sobota, 12 marca 2016

26. Gdyby nie te okulary...

Rozczarowanie to nieodłączny element naszego życia. Nawet gdy sobie wmawiamy, że na coś nie liczymy, to i tak jest nam przykro, jeśli spotka nas zawód. W innych przypadkach dostajemy więcej niż się spodziewamy, a nasze oczekiwania wobec życia rosną. Każdy tak ma, nie oszukujmy się.
Po egzaminie poprawkowym miałam dwa dni wolnego, w czwartek zajęcia i potem weekend. Olek miał zajęcia i w czwartek, i w piątek. Jedynym czasem, którego nie spędziliśmy razem, były godziny na uczelni i noc. Poza tym cały czas albo ja byłam u niego, albo on u mnie. Tak było dopóki zajęcia nie zaczęły się na dobre, a Olek nie dostał zlecenia na zrobienie strony internetowej. Jakaś znajoma znajomej jego mamy szukała dobrego, ale taniego informatyka, który stworzyłby stronę jej sklepu. Olek bawi się w takie rzeczy i jest w tym naprawdę dobry, dlatego od razu przyjął zlecenie. Gra była warta świeczki, bo miał zarobić. Ale wiązało się to z tym, że nie miał dla mnie już tyle czasu, co wcześniej. Czasem jak do mnie przychodził to po prostu zasypiał na moich kolanach. I tyle z romantycznych uniesień. Wiem, że to chwilowe, ale po tym jak spędzaliśmy każdą wolną chwilę razem, teraz mi się przykrzy bez niego.
Marta z Sonią mają problemy czysto egzystencjalne. Ta pierwsza myśli nad zmianą studiów, a ta druga nie wie, co ma zrobić ze swoim życiem. Martę próbuję przekonać, że może to chwilowe, że w nowym semestrze któryś przedmiot bardziej ją zainteresuje. Ale ona się już poddała i nie czerpie żadnej przyjemności z dziennikarstwa.
- Kiedy dzwoni budzik to najchętniej bym cisnęła telefonem o ścianę, żeby mi nie przypominał, że muszę tam jechać. Do tego tak nie cierpię Majdanka, że sobie nie wyobrażasz… Wkurza mnie dosłownie wszystko związanego z tym kierunkiem. Nie wiem, co się stało, na pierwszym roku byłam względnie zadowolona, a teraz? Studiowałabym nawet matematykę, byle nie to!
- I co zamierzasz zrobić?
- Nie mam pojęcia… To znaczy na pewno po sesji letniej rezygnuję z dziennikarstwa. Zmarnowałam już dwa lata, więcej nie chcę. Ale przydałoby się znaleźć coś innego…
- Masz konkretny pomysł?
- Nie bardzo.
Jak w takich momentach pomóc człowiekowi? Kiedy sam nie wie, czego chce i oczekuje, że ktoś da mu receptę na własne szczęście. Nasze decyzje niosą za sobą pewne konsekwencje, które potem podobają nam się mniej lub bardziej. Pytałam Martę, co ją skłoniło do studiowania dziennikarstwa.
- Chciałam pisać do pism kobiecych, ale po drodze mam tyle beznadziejnych przedmiotów, że mam to w dupie – odpowiedziała mi dobitnie.
I co zrobić? Powiedziałam jej tylko, że ma sporo czasu, żeby przemyśleć, co chce robić i niech podejmie poważną decyzję, żeby znowu nie zmarnowała dwóch lat.
- To nie jest takie proste, jak ci się wydaje – oburzyła się trochę. – Niektórzy po czterech latach rezygnują, bo nagle uświadamiają sobie, że to, co robią jest bez sensu i nie chcą dalej w to brnąć. Nad tym się nie panuje, to się dzieje i już.
- Owszem, dzieje się, ale jeśli podejmujesz pochopną decyzję odnośnie studiów, to nie wymagaj cudów potem. Przeglądałaś chociaż program, wiedziałaś, co cię czeka?
Odwróciła wzrok i milczała.
- No właśnie. Ja też narzekam na edytorstwo, bo kurde tyle historii i innych pierdół, że mam dość czasami. Ale nie chciałabym studiować niczego innego, a poza tym czekam na drugi stopień, bo tam w końcu będzie to, czego chcę. Dlatego Marta weź się w garść, zepnij pośladki i poszukaj czegoś, co cię w pełni zadowoli. Być może nie będzie to na KUL-u, może na UMCS-ie, a może w ogóle w innym mieście. Weź życie w swoje ręce, bo inaczej to skończysz z marną posadą w sklepie i całe życie będziesz nieszczęśliwa.

Soni już nie udało mi się tak pomóc. Coraz mniej mówi o Mikołaju Sąsiedzie, a w nasze rozmowy znowu wplątał się Mikołaj Były. Przypadkiem (lub nie) dowiedziałam się, że z nim pisze, zaczęła przytaczać jego wypowiedzi, opowiadać mi, co go spotkało itp. Bardzo mi się to nie podobało, ale nie mogłam jej zabronić kontaktów z nim. Sama jest odpowiedzialna za siebie i wie, co robi. Mam nadzieję…
 Problem mojej siostry polega na tym, że ma satysfakcjonującą pracę, ma zwierzaki, które kocha nad życie (rudego kota Louisa i brązowego kundla Ashtona – od ulubionych członków z 1D i 5SOS), rozwija się fizycznie, bo ćwiczy jogę, ostatnio i za pilates się wzięła, ale ciągle jej czegoś brakuje.
- Faceta – skwitowałam. – Brakuje ci bliskości drugiej osoby.
- Też tak myślę. Gdy był Mikołaj, spotykaliśmy się codziennie, jedno do drugiego przychodziło z winem, oglądaliśmy filmy, seriale albo gdzieś szliśmy. Teraz nawet dziewczyny nie bardzo chcą ze mną gadać, z wiadomego powodu.
Mikołaj wprowadził Sonię w towarzystwo trzech „kobiet sukcesu” – Blanki, Marii i Ulki. Są sporo starsze od mojej siostry, każda ma stałą pracę, jedna z nich jest mężatką, druga singielką, a trzecia zagorzałą feministką. Nie miałam okazji poznać ich osobiście, ale z opowiadań Soni wynikało, że są bardzo sympatyczne, do bólu szczere, ale gdyby nie one, nie pozbierałaby się po rozstaniu z Byłym. To Maria załatwiła Soni pracę w księgarni, którą prowadzi jej siostra.
A teraz, z wiadomych powodów, odwróciły się od niej i Sonia znowu została sama. Wiem, że przecież nikt nie podejmował za nią decyzji o wyprowadzce, wiedziała, co ją czeka i akceptowała to. Jednak z biegiem czasu, im bardziej się stawała samotna, tym bardziej przestało jej się podobać mieszkanie w pojedynkę.
- Wiesz – zaczęła któregoś razu. – Każdy powinien tak przez jakiś czas pomieszkać sam. To pozwala się wyciszyć, odnaleźć siebie. Ale nie za długo – jej głos stawał się coraz smutniejszy. – Na dłuższą metę człowiek ma wszystkiego dość.
- Co zamierzasz?
- Nie mam pojęcia.
Takie typowe. Każdy by chciał zmian, a nigdy nie wie, co zrobić.
- Ja ci niestety nie pomogę. Sama wybrałaś życie na uboczu…
- Wiem, wiem. Teraz trochę tego żałuje.
- Jak ci zadam pytanie to, odpowiesz mi szczerze? – Uznałam, że to najlepszy moment, żeby zapytać o Mikołaja.
- Czy ja cię kiedyś okłamałam?
- Nie.
- No właśnie. O co chodzi?
- Czy twoje rozmowy z Mikołajem są czysto koleżeńskie, czy wy znowu coś…?
- To też jest temat do dyskusji. Ja myślę, że tak. To znaczy on się stara, ja to widzę. Ale mam pewien uraz i nie tak łatwo mi będzie mu znowu zaufać. Z kolei ja też zdradziłam swojego faceta, co mnie też stawia na tym samym miejscu co on. Jesteśmy siebie warci, nie oszukujmy się. Pamiętasz, jak nam było dobrze i myślę, że to uczucie znowu się budzi.
- Rób jak uważasz, to twoje życie. Ja i tak zaakceptuję każdą twoją decyzję, jak głupia by nie była.
- Dzięki, siostra.
Wcale mi się to nie podobało. Mikołaja bardzo lubiłam, ale nie potrafiłabym mu znowu zaufać. Ale ok, to nie jest moja sprawa.

Wracając do rozczarowań. Klaudia ostatnio myślała, że spotkała ją miłość (który to już raz, powiedziałaby Monika). Niestety facet już prawie zrezygnował, ale razem z Blondyną (nie mówcie jej, że tak na nią powiedziałam!) wzięłyśmy sprawę w swoje ręce i osiągnęłyśmy sukces. A było to tak:
Któregoś dnia padał deszcz. Pod wieczór wręcz lało i nic nikomu się nie chciało. Ja ukryłam się pod kocem z moim chłopakiem i oglądaliśmy House of Cards, Monika zaszyła się pod kołdrą i spała. Wtedy do pokoju wparowała Klaudia.
- Jestem największą idiotką na świecie! – Zawołała i włączyła światło.
Ja aż podskoczyłam, Monika się przebudziła, jęknęła i nakryła kołdrą głowę.
- Zgubiłam okulary!
- Co zrobiłaś? – Nie dowierzałam.
Blondynka aż się odsłoniła.
- Że co?!
- Weszłam do Stokrotki i zaparowały mi, więc schowałam je do kieszeni. Zupełnie o nich zapomniałam i dopiero w windzie się zorientowałam, że czegoś mi brakuje. Poleciałam natychmiast tą samą drogą, ale ich już nie było.
- A pytałaś w sklepie? – Zapytał mój chłopak.
Spojrzała na Olka jak na geniusza.
- Nie!
- No, to na co czekasz?
Tylko to powiedziałam, a ona już wybiegła z pokoju. Monika znowu jęknęła i się zakryła.
- Czy ktoś może zgasić światło? – Dobiegło nas spod kołdry.
Dziesięć minut później wróciła ruda.
- Nikt nie znalazł. Ale zostawiłam numer temu brunetowi, żeby w razie co do mnie zadzwonił.
- Jakiemu brunetowi? – Ożywiłam się.
- Temu wysokiemu, co pracuje w Stokrotce.
- Aaaa, ten przystojny – puściłam jej oczko. – Może nie zadzwoni z okularami, ale…
- Mam to gdzieś, chcę moje okulary.
Monika z niedowierzaniem spojrzała na mnie, a ja się cicho zaśmiałam.
- Znajdziesz je, zobaczysz – powiedziałam.
- Mam nadzieję – westchnęła i zrezygnowana opadła na łóżko. – Matka mi łeb upierdoli przy samej dupie…
- A masz jakąś receptę na nie?
- W domu. Nie mogę się przyznać, bo mnie zabiją.
- Na razie nie zakładajmy, że się nie znajdą. Może ktoś je przyniesie w przeciągu kilku dni – powiedział rozsądnie Olek.
- Znajdą się, zobaczysz – powtórzyłam. Ale to jej nie przekonało.
My wróciliśmy do serialu, Monika zwlekła tyłek z łóżka i poszła pod prysznic, a Klaudia zrobiła sobie kolację i grzebała w laptopie.
Następnego dnia brunet odezwał się do niej ze smutną informacją, że nikt nie przyniósł okularów, ale nadal liczy, że się znajdą i będzie mógł do niej zadzwonić z radosną nowiną. Spojrzałyśmy po sobie z Moniką, gdy Klaudia nam przeczytała tego SMS-a, ale nie skomentowałyśmy.
Dwa dni później okulary się znalazły. Sam Kamil (ten brunet) znalazł je pod regałem, jak zamiatał salę. Zadzwonił do Klaudii o jedenastej w nocy, a ta zaczęła piszczeć i skakać po łóżku. Umówili się następnego dnia na odbiór.
- Klaudia, tylko ja cię proszę, zaklinam cię na wszystko – Monika złożyła ręce jak do modlitwy - nie zraź go! Podziękuj mu ładnie i zaproponuj, że się odwdzięczysz kawą albo coś, ale nie wyskakuj od razu z jakimiś wiesz…
- Wiem! – Przerwała jej, zanim skończyła. – Nie mam zamiaru się spieszyć, zobaczymy jak będzie.
Żebyście widzieli tę dumę w oczach Moniki! Klaudia w końcu dorasta!
Ruda odebrała okulary i umówiła się z Kamilem na kawę w ramach podziękowań. Niestety dostała grypy żołądkowej i nie pomyślała nawet, żeby do niego napisać. Złapało ją nagle (jak to żołądkowa), czuła się okropnie i była nie do życia. Opiekowałyśmy się nią z Moniką, ale żadna z nas nie pomyślała, żeby odwołać randkę. A ten cieć nawet nie napisał, żeby zapytać, o co chodzi. Klaudia było tak źle, że zapomniała o nim na całe dwa dni! Poważnie! Nie wiem, jak ona to zrobiła, ale jakoś jej się udało. Dopiero w poniedziałek (dwa dni po planowanej randce) Monika szła do Stokrotki i zapytała, czy coś chcemy. Klaudia wtedy z wielkim plaskiem uderzyła się w czoło. Spojrzałyśmy na nią zdziwione.
- Co ty robisz? – Zapytała zniesmaczona Monika.
- Zapomniałam o randce! Przecież w sobotę miałam się spotkać z Kamilem!!!
Skrzywiłam się. Faktycznie, ja też zapomniałam…
- Napisz do niego, wytłumacz sytuację. Przecież zrozumie, że byłaś chora – poradziła Monika.
- Ale nie odwołałam nawet tego i od dwóch dni się nie odezwałam! Na pewno sobie pomyślał, że go olałam.
- Napisz – rozkazałam. – Jeżeli nie zrozumie, to jest dupkiem.
Ale on nie zrozumiał. Nawet nie odpowiedział jej na wiadomość. Klaudia była załamana i nie chciała nawet iść tam do sklepu.
- Tak szybko się poddał… Gdyby chociaż zapytał, co się stało – przeżywała to w kółko.
Monika miała zawsze najlepsze pomysły z nas. Wzięła mnie z zaskoczenia i zaciągnęła do Stokrotki.
- Ona nie umie sobie poradzić! Musimy jej pomóc – wyjaśniła.
- Co zamierzasz?
- MY z nim porozmawiamy i powiemy mu, o co chodzi. Ze mną nie ma szans.
Miała stuprocentową rację. Z kim jak z kim, ale z Moniką nie wygra.
Akurat był na sklepie i wykładał zupki chińskie.
- Cześć – powiedziała Monika, chłopak aż się przestraszył.
- Cześć – zaszczycił nas tylko spojrzeniem. - W czym mogę pomóc? – Zapytał i wrócił do układania.
- Jesteś Kamil?
Chłopak spojrzał na nią zdziwiony, że zna jego imię.
- Taaak? O co chodzi?
- O Klaudię. Tą czerwonowłosą, sympatyczną okularnicę, której bardzo ostatnio pomogłeś.
Mina mu nieco zrzedła i ponownie się odwrócił.
- I co z nią?
- Posłuchaj, wiem, że zawaliła wtedy sprawę. Umówiliście się, a ona nie przyszła, ale złapała ją grypa żołądkowa, leciało jej górą i dołem niemal jednocześnie! – Ach, ta jej delikatność. – To, że nie napisała to również nasza wina – wskazała ręką na mnie, - bo się nią opiekowałyśmy i też nam wyleciało z głowy, że miała randkę. Bądź że człowiekiem i zrozum, że ona była umierająca! – Przesadzała z dramatyzmem, ale chyba skutkowało.
- I czego ode mnie oczekujesz? – Jego wyraz twarzy zrobił się łagodniejszy.
- Że do niej napiszesz i umówisz się na następne spotkanie. Ona naprawdę tego chce, a teraz jest jej głupio. Swoją drogą, też mogłeś napisać i zapytać, co się dzieje, a na pewno by ci wtedy odpisała.
- Ok, napiszę do niej. Zadowolone?
- Bardzo – przemówiłam w końcu. – Nie pożałujesz, Klaudia to świetna dziewczyna – Monika dała mi kuksańca w żebro. – Aua – spojrzałam na nią wściekła, a Kamil się zaśmiał.
- Uciekamy. Przyjemniej pracy i mamy nadzieję, że do zobaczenia w naszym pokoju – Monika się wyszczerzyła, pociągnęła mnie za rękę i odeszłyśmy. Zdążyłam mu tylko pomachać.

Wieczorem faktycznie do niej napisał i zaproponował spotkanie. Klaudia nie wiedziała o całej akcji, a my byłyśmy cichymi bohaterkami. Dla widoku jej radości – było warto.
zdjęcie będzie zmienione :)
~*~
Kochani! Na liczniku stuknęło już 4 tysiące!!! DZIĘKUJĘ! :* Dziękuję, że cierpliwie czekacie, klikacie, czytacie i mnie wspieracie! To największa radość dla twórcy - czuć, że to co robi ma sens! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz