czwartek, 12 maja 2016

35. Urodziny

Krzysiek zniknął na cały dzień. Nie wiem, czy Olek maczał w tym palce, ale w ogóle mi to nie przeszkadzało. Po wspólnym śniadaniu poszliśmy na długi spacer, a potem zrobiliśmy razem obiad. Po posiłku upiekłam ciasto na wieczorną imprezę, a Olek poszedł sprzątać pokój. Gdy wróciła Monika, zrobiła tort i razem nadmuchałyśmy dwadzieścia balonów z karteczkami z życzeniami w środku. Potem się umalowałyśmy, uczesałyśmy i poszłyśmy na imprezę. Tort został u Przemka w lodówce, żebym w odpowiednim momencie mogła się wymknąć, zapalić świeczki i wrócić do pokoju.
Nie było dużo ludzi, bo Olek wielu nie zapraszał. Nasza stała ekipa akademsowa, ze dwóch kolegów z roku, no i oczywiście – Krzysiek. Unikałam go jak ognia, a i on niespecjalnie chciał ze mną gadać.
Po jakiś dwóch godzinach poszłam po tort do chłopaków. Monika mi pomogła i zapaliła świeczki. Weszłyśmy ze „Sto lat” na ustach, po czym wszyscy do nas dołączyli i darliśmy się na pół akademika. Szczęśliwy Olek zdmuchnął świeczki i pokroił tort.
Po dwudziestej drugiej musieliśmy już iść, więc przenieśliśmy imprezę w nasze stałe miejsce w plenerze. Mój chłopak nie odstępował mnie na krok, a w którymś momencie zaprowadził mnie pod drzewo, przy którym pierwszy raz o mało nie zdradziliśmy naszych ówczesnych „połówek”. Przyparł mnie do drzewa i zaczął namiętnie całować.
- To moje najlepsze urodziny w życiu – powiedział w końcu.
- Cieszę się.
- Dziękuję ci za wszystko – pocałował mnie znowu.
- Nie ma za co, kochanie. Jesteś tego wart. Pomyślałeś życzenie przy zdmuchiwaniu świeczek?
- Yhm – mruknął. – Tylko ty je możesz spełnić.
Spojrzałam na niego zaintrygowana.
- Chciałbym, – wyszeptał mi prosto do ucha – żebyś się ze mną kochała.
Zamurowało mnie. W każdym związku prędzej, czy później się ten temat pojawia. Przyznam szczerze, że od jakiegoś czasu też o tym myślałam. Rozmawiałam nawet z Moniką o tym, ale ona, przez swoje przykre doświadczenia z liceum, chce jeszcze poczekać.
- Skoro Dorian nie może być pierwszym, to chcę, żeby był ostatnim – powtarza.
Olek byłby moim pierwszym. Ja zapewne jego nie i to mnie zawsze trochę dołuje. Jak bumerang powraca mi do głowy temat Natalii, która była jego „pierwszą”.
- Nieważne, że nie będziesz pierwsza, głupolu – mówi z kolei moja siostra. – Liczy się wasza przyszłość, nie przeszłość.
Ale Sonia akurat nie jest dla mnie autorytetem w sprawach miłosnych, wszyscy wiedzą, dlaczego. Choć jej tego nie powiem.
Olkowi odpowiedziałam tylko „ja z tobą też” i znowu zaczęliśmy się namiętnie całować. Nie podzieliłam się z nim żadną z moich wątpliwości. Zresztą i tak na razie nie mamy gdzie, więc temat sam przycichł (na razie).

Następnego dnia zaczęły się Juwenalia – najlepszy czas w roku akademickim. Miałam nadzieję, że to będą moje najlepsze Juwenalia, bo w końcu z własną paczką. W zeszłym roku „przyklejałam się” do jakiś grup znajomych, w tym to do mojej grupy się „przyklejali”. Ja, Olek, Monika, Dorian, Julek, Mikołaj, Mateusz, Kaśka (nowa dziewczyna Julka) i Olka (jej przyjaciółka) – to nasza stała ekipa na koncerty. Razem piliśmy przed, razem chwiejnym (lub nie) krokiem docieraliśmy na Tereny Zielone Politechniki, bawiliśmy się (zawsze świetnie) i wracaliśmy – zawsze pieszo i ponad godzinę. Poranki były zazwyczaj ciężkie i bolesne, zbierałyśmy się do życia z Moniką dopiero koło południa. Wiedziałyśmy, żeby zostawić nieobecności na zajęciach na ten czas. Czwartek i piątek zrobiłyśmy sobie wolne i dochodziłyśmy do siebie. Blondynka się w końcu wyluzowała, piła razem z nami i szalała na koncertach, jak nigdy.
Najlepszym dniem dla mnie i dla Olka, jeśli chodzi o koncerty, był czwartek – grała Phedora, Akurat, Dżem i LemON. Na Phedorze byliśmy już trzeci raz, ale jak zawsze było świetnie! Z Akurat nie mogłam napatrzeć się na gitarzystę i wokalistę, który w czarnej bluzce, dziurawych dżinsowych spodniach i z idealnym zarostem, reprezentował dla mnie ideał faceta na scenie. Nie umiem tego wytłumaczyć, o co mi dokładnie chodzi, ale gość, choć starszy ode mnie starszy pewnie ze dwa razy, wyglądał nie-sa-mo-wi-cie!
Na Dżemie, Olek mnie ciągle mocno obejmował i śpiewał do ucha wszystkie piosenki. Szczególnie mnie ujęło „Do kołyski” w jego wykonaniu. Zamknęłam oczy i całkowicie odpłynęłam. To, z jakim przejęciem śpiewał, i z jaką mocą mnie przytulał, dawało mi cały obraz na jego uczucie do mnie. Wiedziałam, że nie liczy się żadna Natalia, ani inna. Ja jestem „tą jedyną” i koniec, kropka.
Z kolei w sobotę wypadały moje urodziny. Z wczorajszego koncertu wróciliśmy dosyć wcześnie, zatem w sobotni poranek byłam bardziej do życia niż w inne dni. Obudził mnie telefon od Pawła, który wylewnie składał mi milion życzeń, głównie takich pierdół jak: „fajnego chomika”, albo „piątki w totka, żebyś nie zgłupiała z bogactwa”. W zeszłym tygodniu miał maturę i w końcu miałam okazję porozmawiać z nim jak mu poszło. Mówił, że jest dobrej myśli. Ponadto dowiedziałam się, że bierze udział w rekrutacji na Politechnikę Lubelską.
- Wow, myślałam, że do Warszawy pójdziesz! Ale bardzo się cieszę!
- Gorzej z tym, że Kaja nie chce wyjeżdżać.
Kaja to dziewczyna mojego brata. Są razem od pierwszej liceum i na początku wydawało się, że będą ze sobą zawsze. Im dłużej ze sobą chodzą, tym bardziej mam wrażenie, że się ze sobą męczą. Przynajmniej ona sprawia takie wrażenie. Mój brat był bardzo w niej zakochany, a teraz… teraz chyba popadli w rutynę, albo powoli dochodzą do wniosku, że to nie jest to.
- I co masz zamiar zrobić?
- Nie zrezygnuję dla niej z tego, co chcę robić – powiedział stanowczo. – Zresztą mam wrażenie, że to już niedługo potrwa.
- Co niedługo potrwa?
- Nasz związek. Chyba oboje wyrośliśmy z tego. Co zrobisz, nic nie zrobisz. Jedne uczucia trwają wiecznie, inne się wypalają. Weź na przykład naszych rodziców. Że oni się jeszcze nie rozwiedli, to ja ich podziwiam.
- To nie jest taka prosta sprawa. Mieli trójkę dzieci do wychowania. Chciałbyś, żebyśmy byli podzieleni między dwa domy?
- Jak myślisz, co z nimi będzie jak się wyprowadzę?
- Nie mam pojęcia, słońce.
- Być może dopiero teraz zobaczą, że łączyły ich tylko dzieci?
- Może…
- W każdym razie życzę ci, żebyś z tym swoim Olkiem stworzyła prawdziwy, stały związek.
Mój brat nie zawsze taki był. Całe życie miałam syndrom „środkowego dziecka”, na które najmniej się zwraca uwagę. Tym bardziej, że Sonia, z racji buntów i „bycie złym przykładem dla młodszego rodzeństwa”, i Paweł, który jest chłopakiem i lubił mieć przypały w szkole, trzymali się razem. Sonia była wiecznie na mnie obrażona, że nie zgarniam takich przypałów jak ona. Jak byliśmy mali, ciągle buntowała Pawła przeciwko mnie. Potem sam doszedł do wniosku, że to nie moja wina, ale zawsze miałam wrażenie, że to Sonia jest jego ulubioną siostrą. Stąd zdziwiły mnie jego szczerze życzenia.
Dzień moich dwudziestych pierwszych urodzin był pełen niespodzianek. Sam tata pofatygował się i zadzwonił do mnie z życzeniami oraz przesłał „przelew extra” na wymarzone buty (a chodziło o czarne conversy). Mama ubolewała, jaka to jej córeczka jest już duża i pamięta jak przyszłam na świat. Monika zrobiła mi śniadanie i dała w prezencie brązową torbę, którą sobie upatrzyłam jak byłam z nią w sklepie. Potem wpadł Olek i porwał mnie na spacer. Jak zawsze usiedliśmy na „naszej” ławce i wtedy mój chłopak zaczął swój monolog:
- Majka, wiesz, że jesteś najlepszym, co mnie spotkało na tych studiach. Dzień twoich urodzin to wyjątkowy dzień, dlatego, że te dwadzieścia jeden lat temu przyszła na świat tak wspaniała osoba, że wszyscy powinni pić i świętować z tego powodu. Nie tylko twoi rodzice, którzy są z ciebie na pewno bardzo dumni, ale wszyscy, z którymi rozmawiasz i im pomagasz. Którym poświęcasz swoją uwagę i podajesz im swoje dobre serduszko na tacy. To wielkie szczęście mieć cię przy sobie, nawet nie wiesz, jaki jestem za to wdzięczny. – Zawstydziłam się tak bardzo, że z rumieńcem na policzkach spuściłam wzrok. – Kocham cię, myszko ty moja i życzę ci, żeby ludzie doceniali to, jaka jesteś cudowna. Żebyś miała jak najmniej trosk, a jeśli już będą, to niech nie trwają długo. Życzę ci jeszcze spełnienia marzeń i zrealizowania planów i postanowień. Wszystkiego najlepszego – wyjął z kieszeni małe pudełeczko i mi je podał.
Serce mi chyba na chwilę stanęło. Pierwsza (przerażająca) myśl: chce mi się oświadczyć! Tysiąc myśli nagle mi się przewinęło przez głowę. „Nie, jest za wcześnie”, „przecież nawet razem nie mieszkamy”, „to nie może być prawda”!
- To nie jest pierścionek zaręczynowy – zaśmiał się. Chyba po mojej minie domyślił się, co pomyślałam. – Na ten będziesz musiała jeszcze poczekać.
- Wiem, że nie zaręczynowy – prychnęłam, ale kamień spadł mi z serca.
Otworzyłam pudełeczko i moim oczom ukazał się śliczny, srebrny pierścionek ze skromnym oczkiem. Był delikatny, mały – po prostu idealny. Natychmiast rzuciłam się Olkowi na szyję, a potem pocałowałam mocno.
- Kocham cię! Dziękuję ci bardzo, to najpiękniejsze życzenia i najpiękniejszy prezent ever – powiedziałam mu do ucha. – Jesteś cudowny!
- Nie tak cudowny jak ty.
Zaśmiałam się i odsunęłam od niego.
- Tyle miłości – mruknęłam, czekając, aż dokończy nasze powiedzenie.
- Do porzygu – odpowiedział i pocałował mnie ostatni raz.
Oczywiste jest, że w urodziny muszą być miłe rzeczy i te mniej miłe, po których zastanawiamy się, dlaczego akurat w urodziny muszą się przydarzyć. Po spacerze z Olkiem w pokoju czekała na mnie kolejna niespodzianka.
- Wszystkiego najlepszego, siostrzyczko!
Tak, Sonia we własnej osobie mnie nawiedziła ze swoim chłopakiem. Gdy tylko weszłam do pokoju, zerwała się z łóżka i rzuciła mi na szyję.
- Co ty tu robisz? – Również ją objęłam.
- Pomyślałam, że twoje urodziny to najlepszy dzień na odwiedziny. Ostatnio je spędzałyśmy razem trzy lata temu!
Faktycznie, potem Sonia już wyjechała i ani moich, ani jej urodzin (które są dwa tygodnie po moich) nie spędzałyśmy razem.
- Gdzie się zatrzymaliście? – Zapytałam, gdy już się ode mnie odkleiła, ale mnie zignorowała i doskoczyła do łóżka, z którego chwyciła kolorową torebkę prezentową.
- Sto lat! – Krzyknęła znowu i dała mi prezent.
Mikołaj też wstał z łóżka i mnie objął na przywitanie oraz życzył wszystkiego najlepszego, po czym objął Sonię i patrzyli jak wyciągam prezent z torby. Dostałam czarną koszulkę z logo The Rolling Stones i kubek z naszym zdjęciem jeszcze z przedszkola.
- Nie mogłaś wybrać bardziej przypałowego? – Zażartowałam.
- Mogłam wziąć to, na którym stoimy golusieńkie przy basenie u babci. Pamiętasz je?
- Wolałabym nie. Dziękuję ci bardzo – uścisnęłam ją jeszcze raz. – Napijecie się czegoś?
- Monika już nas poczęstowała, teraz porywamy was na miasto! Oprowadzicie nas trochę, skoczymy na jakiś obiad. Co wy na to?
- Wyczuwam kombinację, ale ok – mrugnęłam do Moniki i sięgnęłam po torbę. – Możemy iść.
Łaziliśmy po Krakowskim Przedmieściu i Starym Mieście. Poszliśmy na przepyszne lody do Bosko i obiad do Sielsko Anielsko. Sonia stawiała, co sprawiło, że mi i Olkowi było głupio, ale zbagatelizowała to. Wiedziałam, że coś się kroi… Czułam to od samego początku, jak tylko się zjawiła.
- Majka, muszę ci coś powiedzieć – ogłosiła w końcu.
- Tak myślałam – wypaliłam. – Słucham cię uważnie.
- Przeprowadzamy się z Mikołajem do Lublina – spojrzała radośnie na swojego chłopaka i złapała go za rękę.
Mnie w tym momencie zamurowało. Olek z kolei ścisnął pocieszająco moją dłoń. To właśnie była ta niemiła rzecz, która musi wystąpić w każde urodziny. Tylko akurat ta była chyba najbardziej niemiła ze wszystkich, jakie pamiętam. Nie chodzi o to, że nie lubię mojej siostry, czy coś. Nie jestem też o nią zazdrosna i chcę jej szczęścia. Ale dlaczego w MOIM Lublinie?
Z Sonią jest tak, że zawsze musi być w centrum uwagi. Wszyscy muszą ją podziwiać i musi być zawsze najlepsza. Kocham ją, ale Lublin to była moja ostoja, mój dom. Przeprowadzka Pawła mnie cieszy, ale z Sonią już widzę jak będzie. Zabierze mi wszystkich znajomych, wszyscy będą się nią zachwycali i będzie och i ach. A ja pójdę w cień.
- To jeszcze nie wszystko.
Cudownie…
- Mamy też zamiar pójść na studia. Ja na edytorstwo, a Mikołaj na matematykę.
Teraz to już w ogóle mnie zmroziło.
- Na… moje edytorstwo? – Wydukałam.
- Tak! Tak zachwalałaś ten kierunek, że też chcę spróbować. Najwyżej postudiuję rok i zrezygnuję.
Cała Sonia. Ona może sobie upierdolić, że chce studiować i będzie to robić, a jak jej się znudzi, to zrezygnuje. Może się przeprowadzać, kiedy jej się zachce i przyjechać i spierdolić mi mój idealnie ułożony świat. Nie mogłam dłużej tego słuchać.
- Przepraszam, muszę się przewietrzyć – wstałam z krzesła i wyszłam, nie reagując na zawołania.
Wypadłam na rynek i skręciłam w pierwszą lepszą alejkę. Zawsze mam w torbie papierosa na czarną godzinę. Ta godzina właśnie nadeszła. Zaciągnęłam się mocno i poczułam jak dym wypełnia moje płuca. W tej chwili stanął koło mnie Olek.
- Misia, co jest?
- Zawsze tak było, kurwa, i zawsze będzie! Zawsze zgarniała wszystko co najlepsze i nie mogła przeżyć tego, że ja mam coś lepszego! Znudziło jej się jej nudne i bezbarwne życie, więc postanowiła przyjechać i spierdolić mi moje. Wiesz, jak teraz będzie? Będę musiała ją wszystkim przedstawić i wszyscy będą ją wznosić ponad niebiosa, bo będzie taka super miła i doskonała! Kurwa mać! – Zaklęłam głośno, aż jakiś pan spojrzał na mnie z niesmakiem. Gówno mnie to obchodziło w tym momencie.
- Kochanie, nie będzie tak! – Przytulił mnie do piersi. – To ciebie wszyscy kochamy i nikt nam ciebie nie zastąpi.
- Ale nawet na ten sam kierunek musi iść? We wszystkim musi udowadniać, że jest lepsza?!
- Postąpiła nie fair, to prawda – ścisnął mnie mocniej, ale wyswobodziłam się z jego ramion, żeby znowu się zaciągnąć papierosem.
Wtedy przyszedł do mnie SMS. Spojrzałam na ekran telefonu. Sonia.
- Odczytaj – dałam Olkowi telefon. – Przeczytaj na głos tylko wtedy, jeśli powie, że to był żart i zostaje w Kwidzynie.
Olek przeczytał najpierw w myślach, a potem na głos:
- „Kochana, myślałam, że się ucieszysz, że znowu będziemy mieszkać blisko siebie. Nie chcę Ci zabierać Twojego życia, jeśli o to się obawiasz. Chciałam zacząć z Mikołajem w nowym miejscu, ale zrozumiem, jeśli nie będziesz mnie tu chciała. Byłaś w Lublinie pierwsza. Przepraszam.”
- I widzisz? Teraz będzie na mnie! Że to ja jej tu nie chcę!
- Misia, wcale nie. Odpisać jej?

