wtorek, 15 marca 2016

27. Dzień Wyjątkowy

Jest jeden taki dzień w roku, kiedy kobiety są szczególnie doceniane. Kiedy obsypane kwiatami mają piszczeć z radości, a następnego dnia wrócić do rzeczywistości. Mowa oczywiście o Dniu Kobiet. Panowie w nawale pracy przypominają sobie o swoich ukochanych, kupują im kwiaty albo, choć wiedzą, że są na diecie, czekoladki.
Za sprawą Olka tegoroczny Dzień Kobiet był wyjątkowy. Przede wszystkim dlatego, że obchodziliśmy to święto dzień wcześniej. Tak, kupił mi kwiaty siódmego, a nie ósmego.
Wróciłam z uczelni i byłam trochę zmęczona. Bolała mnie głowa, dostałam okresu, a i pogoda dawała się we znaki. Lało, było zimno, a ja zobojętniałam na wszystko. Marzyłam tylko o gorącym prysznicu, kakałku i kołderce…
Gdy po części zrealizowałam swój plan (brakowało tylko kakałka, ale byłam senna i nie chciało mi się go robić), zadzwonił Olek.
- Cześć, skarbie – przywitał się jak zwykle. – Jak tam?
- Właśnie się położyłam. Głowa mi pęka, dostałam okresu i nie mam nic na obiad.  Jest świetnie – zakończyłam ironicznie.
- Tyle nieszczęść na nar – zaśmiał się. – Mogę ci jakoś poprawić humor?
Zastanowiłam się chwilę.
- Jeżeli przyjdziesz, przytulisz mnie i zrobisz mi obiad – będzie idealnie.
Znowu go rozśmieszyłam. Obiecał, że zrobi zakupy i zaraz przyjdzie.
Czekając na niego, usnęłam. Śniła mi się stacja kolejowa, chyba w Warszawie. Stałam na peronie z Olkiem i z czegoś się śmialiśmy, kiedy po drugiej stronie torów zauważyłam Michała. Spoważniałam i patrzyłam na niego, a Olek jakby zniknął. Czułam jego obecność, ale go nie słyszałam. Michał miał dłuższe włosy niż wtedy, gdy go ostatni raz widziałam i patrzył na mnie z wściekłością (żadna nowość). Nadjechał pociąg. Taki stary, pomarańczowy, jeszcze z graffiti na ścianach. Próbowałam dopatrzeć mojego byłego przez szybę, ale jakby się rozpłynął. Pociąg ruszył i już prawie odjechał, kiedy poczułam kilka pocałunków na moich policzkach…
- Księżniczko – dobiegł mnie głos Olka. – Pora wstawać – znowu mnie pocałował.
Otworzyłam zaspane oczy i rozejrzałam się. Byłam w Lublinie, w swoim pokoju. Nie było Michała ani pociągu, tylko uśmiechnięta twarz mojego ukochanego. Uspokoiłam się nieco.
- Jak się czujesz?
- Teraz już lepiej – mruknęłam i przyciągnęłam go do siebie.
Olek położył się koło mnie i zamknął w uścisku. Kołysał mnie chwilę, po czym pocałował w czoło i oznajmił, że coś dla mnie ma.
- Co dobrego ugotowałeś?
- Zrobiłem sos meksykański z ryżem, ale nie o to chodzi – sięgnął za siebie i z podłogi podniósł bukiet tulipanów.
- Dzień Kobiet jest jutro – powiedziałam z wyrzutem.
- Jutro jest komercyjne święto. Dzisiaj nie ma okazji i dlatego dostajesz ode mnie kwiaty. Żebyś poczuła się wyjątkowa bez względu na kartkę w kalendarzu.
Olek jest spełnieniem marzeń każdej romantyczki. Sama bym lepiej nie ujęła tego, co on czasem mówi. Zastanawiam się nierzadko, czym zasłużyłam sobie na takiego wspaniałego chłopaka. Z drugiej strony wiem, że brzmi to w stylu „rzygam tęczą”, ale nie obchodzi mnie to.
- Mówiłam ci kiedyś, że nie mogłabym nawet wymarzyć sobie lepszego chłopaka?
- O, tego nie było. Powiedz to.
- Nie mogłabym sobie wymarzyć lepszego chłopaka – wyszeptałam i pocałowałam go czule.
Następnego dnia sprezentował mi Merci. „We właściwy Dzień Kobiet – wszystkiego najlepszego! Kocham Cię ;*” – widniało na dołączonej karteczce. Żeby było ciekawiej, zostawił to na moim stoliku, gdy mnie nie było.
- Twój Olek to ideał – skomentowała Klaudia. – Mam nadzieję, że Kamil choć w połowie się taki okaże.
Klaudia i Kamil piszą ze sobą niemal non stop, chyba że chłopak jest w pracy. Spotykają się rzadziej, bo on mieszka z babcią i musi się nią opiekować. Był już u nas raz i nie dał po sobie poznać, że się znamy. Wymieniliśmy dyskretne, znaczące uśmiechy, ale nie pisnęliśmy słowa Klaudii. Generalnie facet był naprawdę miły i może jeszcze nie było widać między nimi głębokiego uczucia, ale dogadywali się i wyraźnie mieli się ku sobie.
- Spotkacie się dzisiaj? – Zapytałam ją.
- Nie mam pojęcia, na razie niczego nie planuję.
Dorian podarował Monice cały koszyk tulipanów. Miał skłonność do przesady, to mu trzeba przyznać. Ale Monice to bardzo pasowało. Czuła się wyjątkowa i niech tak zostanie.
Przed południem zadzwoniła do mnie rozemocjonowana Sonia.
- Dostałam kurierem bukiet róż! – Krzyknęła od razu po moim „słucham?”.
- Od kogo?
- W tym problem. Nie podpisał się.
- A sprawdzałaś, czy jest bilecik?
- Jest. „Dla najpiękniejszej, najwspanialszej i najbardziej wyjątkowej kobiety na świecie” – przeczytała. – Jak myślisz, to od Mikołaja?
- Mnie pytasz? Ja nie wiem, z kim ty się tam prowadzasz!
- Tylko on mi przychodzi na myśl.
- A może Damian?
- Damian ma chyba jakąś laskę. Nie chce za bardzo opowiadać, ale wyczuwam, że ktoś się pojawił.
- Ostatnio jak czułaś, że będzie na zawsze z Alicją, zerwał z nią dla ciebie. Nie ufam twojemu przeczuciu.
- Tym razem jest inaczej! Mówię ci!
- Ok, więc tylko Mikołaja podejrzewasz. Pozostała kwestia – którego?
- No przecież nie Sąsiada! Z nim wymieniam tylko uprzejme „cześć” i nic więcej. Z resztą już nawet nie pamiętam jak to było, jak on był obecny w moim życiu.
- Szybko – skwitowałam z przekąsem. – W ogóle pamiętasz, że był?
- Pamiętam, nie przejmuj się. Ale jest mi już obojętny.
Nie oceniajcie źle mojej siostry, widocznie Sąsiad nie był dla niej tak ważny, jak Były. Trudno teraz o nim mówić per „Były”, ale tylko wtedy wiadomo o kim mowa.
- Co z tym zrobisz?
- Nie mam pojęcia. A ty co byś zrobiła?
- Wstawiła do wazonu, bo zwiędną.
- Bardzo śmieszne.
Od razu powiem, jak zakończył się wątek tajemniczego wielbiciela Soni. Zadzwonił do niej Damian z życzeniami. Pochwaliła mu się podczas rozmowy, że dostała bukiet kwiatów i podejrzewa, że to od Mikołaja. Jej przyjaciel nic nie powiedział, tylko się szybko pożegnał i rozłączył. Wieczorem Sonia dostała kolejny bukiet, tym razem podpisany. „Moje życie bez Ciebie nie ma sensu. Moim największym marzeniem jest, abyś była moją Kobietą. Kocham Cię. Mikołaj”. Sonię totalnie zamurowało, kiedy domyśliła się, że pierwszy bukiet dostała od przyjaciela. Było jej wstyd i nie zadzwoniła tego wieczora do niego, żeby przemyśleć co mu powiedzieć. Rano odczytała od niego maila. Był tam tylko jeden plik muzyczny. Piosenka One Direction – Love You Goodbye. Wymowny [tekst] rozwiązał zagadkę, a Sonia musiała pożegnać się z przyjacielem, którego zmęczyło bycie na drugim miejscu w jej życiu.
Nie wiem czy bardziej mnie bolało jak wtedy odszedł Mikołaj, czy teraz Damian – napisała mi.
Z jednej strony było mi jej szkoda, bo Damian, moim zdaniem, był najlepszym co ją w życiu spotkało. Z drugiej strony tyle go zwodziła, że nie dziwię się, że w końcu dał sobie spokój. Kocham moją siostrę, ale do facetów to ona nie ma najlepszego podejścia.

Dwa dni później, na Dzień Mężczyzn, kupiłam Olkowi ptasie mleczko, zrobiłam jego ulubione spaghetti i zabrałam na długi spacer. Może nie był to szczyt wyjątkowości, ale Olek i tak dziękował mi ze sto razy za cudowne popołudnie.

Myślę, że największe rzeczy kryją się w tych małych. Wielkie obietnice w małych dowodach. Duże słowa w małych gestach. Ogromne uczucie w krótkich spojrzeniach. To dotyczy miłości, ale i prostych spraw codziennych. Nie pozwólmy, żeby wyjątkowość dnia codziennego zaginęła gdzieś w dążeniu do perfekcyjności dnia „świątecznego”. Miłe jest dostać prezent na jakąś okazję, ale jeszcze milej jest dostać go ot tak, bo ktoś o nas pomyślał, widząc go. Duże gesty szybko się znudzą, a proste, małe niespodzianki – nigdy.

fot. Sandra Czarniecka
fot. Sandra Czarniecka
~ * ~
Stuknęła kolejna setka, co mnie ogromnie cieszy! Dziękuję! :) Mam dzięki temu wenę i w tym tygodniu pojawi się jeszcze jedna część! :) Co najmniej jedna. ;) Buziaki :* :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz