wzięła ode mnie butelkę i pociągnęła kilka sporych łyków.
- Dupa cię nie boli? – Zapytała znienacka.
- Nie, dlaczego?
- Niezły daliście wczoraj popis z Grześkiem. Nawet w łazience was było słychać.
- O czym ty mówisz? – Patrzyłam na nią przerażona.
- Nic nie pamiętasz? – Zapytała zdziwiona.
- Co mam pamiętać?
Znowu zaczęła pić łapczywie wodę, ale wyrwałam jej z ręki butelkę.
- Powiesz mi wreszcie?!
- Uprawialiście z Grześkiem gorący seks, kobieto! Nawet ja z Adrianem się tak nie bawiłam. Krzyczałaś jak opętana.
Ja. Pierdolę. To. Się. Nie. Dzieje. Naprawdę.
- Błagam, powiedz mi, że żartujesz.
- Szkoda, że tego nie pamiętasz, miałabyś fajne wspomnienia – bawiła ją ta cała sytuacja.
- Mam w życiu inne priorytety – syknęłam.
- Widzę – powiedziała sarkastycznie i wróciła do picia.
- Dlaczego mnie nie powstrzymałaś? Ja zawsze cię pilnowałam, żebyś głupot nie robiła.
- Głupotą była kąpiel w fontannie o północy, ale seks z takim przystojniakiem?
- Byłam nieprzytomna, dziewczyno, kurwa, czy ty nie rozumiesz?!
- Brzmiałaś naprawdę przytomnie.
Myślałam, że ją zabiję, autentycznie. Straciłam dziewictwo z obcym chłopakiem, którego mogłam już więcej nie zobaczyć i nawet tego nie pamiętałam. Pobiegłam szybko do łazienki, ale moje obawy się potwierdziły – miałam krew na udach. Rozpłakałam się i płacząc, ubrałam i wybiegłam z domu mojej „przyjaciółki”. Nie wiedziałam, co robić. A jeśli zaszłam w ciążę, albo zaraził mnie jakimś paskudztwem? Jak ja spojrzę w lustro teraz? Co powiem mamie? Byłam totalnie załamana.
Gdy wróciłam do domu, nie wytrzymałam i ciągle płacząc, opowiedziałam wszystko mamie. Popłakała się razem ze mną. Powiedziała, że tego tak nie zostawi, a ja muszę iść do lekarza. Następnego dnia poszła do Kai i zrobiła jej taką awanturę, że potem było jej wstyd na mnie spojrzeć.
Ogólnie bardzo to przeżyłam. Nie chciałam chodzić do szkoły, jedynymi osobami, z którymi rozmawiałam byli mama, mój ojczym i pani psycholog, do której wysłała mnie mama. Czułam się jak najgorsza szmata. Całe szczęście, że nie zaszłam w ciąże i byłam zdrowa. Gdyby ten gnój mnie czymś zaraził, to nie wiem co bym mu zrobiła. Ojczym chciał wiedzieć, kim on jest i do niego iść, ale nie chciałam powiedzieć. Chciałam zakończyć tę sprawę. Dowiedziałam się przypadkiem, że to był czyjś kuzyn i nie mieszka w Kaliszu, więc chciałam jak najszybciej o nim zapomnieć.
Do Kai już nigdy w życiu się nie odezwałam. Z resztą i ona o ten kontakt bardzo nie zabiegała. Zajęłam się swoimi sprawami, przygotowaniem do matury, a potem wyjazdem na studia. Nie mam w Kaliszu żadnych znajomych, odcięłam się od wszystkich. Nie poszłam na studniówkę, nie chodziłam na żadne imprezy, nawet na zakończeniu szkoły się nie pojawiłam, tylko odebrałam świadectwo następnego dnia. Mama była gotowa wyprowadzić się z Kalisza, ale wiedziałam, że to nie jest dobry pomysł, bo Mateusz ma tu pracę i to dobrą. Zapewniłam, że dam sobie radę, skończę szkołę i wyjadę. Wtedy zaczęłam tak naprawdę interesować się Francją. Siedziałam godzinami i czytałam książki, przeglądałam blogi i tak dalej. Oczywiście już wcześniej byłam w Paryżu i byłam zarażona Frankofilią od mamy, ale właśnie w te samotne wieczory to zrobiło się moją pasją, a może i bzikiem.

- Teraz znasz moją historię i wiesz o mnie praktycznie wszystko. Nie ufam już ludziom tak łatwo, stąd mogłaś odnosić wrażenie na początku, że mi nie zależy czy coś. Dopiero przy tobie i Dorianie się otworzyłam, i nie boję się tak ludzi. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką i może czasem tego nie widać, ale zależy mi i uważam, że jesteś wspaniałą osobą.
Nie mogłam wytrzymać i ją przytuliłam, choć wiem, że za tym nie przepada.
- Nawet przytulanie cię sprawia mi przyjemność – powiedziała i zaśmiałyśmy się.
- Jesteś cudowna, naprawdę. Cieszę się, że trafiłam właśnie na ciebie. Ja też mam swoje odchyły i dziękuję ci, że nadal mnie w ogóle lubisz i chcesz się ze mną przyjaźnić.
- Przestań – prychnęła. – Już wolę takie odchyły, ale chociaż wiem, że nie zostawisz mnie na pastwę losu, gdy jakiś chłopak zaciągnie mnie pijaną do łóżka.
źródło: We ❤ it

 ~ * ~
Hello! Kochani, przepraszam, że teraz posty się pojawiają rzadko, ale jest sesja, wszyscy to na pewno rozumieją. Każdy wolny czas (jeżeli takowy mam) poświęcam na chwilę odpoczynku, oderwania się od nauki. Tę część tworzyłam kilka dni, dziewczyny mi też ze dwa dni sprawdzały, bo również mają dużo do roboty. Ale mam nadzieję, że to co się udało stworzyć w tzw. "międzyczasie", Wam się spodoba. :) Proszę o komenty! ;)
Niedługo już wszystko wróci do normy i zacznę regularnie pisać, obiecuję. :)
Dziękuję Wam za prywatne wiadomości do mnie ze słowami uznania. Nie wiecie, dziewczyny, ile to dla mnie znaczy! :* Dziękuję też za 3400 wyświetleń! Moje serce rośnie wraz z licznikiem! :)

2 komentarze:

  1. Kochana, jasne, że rozumiem! :*
    PS. Sandra, wysłałam Ci zaproszenie na fb, nie preraź się, może poznasz, że to ja ;)

    OdpowiedzUsuń