- Napisz, że muszę to sobie przemyśleć i żeby mi dała trochę czasu. Nie chce mi się z nią teraz gadać. Zepsuła mi urodziny. Cała Sonia.
fot. foter.com
~ * ~
Halo, halo! Czy ktoś mnie tu jeszcze czyta? :) Wiem, że nie piszę zbyt często, ale nikt nie komentuje, nie pisze już do mnie :( Chciałabym wiedzieć, czy Wam się podoba, czy ze mną jesteście...
Jeszcze w tym tygodniu ukaże się następna część. Trzymajcie się! :) :*

2 komentarze:

  1. Okej, jest prośba o komentarz - jest i komentarz! Wg mnie Majka czasem jest straszną zołzą. "Unika jak ognia" najlepszego kumpla swojego faceta w jego (faceta) urodziny, przez co stawia go (faceta) w niezręcznej sytuacji. Kumpel przyjechał z daleka specjalnie na te urodziny i żeby ją poznać a ona nie może przeżyć tego, że wspominają sobie stare czasy, bo stare czasy to też była dziewczyna Olka. No "widziały gały co brały", facet już miał dziewczynę, nie wyciągnęła go z klasztoru przecież. Jej siostra, (o której często mówi, że chciałaby być z nią bliżej, że nie podoba jej się, że się od siebie oddaliły, że zawsze może do niej zadzwonić), chce zamieszkać w tym samym mieście, i kolejne bóle. Bo będzie ją musiała przedstawiać swoim znajomym. No straszne. Nie wiem w jakim świecie żyje Majka, ale wśród normalnych ludzi rzadko bywa tak, że rodzeństwo, szczególnie takie, które dzieli parę lat różnicy, ma wszystkich wspólnych znajomych. Wątpię też, żeby Sonia i Mikołaj mieli zamieszkać w akademikach, więc nieczęsto będą się zdarzały okazje do wspólnych imprez i "podkradania znajomych". Nie przypuszczam też, żeby Sonia wymagała od Majki wspólnego spędzania całego wolnego czasu. Co do studiowania tego samego kierunku, to jest już po prostu infantylne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Majce brakuje pewności siebie. Ma wszystko, ale boi się, że to straci. Dlatego na każdym kroku kurczowo się trzyma tego, co już zdobyła. Słusznie uważasz, że jest zołzą, ja bym ją nawet nazwała egoistką. Nie potrafi się cieszyć tym, co ma, tylko ciągle jakby chciała więcej i więcej.
      Ale z drugiej strony, przyjrzyjmy się Soni. Całe życie przed czymś ucieka, zamiast zmierzyć się ze swoim problemem. Sama zdradziła Mikołaja Sąsiada, więc niech weźmie to na klatę i będzie odpowiedzialna za swój czyn. A ona urządza sobie mieszkanie, kupuje psa i kota, a jak pojawia się problem - podejmuje decyzję o ucieczce. Z tym towarzystwem to niestety jest tak, że jeśli Sonia się przeprowadzi, to na początku będzie zdana tylko na siostrę, bo to będą wakacje. Majka się po prostu boi, że jej siostra okaże się ciekawsza dla jej znajomych.

      Podsumowując: rozumiem Twoją irytację, Justyn, bo samą mnie Majka trochę irytuje :P Z drugiej strony staram się ją trochę zrozumieć, bo całe życie żyła w cieniu starszej siostry, która ciągle zwracała na siebie uwagę. Nie pozytywnie, ale jednak.

      Dziękuję Ci bardzo za komentarz, bo w końcu miałam okazję z kimś podyskutować :D

      Usuń