niedziela, 28 lutego 2016

25. Wiktoria i Adam

Najpierw przez problemy z Michałem i Olkiem, a potem przez sesję zaniedbałam pisanie. Miałam w głowie kilka historii, ale żadnej nie spisałam ze względu na brak czasu. Ale ostatnio poznałam ciekawą historię mojej koleżanki z roku, która zgodziła się nią ze mną podzielić. Imiona oczywiście pozmieniałam.

Pierwszy raz widziałam go w autobusie. Stał przede mną, a ja siedziałam. Patrzył w okno i słuchał muzyki. Nagle zaczął ruszać głową, tupiąc noga i nucąc bezgłośnie. Patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana i pomyślałam: „już go kocham”. Zlustrowałam go od góry do dołu. Poszarpane przy końcach nogawek dżinsy, trampki, żeglarska kurtka z szarym kapturem i duże słuchawki na uszach. Trochę przydługie blond włosy i morskie oczy. Dostrzegłam je jak spojrzał gdzieś na tył autobusu. Nie był moim ideałem, ale ujął mnie tym nuceniem i tymi oczami!
Niestety wysiadł parę przystanków przede mną. Z resztą i tak nie odważyłabym się do niego zagadać. Jednak od tamtej pory czasem mi się przypominał. Na pewno za każdym razem, gdy sama nuciłam w autobusie.
Parę tygodni później znowu go spotkałam, też w MPK-u. Nawet wysiedliśmy na tym samym przystanku i szliśmy w jednym kierunku. Na nogach miał te same czarne trampki, tylko wyglądały na bardziej używane niż wcześniej. Do tego jasne dżinsy (widać, ze nowe), czarna koszula i kurtka dżinsowa. Patrzyłam na niego przez całą drogę do centrum handlowego. Gdy weszliśmy, wtopił się w tłum i go zgubiłam. Zrezygnowana weszłam do Empiku. Tam spędziłam trochę czasu wśród ulubionych książek, które miałam w zwyczaju czytać w salonie. Nie pojmowałam kupowania książek, które się przeczyta i rzuci w kąt. Dlatego byłam stałą bywalczynią bibliotek i właśnie Empiku.
Czytałam właśnie „Wróć, jeśli pamiętasz” i byłam tak zagłębiona w lekturze, że nie zauważyłam czyjeś obecności obok mnie.
- Ej, sorry - szepnął męski głos, a ja spojrzałam na jego źródło.
Mój Boże, to był on!!! Morskooki z autobusu!!! Rozejrzał się niespokojnie i skulił głowę spłoszony.
- Mogę ci w czymś pomóc? - Zapytałam zdezorientowana.
- Świetnie, że pytasz. Udawaj moją dziewczynę. Teraz! - Podniósł głowę i zaśmiał się nieco za głośno.
- Powiedziałam coś śmiesznego?
- Uwielbiam twoje żarciki o książkach - podszedł do mnie bliżej, objął w talii i spojrzał na książkę, którą nadal trzymałam w rękach. Był tylko o głowę ode mnie wyższy. - Błagam, nie wydaj mnie - szepnął.
- Adam?
Odwróciliśmy się obydwoje. Jakiś koleś patrzył na nas podejrzliwie.
- Hubert, siema - uścisnęli sobie dłoń. - Co ty tu robisz?
- Szukam prezentu dla siostry. A ty? - Zapytał jego, ale patrzył wymownie na mnie.
- Przyszedłem z moją dziewczyną. Poznajcie się, to jest Hubert, mój kolega, a to jest...
- Wiktoria - podałam mu dłoń, przerywając Morskookiemu w pół zdania. Wiele zaryzykował, przedstawiając nas sobie, przecież nawet nie znał mojego imienia.
- Miło mi - uśmiechnął się lekko, ale jakby nadal nie wierzył, że mogę być jego dziewczyną. Sama bym w to nie uwierzyła.
- Mi również - wyszczerzyłam się jak głupia. - Adaś obiecał mi kupić dzisiaj jakąś książkę, prawda, kochanie? - Zwróciłam się do „mojego” chłopaka i uśmiechnęłam słodko.
- Tak, kolejne romansidło - przewrócił teatralnie oczami.
- Przecież lubisz jak ci czytam na głos te romansidła - żachnęłam się. - Staje się po nich taaaki romantyczny - powiedziałam do Huberta.
- Starczy, starczy - machnął ręką. - Wybrałaś już?
- Tak, chcę tę - pokazałam trzymany w rękach egzemplarz.
- To idziemy. Trzymaj się - skleili sobie piątkę.
- Na razie - kolega był nieźle zszokowany.
Odeszliśmy nadal objęci w pasie.
- Wisisz mi ogromne lody - powiedziałam cicho.
- A książka może być? - Stanął w kolejce do kasy.
- Serio chcesz mi ją kupić?
- Nawet nie wiesz, jaką przysługę mi zrobiłaś. - Nadeszła nasza kolej i położył książkę na ladzie.
Po zakupie, gdy odchodziliśmy od kasy, kątem oka zobaczyłam Huberta.
- Dziękuję, kochanie - cmoknęłam Adama w policzek.
- Nie ma za co - uśmiechnął się i złapał mnie za rękę.
Chcąc uniknąć wpadki, gdyby Hubert za nami szedł, cały czas trzymaliśmy się za ręce.
- Mieszkam niedaleko, moich współlokatorek nie ma, może wpadniesz to spokojnie porozmawiamy? - Zaproponowałam.
- Chętnie, bo cały czas mam uczucie, jakby nas śledził.
- Ja też.
Gdy byliśmy już u mnie w końcu się w pełni rozluźnił.
- Nieźle nam poszło, nie? - Zaśmiał się.
- Tak. Chcesz coś do picia?
- Herbatę poproszę.
- Czarna, zielona, owocowa?
- Zielona.
I jeszcze pije zielona herbatę... Ach.
Zaparzyłam dwie herbaty i usiadłam przy niewielkim stole naprzeciwko niego.
- Wytłumaczysz mi więc, co to było?
- Hubert to mój kolega jeszcze z liceum. Musiałem udać, że jesteś moją dziewczyną, żeby nie nabierał więcej podejrzeń.
- Jakich podejrzeń?
- Że jestem gejem.
Otworzyłam szeroko oczy, a on patrzył w szklankę i bawił się łyżką.
- A... jesteś? - Ledwo mi to przeszło przez gardło.
Błagam, nie...
- Jestem - odpowiedział cicho, wciąż na mnie nie patrząc.
- Rozumiem – spuściłam wzrok na swoją szklankę. – Czemu nie chcesz się do tego przyznać?
- Żartujesz sobie? Wszyscy by się ode mnie odwrócili!
- Nie przesadzaj, homoseksualizm jest coraz bardziej akceptowany.
- Tak, ale trzeba być naprawdę odważnym i nie przejmować się tym, co mówią inni. A ja się akurat przejmuję i to bardzo.
- Spoko. Co dalej?
Wtedy zadzwonił do niego telefon.
- Przepraszam – wyjął smartfona z kieszeni dżinsów i spojrzał na ekran. – Słucham? – Powiedział do słuchawki. Chwila ciszy. – Skąd wiesz? - … - Tak, moja dziewczyna – mrugnął do mnie. – Nie miałem kiedy się pochwalić, to wszystko stało się tak szybko. - … - Na imprezę do ciebie? Nie wiem, zapytam ją i dam ci znać. - … - Spoko, to nara. – Odłożył słuchawkę.
- Rozumiem, że brniemy w to dalej?
- Jeśli tylko zechcesz. Nie zmuszam cię do tego. Mogę powiedzieć, że nam nie wyszło czy coś tam.
- A co będę miała w zamian?
