czwartek, 25 lutego 2016

24. Walentynki

Szybko nadeszły Walentynki. Dopiero zaczął się nowy rok, a tu już połowa lutego. Za dwa dni czekała mnie pierwsza w życiu poprawka. Przez to Walentynki mieliśmy z moim chłopakiem spędzić osobno. Olek miał wrócić dopiero za tydzień, więc przełożyliśmy randkę na następną niedzielę. Trochę żałowałam, ale nie było innego wyjścia. Nie chciałam go prosić, żeby wrócił wcześniej specjalnie dla mnie. Przez chwilę było mi przykro, że sam na to nie wpadł, ale zbeształam się w myślach, w końcu ja mam go na co dzień, a rodzina nie.
Monika wróciła specjalnie na Walentynki i planowali z Dorianem późny obiad i nocny maraton filmowy w Multikinie. Dyskretnie mnie podpytawała, czy gdzieś się wybieram po południu. Wiedziała dobrze, że nie, ale sugerowała mi tym, żebym gdzieś tajemniczo zniknęła. Obiecałam, że nie pojawię się na czas ich kolacji w pokoju. Przygotowałam wszystkie notatki, termos z herbatą, dwie paczki herbatników i po obiedzie zaszyłam się na klatce schodowej. Na niemal każdym piętrze stały wolne łóżka, których pewnie było za dużo i wystawili je na korytarz, ale w czasie sesji bardzo się przydały. Prawie zawsze jak schodziłam ktoś na nim siedział i się uczył albo rozmawiał przez telefon.
Uczyłam się dwie godziny, kiedy na cały korytarz rozległ się dźwięk One Breath Away Phedory, co oznaczało, że dzwoni Olek.
- Hej, skarbie – przywitałam się radośnie.
- Cześć! Wszystkiego najlepszego, moja walentynko! – Już drugi raz dzisiaj składał mi życzenia. Za pierwszym razem obudził mnie SMS-em o ósmej rano.
- Wzajemnie, mój Walenty. Jak tam?
- Spoko. A ty? Uczysz się? – Kontrola musi być.
- Staram się. Ale mi do głowy nie wchodzi.
- Czemu jest takie echo?
- Jestem na łóżku na klatce schodowej, bo Monia ma dzisiaj romantyczny obiad z Dorianem, więc zeszłam im z drogi.
- Przydały się łóżka – zaśmiał się.
- Nawet mi.
- Stęskniłaś się? – Zapytał już poważnie.
- Oczywiście, że tak! Jeśli nie myślę o filozofii to myślę o tobie – powiedziałam zgodnie z prawdą.
- A ja jeśli nie myślę o tobie… - zastanowił się -  …to myślę o tobie.
- Słodziaku – rozczuliłam się. - Co robisz?
- Poza myśleniem o tobie?
- I rozmawianiem ze mną.
- Idę z przystanku. Zadzwonię do ciebie jak będę w budynku, ok? Bo pewnie nie bardzo mnie słyszysz.
Faktycznie wiało jak cholera i momentami ledwo go słyszałam.
- Ok, to leć.
Rozłączył się, a ja wróciłam do notatek. Nie na długo. Mimo woli zaczęłam wyobrażać sobie, co by było, gdyby Olek był ze mną w ten dzień. Jakby tak zrobił mi niespodziankę i nagle się zjawił. Stanąłby w drzwiach z bukietem kwiatów i tym swoim rozbrajającym uśmiechem na ustach.
Nie, skup się! Odegnałam od siebie te myśli. On jest daleko i nie ma, co gdybać.
W zasadzie kwiatów nie potrzebuję, ale on mógłby się pojawić… Jeszcze nigdy tak boleśnie nie odczuwałam jego nieobecności. Nie chodzi o Walentynki, ale o to, że nie widzieliśmy się już tyle dni. Z Michałem to była norma, więc bardzo mnie to nie ruszało. Z resztą to był Michał. Czy ja w ogóle go kochałam? A jakie on by zaplanował Walentynki? Pewnie by do mnie przyjechał…
Jak byłam z Rafałem Walentynki obowiązkowo spędzaliśmy razem. Dwa razy byliśmy w pizzerii, za trzecim razem zrobiliśmy pizzę u niego. Wygnał rodziców na kolację, a przedtem mama zrobiła mu ciasto. My tylko wyłożyliśmy na blachę i przystroiliśmy czym się tylko dało. Zawsze dostawałam od niego biżuterię. Wtedy wydawało mi się to szczytem romantyzmu. Teraz myślę, że to było pójście na łatwiznę. Ale mieliśmy po siedemnaście lat, można mu to wybaczyć. Ciekawe jak teraz spędza Walentynki… Czy w ogóle ma dziewczynę? Na Wszystkich Świętych nie miał, a jego status na Facebooku od tamtej pory się nie zmienił. Co prawda nie każdy lubi od razu się tym afiszować. My z Olkiem ustawiliśmy od razu. Uznaliśmy, że to żadna tajemnica i niech wszyscy wiedzą, bo dlaczego nie?
Siedziałam i rozmyślałam (zamiast się uczyć), gdy w drzwiach pojawił się Olek. W pierwszym momencie myślałam, że mam zwidy, ale był bez kwiatów, więc to nie mogło być moje wyobrażenie.
Zerwałam się z łóżka.
- Co ty tu robisz? – Pisnęłam i rzuciłam się na niego.
- Mama nie mogła ze mną wytrzymać, dała na bilet i kazała jechać. Więc jestem – ścisnął mnie mocno.
- Co jej zrobiłeś? – Zaśmiałam się.
- Narzekałem od kilku dni, że nie mogę być z tobą w Walentynki. Wyobrażasz sobie, że od rana siedziała i robiła dla mnie jedzenie, a dwie godziny przed pociągiem kazała się pakować i do ciebie jechać?
- Uwielbiam twoją mamę.
- Ja też.
Odchylił głowę i spojrzał na mnie tymi swoimi niebieskimi oczętami, a ja uśmiechnęłam się szeroko. Wtedy dopiero mnie pocałował. Najlepsze niespodzianki to takie, których kompletnie nie jesteśmy w stanie przewidzieć i dzięki którym wszystko się zmienia, z planami na wieczór na czele. Kiedy zapytałam go, co będziemy robić, okazało się, że nie zaplanował niczego konkretnego. Za bardzo skupił się na samym fakcie, że się zobaczymy. (Mówiłam już, że jest cudowny i słodki?) Zaproponowałam, więc, że poczekamy aż Monika z Dorianem sobie pojadą, zamówimy pizzę i obejrzymy komedie romantyczne. Olek nie protestował. Ponieważ mieliśmy jeszcze trochę czasu, usiadł na łóżku, wziął moje notatki i zaczął pytać mnie z filozofii. Położyłam się koło niego i ułożyłam głowę na jego kolanach. Umiałam więcej, niż myślałam.
Wieczór spędziliśmy tak jak zaplanowałam. Zamówiliśmy dużą pizzę, na której widok zaniemówiłam. Dopóki jedliśmy, oglądaliśmy „Walentynki”. Gdy byłam już zbyt pełna, żeby przełknąć choćby kęsa, i położyliśmy się, o oglądaniu nie było mowy. Olek zaczął mnie na zmianę głaskać po całym ciele i delikatnie łaskotać, a potem całować. I na tym oglądanie się skończyło. Odwróciłam się z powrotem do niego i pocałowałam czule. Drugi film puściłam, żeby coś zagłuszało mój śmiech i ciągłe cmokanie.
Czasami mam tak, że nie wierzę w moje własne szczęście. Gdy byłam w domu różnie to bywało. Co prawda to Sonia zawsze zgarniała największy przypał, ale my z Pawłem też byliśmy krótko trzymani. Nie byliśmy dziećmi, które dostawały wszystko, co chciały. Ominęło nas wiele imprez, wyjść czy wycieczek. Nie mało razy mieliśmy szlaban, nawet w wakacje. Dopiero studia otworzyły przede mną furtkę, która w moim wyobrażeniu była zarośnięta i zamknięta na łańcuch i dwa zamki. Dostając się na studia poczułam się, jakby ktoś ukradł klucze mojemu tacie, a ja byłam w posiadaniu największego skarbu pod słońcem.
Teraz mam przyjaciółkę, której brakowało mi całe życie. Taką, z którą mogłabym o wszystkim porozmawiać i która przede wszystkim będzie ze mną absolutnie szczera. Monika nie ma oporów, żeby mnie opieprzyć albo zwrócić uwagę, że coś robię nie tak. Nie zawsze się zgadzamy, ale przy niej uczę się też walczyć o swoje i w racjonalny sposób to argumentować. Nie raz widzę podziw w jej oczach.
Mam kumpli i kumpele, z którymi nie raz coś odwalam i śmieję się do bólu brzucha. Którzy mnie nie zostawią w potrzebie i zawsze pomogą. Każdy z nich ubolewał nad moją poprawką i ciągle się pytają jak mi idzie nauka i zapewniają, że trzymają kciuki, dzięki czemu na pewno zdam.
I w końcu mam Olka. Jeszcze nikt nie patrzył na mnie tak zakochanym wzrokiem. Nikt nie uśmiechał się do mnie w taki sposób, żeby miękły mi kolana na samą myśl. Jeszcze nigdy nie czułam się tak zakochana i bezpieczna. To zabrzmi tandetnie, ale w jego ramionach czuję, że nic mi nie grozi, że mogę zmierzyć się z całym światem. Mam kogoś, na kim mogę polegać.
Chciałabym mu to wszystko powiedzieć. Leżąc koło Olka i patrząc w jego oczy miałam ochotę powiedzieć mu, jak wiele dla mnie znaczy. Niestety nie jestem aż tak otwarta. Wyszeptałam tylko, że cieszę się, że go mam. Odpowiedział mi tym samym i ponownie pocałował. Kiedyś mu wszystko powiem, ale chcę mieć stuprocentową pewność, że będzie ostatnim facetem, który to usłyszy.
- To były najlepsze Walentynki w moim życiu – powiedziałam mojemu chłopakowi, gdy się żegnaliśmy. – Dziękuję, że przyjechałeś. To był najlepszy prezent!
- Zapomniałbym! Mam coś jeszcze dla ciebie.
Z kieszeni kurtki wyjął małe pudełeczko, złapał moja rękę i położył mi na dłoni. Odchyliłam brązowe wieczko i moim oczom ukazał się srebrny pierścionek z małym diamencikiem.
- Nie jest zaręczynowy – zaznaczył od razu, - ale znaczący. Dopóki go nosisz, jesteś moja – przyciągnął mnie do siebie i pocałował w czoło.
- Dziękuję – szepnęłam wzruszona. – Jest przepiękny.
Olek bez słowa wyjął pierścionek i założył mi na środkowy palec prawej ręki. Obejrzałam go z każdej strony i pocałowałam Olka w podziękowaniu.
- Ja też mam coś dla ciebie! – Przypomniało mi się. Tak naprawdę prezenty nie miały dla mnie znaczenia i zapomniałam, że to dzień, w którym coś się daje drugiej połówce. Olek dał mi swój czas i poświęcił ferie dla mnie, co było najlepszy prezentem.
Pobiegłam do pokoju i z szafki wyjęłam swój prezent. Długo nie wiedziałam co mam kupić chłopakowi. Nie chciałam kupować czegoś banalnego ani przesłodzonego jak poduszka z serduszkiem. Przy tych Walentynkach, gdy jeszcze nie wiedziałam, że spędzimy je razem, stwierdziłam, że jest to zbyt komercyjne święto. Wszyscy stają na głowach, żeby kupić jakieś niepotrzebne, nic nieznaczące rzeczy. Pełno w kwiaciarniach czy supermarketach serduszek, miśków, bombonierek. Dlaczego faceci kupują misie swoim ukochanym tylko na Walentynki? Niech go jej kupi, wracając z pracy zwykłego dnia i po prostu powie: „Kochanie, cieszę się, że cię mam”. A jeśli już kupować prezent, to żeby on miał jakieś znaczenie, żeby coś wyrażał. Zwykły pluszak też może być świetnym prezentem, jeśli np. jest kotem, bo ona je uwielbia.
Dlatego kupiłam Olkowi płytę Nothing But Thieves. Mamy szczególny sentyment do tego zespołu i można powiedzieć, że w pewnym sensie nas połączył. Olek nie zbiera płyt, dlatego trochę się wahałam, ale to prezent też trochę symboliczny. Mogłabym zrobić dla niego jakąś składankę, ale uznałam, że lista przypadkowych piosenek nie wyrazi tyle, co ta płyta.
- Dziękuję bardzo – uśmiechnął się szeroko. – Wspaniały prezent – wpatrywał się w płytę. – Dziękuję – powtórzył i mnie pocałował.
Wtedy zadzwonił telefon. Pan z portierni upominał się, żeby „pożegnać już kolegę”. Odprowadziłam Olka do wind i tam całowaliśmy się jeszcze chwilę.
- Widzimy się jutro – cmoknął mnie ostatni raz i wszedł do kabiny. W tych słowach była obietnica, której nie było nigdy wcześniej.

Walentynki może i są komercyjnym świętem, ale odpowiednio spędzone umacniają związek, tak myślę.
źródło: foter.com
~ * ~
Kochani! Brak mi ostatnio pomysłów na zdjęcia, dlatego dwie ostatnie części są bez zdjęć i pewnie ich nawet nie zauważyliście! Na dniach się pojawią, bo mam wstępne koncepcje! :)
Nie wiadomo kiedy na liczniku wskoczyło 3700! Jesteście niesamowici! <3 Sesja u mnie się definitywnie skończyła, więc bierzemy się za robotę! :) Jest może coś, o czym chcielibyście przeczytać? Może nurtuje Was jakiś temat i chcielibyście wywołać dyskusję u Inspirejsów? Jeśli tak, to śmiało do mnie piszcie! :)
Buziaki :* :*

2 komentarze:

  1. Zawsze jak już widzę zdjęcie czuję mega smutek, że to już koniec i trzeba czekać na ciąg dalszy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się z całych sił pisać częściej! Krócej, ale częściej :* Dziękuję za wsparcie!

      Usuń