- Nie wiem, mogę ci płacić, jeśli chcesz.
- Nie chcę twoich pieniędzy – prychnęłam. – Pomyślę nad tym.
- Ale zgadzasz się?
- Moment, jak to ma wyglądać?
- Nie myślałem nad tym.
- Więc pomyślmy razem. Teraz.
- Okej, chcę po prostu, żeby moi kumple nic nie podejrzewali i widzieli, że jestem z tobą szczęśliwy.
- Masz chłopaka?
- Spotykam się z kimś od czasu do czasu. On też nie chce się ujawnić, ale jest nam ze sobą dobrze. Tylko, że jego nikt nie podejrzewa.
- Czyli publicznie jesteśmy razem, a prywatnie…
- Przyjaciółmi. Możemy się spotykać we dwójkę, twoje koleżanki też mogą o tym wiedzieć.
- Dobra. Czyli publicznie chodzimy za rękę, całujemy się, a prywatnie nic z tych rzeczy?
- Tak, my nie jesteśmy naprawdę razem. To tylko gra dla publiczności.
Zabolało mnie to trochę. I właściwie nie wiem, czemu ja się w to pakuję! Adam mi się podoba, nie wytrzymam długo w tym układzie. Ale miałam tendencję do szybszego mówienia niż myślenia.
- Zgoda. Ja robię popisówkę przed twoimi kolegami, a ty mi od czasu do czasu coś kupisz. Książkę, płytę, biżuterię, zobaczymy.
- Świetnie. Oczywiście bezzwrotnie, jak się „rozstaniemy” – zakreślił cudzysłów w powietrzu – nie musisz mi nic oddawać.
- Jesteśmy umówieni – podałam mu rękę przez stół, a on ją uścisnął na przypieczętowanie umowy.

Szło nam naprawdę nieźle. Wszyscy znajomi na jego i mojej uczelni już o nas wiedzieli. Gruchaliśmy gdzie popadnie, moje koleżanki mi zazdrościły takiego chłopaka, który mnie tak rozpieszcza. Gdy byliśmy u mnie i dziewczyny były w domu, siedzieliśmy razem na łóżku, czasem głośno się śmialiśmy, a gdy pukały, obejmowaliśmy się.
Naprawdę sobą byliśmy tylko wtedy, gdy w promieniu pięciu metrów nie było nikogo znajomego i otaczały nas tylko ściany mojego albo jego pokoju. Tak było tego popołudnia. Odrabialiśmy swoje zadania domowe, on przy biurku, ja na łóżku. Jakiś czas temu wpadłam na pomysł, żeby powiedzieć o nas moim rodzicom i pojechać do mojego rodzinnego domu. Zapytałam Adama czy by chciał.
- Raczej nie.
- Dlaczego? – Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi.
- Po co miałabyś o nas mówić?
- Bo… No nie wiem… - jąkałam się. - Kurczę, ucieszyli by się i  w ogóle… Nie musimy planować daty ślubu od razu.
- Nie jesteśmy razem i nigdy nie będziemy. Muszę iść, przypomniałem sobie coś. – Wstał od biurka, zebrał szybko zeszyty i zgarnął do plecaka.
- Nie musisz iść, to było tylko pytanie! – Zerwałam się z łóżka i pobiegłam za nim do przedpokoju. Ale on już zakładał buty.
- Naprawdę muszę już iść. Spotkamy się później.
I wyszedł. Walnęłam głową w ścianę i zasyczałam z bólu. Ale ja jestem durna! Wszystko przez to, że Adam tak bardzo mi się podobał. Uwielbiałam jak na mnie patrzył przy ludziach, jak obejmował i całował w czoło. Ale wszystko to było na pokaz przed kumplami. Dobrze wiedziałam, że jest świetnym aktorem, ale ja za bardzo się w to angażowałam. Wszystko przez to, że od tak długiego czasu byłam sama…
Napisałam do niego SMS-a:
Źle to zabrzmiało, przepraszam. Tata czasem mi dogryza, że nie mam chłopaka i chciałam mu udowodnić, że nie jestem taka najgorsza, ale rozumiem Twoją decyzję. Trzymajmy się tego, co ustaliliśmy…
Tego dnia mi nie odpisał. Następnego też nie. Moje współlokatorki były zdziwione, że tak długo go u nas nie było, ale wymigałam się, że ma dużo nauki i musi pouczyć się w samotności. W rzeczywistości nie wiem co się z nim działo, ale tęskniłam za nim. Coraz mniej podobał mi się nasz „układ”, ale im dalej w to brnęliśmy nie potrafiłam z niego zrezygnować. Trudno, będę w nim zakochana ukrycie, będę go miała tylko wśród ludzi, da się to przeżyć. Wolę to niż zostać znowu sama.
Dopiero po dwóch i pół dnia się odezwał.
Elo! Spotkamy się dzisiaj? Musisz kogoś poznać.
Jasne, kiedy i gdzie?
Wpadnij do mnie o 18.
Nie chciałam się starać, ale długo się przygotowywałam do tego spotkania. Wierzyłam, że chce mnie przedstawić komuś ważnemu. Może bratu, albo rodzicom? Może przyjechali, dowiedzieli się o mnie i chcieli poznać? Jeśli tak to wymuszę na nim, żebyśmy do moich też pojechali! Nic mnie to nie interesuje!
Punkt osiemnasta zjawiłam się pod jego drzwiami. Otworzył mi jakiś facet, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Miał iście latynoską urodę, był brunetem i wyglądem zwalał z nóg, serio!
- Cześć, jest Adam?
- Wiktoria?
Niepewnie kiwnęłam głową.
- Wchodź, Adam miesza sos – odsunął się, żebym weszła. – Wiki przyszła! – Zawołał w stronę kuchni.
- Wpuść ją! – Padła odpowiedź.
- Jakbym nie wiedział – powiedział do mnie brunet i się uśmiechnął. W tym czasie zdjęłam buty i kurtkę, którą uprzejmie ode mnie wziął i odwiesił. – Chodź – gestem zaprosił do kuchni i puścił mnie przodem.
- Hej – przywitałam się z „moim” chłopakiem.
- Cześć, Wiki. Poznałaś Przemka?
- Przemek jestem – przystojniak dopiero się przedstawił i podał mi dłoń.
Uścisnęłam ją bez słowa i patrzyłam wyczekująco na Adama. Przemek wyglądał na sporo starszego od nas i nadal miałam nadzieję, że to brat. To musiał być jego brat! Ewentualnie przyjaciel-gej, ale nie chłopak!
- Przygotowałem kolację. Jesteś głodna?
- Tak, bardzo.
Coś było nie tak. Adam nigdy nie gotował! Nigdy! Stałam zdezorientowana, dopóki nie zaprosili mnie do stołu. Wyjęłam talerze z szafki, ale Przemek mi je delikatnie zabrał.
- Usiądź, jesteś naszym gościem.
„Naszym gościem”?!
Usiadłam i patrzyłam na nich zszokowana. Nie chciałam do siebie dopuścić tej myśli, ale on chyba nie był jego bratem… Patrzyli na siebie… jak zakochani. Jak głupia nadal wmawiałam sobie, że mi się wydaje.
Kolacja nie była wyśmienita. Adam przesolił kurczaka i trochę przypalił sos. Do tego podał mi sok z grejpfruta, którego nie cierpię!
 - Przepraszam, chyba nie wyszło najlepiej – przyznał w trakcie jedzenia.
Wtedy to się stało. Przemek ujął jego rękę i pogłaskał kciukiem, a do mnie w końcu dotarła bolesna prawda.
- Przepraszam na moment – wstałam od stołu i poszłam do łazienki.
W oczach stanęły mi łzy. Wytarłam je szybko i próbowałam się ogarnąć, ale nie szło mi to najlepiej. Miałam ochotę wybuchnąć głośnym płaczem. Musiałam szybko wymyślić jakąś wymówkę i wyjść stąd bo nie zniosę ich widoku. Wyszłam cicho z łazienki i wtedy zobaczyłam, że się całują. Moje serce pękło. Z impetem wpadłam do kuchni i chwyciłam torebkę.
- Bardzo was przepraszam, ale ja muszę uciekać. Mam pilną sprawę, która nie może poczekać.
Patrzyli na mnie zdezorientowani, ale nie czekałam na reakcję, tylko zaczęłam się ubierać. Wyszli za mną do przedpokoju.
- Podwieźć cię gdzieś? – Zapytał Przemek.
- Nie, dzięki.
- Może jednak?
- Nie – warknęłam. – Dam sobie radę.
Przez chwilę mierzyłam go wzrokiem, a on stał zdezorientowany.
- Na razie – powiedziałam i wybiegłam z mieszkania.
Na ulicy już się nie powstrzymywałam i wybuchłam głośnym płaczem. W autobusie szlochałam cicho, a ludzie patrzyli na mnie ze współczuciem. Nie chciałam, żeby się ktoś nade mną użalał. Chciałam, żeby ktoś mnie szczerze pokochał, to tak wiele?
Weszłam do mieszkania ze spuszczoną głową. Łzy przestały mi cieknąć, ale miałam rozmazany makijaż i wyczerpanie wypisane na twarzy. Zdjęłam kurtkę, kiedy z kuchni wyskoczyła moja współlokatorka.
- Cześć, Mała! Robimy pizzę, zjesz z nami?
- Nie mam ochoty – mruknęłam.
- Co się stało? – Podeszła do mnie, a reszta dziewczyn wyjrzała z kuchni.
- Rozstałam się z Adamem – powiedziałam cicho.
- O Boziu – Kamila mnie objęła, a ja znowu zaczęłam płakać.
Zaprowadziła mnie do kuchni.
- Co się właściwie stało? – Zapytała Ola.
- Nie chcę o tym rozmawiać.
- W porządku.
- Kurczę, nie spodziewałam się. Byliście taką świetną parą – przyznała Kamila.
- Najpiękniejszą, jaką widziałam! – Poprawiła Ola. – Chciałabym, żeby jakiś facet patrzył na mnie tak, jak Adam na ciebie.
To mnie dobiło. Miałam ochotę wykrzyczeć, że jest świetnym aktorem i to wszystko było udawane, a ja pozwoliłam sobie wierzyć, że dla mnie zmieni orientację. Czułam się jak skończona kretynka. Do dziś się tak czuję.

- Jak to się skończyło?
- Odesłałam mu wszystkie rzeczy, które mi kupił. Napisałam krótki liścik, że nie wierzę, że mi to zrobił i to w taki sposób. Było mi naprawdę przykro, że posunął się do takiej rzeczy. Mógł się domyślić, że mi na nim zależy i zrobić to w bardziej delikatny sposób. Dodałam, żeby nie próbował się ze mną kontaktować i obiecałam, że mimo wszystko jego tajemnica jest u mnie bezpieczna.
- Przeszło ci już?
- Nie. Chociaż minął już prawie rok nadal o nim myślę i żyję nadzieją, że się odezwie. To strasznie naiwne, ale cały czas wierzę, że do mnie wróci.
- Na pewno spotkasz faceta, który cię pokocha i będzie godny twojej miłości.
- Mam nadzieję, że prędko, bo już mnie to wszystko męczy. Czy jest coś gorszego niż zakochać się w geju?
kadr z teledysku do piosenki "Take Me To Church" Hoziera

~ * ~
To już dwudziesta piąta część! A mi stuknęła kolejna setka wyświetleń! :) Dziękuję bardzo za to! To mnie motywuje do snucia dalszych historii, które już wkrótce. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz