Nic mnie tak nie uspokaja jak jazda na
rolkach. Kiedy mam ciśnienie, idę pojeździć i po chwili całe napięcie ze mnie
uchodzi. Skupiam się, żeby nie wywalić na zabójczo popękanych chodnikach w
parku w Alei Miast Partnerskich, na muzyce w słuchawkach i gdzieś tam w tle na
swoich problemach. Ale zawsze wtedy przychodzą mi do głowy rozwiązania, które
być może nie były by tak oczywiste, gdybym siedziała w domu i rozmyślała,
patrząc w ścianę.
Ostatnio na poetykę z elementami
literaturoznawstwa miałam za zadanie napisać tekst epiczny, liryczny i dramatyczny
o dowolnej rzeczy, przedmiocie. Długo się zastanawiałam, o czym bym mogła
napisać, aż wpadłam na pomysł kubka z kawą. Umawiając się ze znajomym mówimy
„pójdźmy na kawę”. Wiele osób nie wyobraża sobie poranka bez gorącej,
aromatycznej „małej czarnej”. Czasami ta chwila przy kubku czy filiżance jest
jedynym momentem na odetchnięcie, zatrzymanie się.
Nad wszystkim tym zastanawiałam się
podczas ostatniej jazdy. Po powrocie usiadłam i napisałam krótkie opowiadanie
na zajęcia. W związku z tym przyszło mi do głowy kilka konkluzji na temat tego,
ile tak naprawdę robimy dla siebie. Staramy się za wszelką cenę zadowolić
innych, wszystko robimy pod publikę, a gdy zostajemy sami… mamy poczucie
pustki. Ogarnia nas samotność i głęboki smutek. Bo póki jesteśmy w towarzystwie
potrafimy udawać, że jest ok. Przed samym sobą się nie da.
W natłoku obowiązków nie potrafimy
znaleźć dla siebie malutkiej chwili na to co naprawdę lubimy. Na wypicie
filiżanki dobrej herbaty, na zabawę z psem, na spacer. W głowie migają nam
ciągle cyferki, daty, sprawy do załatwienia. A gdzie w tym wszystkim my? Gdzie
chwila wytchnienia?
Dużo rozmawiam z Sonią odkąd jest w
Lublinie. Sonia jest dla mnie uosobieniem odpowiedzialności i umiejętności
radzenia sobie ze swoim życiem. Nie da
się wszystkiego kontrolować, ale można brać sprawy w swoje ręce i pruć do
przodu – tak mi powtarza siostra. Ale
w tym szaleńczym biegu po sukces nie możesz zapominać o sobie – dodaje.
Siłą rzeczy miała zawsze dużo czasu dla siebie. Mieszkała sama, nie wychodziła
z nikim, więc poświęcała ten czas na przyjemności. Odkąd mieszka z Mikołajem ma
ciągle zajęcie – gotuje, szuka pracy, zwiedza Lublin. Wpada do mnie na
uczelnię, planuje swoją przyszłość, urządza mieszkanie. Wynajęli z Mikołajem
mieszkanie i przewieźli już większość rzeczy, ze zwierzętami Soni na czele. Mój
brat był w szoku, gdy dowiedział się, że całe rodzeństwo Szklarskich znowu
będzie mieszkać blisko siebie. Na dodatek przez wakacje będę mieszkała z
siostrą, bo się uparła, że bez sensu wynajmować pokój u obcych. Także z nią
układało mi się dobrze. Gorzej z Olkiem.
Po tamtej awanturze nie odezwał się do
końca wieczoru. Ja po piwie z Sonią napisałam mu SMS-a na dobranoc, ale odpisał
mi sucho, bez żadnych buziaków. Uznałam, że potrzebuje czasu i dałam mu spokój.
Następnego dnia nie odezwał się w ogóle. Nie mogłam sobie znaleźć miejsca,
łaziłam z kąta w kąt i wkurzałam tym Monikę.
- Nie możesz do niego zadzwonić? Albo
ruszyć dupę i do niego iść?
- Nie wiem, czy chce mnie widzieć.
- Nie dowiesz się, dopóki tego nie
sprawdzisz.
Wiem, że miała rację. Wiem też, że to ja
byłam winna, ale nie potrafiłam się do tego przyznać. Dlatego czekałam.
W poniedziałek nie wytrzymałam i po
południu do niego poszłam. Zapukałam cicho i weszłam do pokoju. Siedział przy
laptopie ze słuchawkami na uszach, a gdy mnie zobaczył, jego twarz rozjaśniała
i natychmiast je zdjął.
- Cześć – powiedziałam nieśmiało.
- Hej, maleńka – zamknął mnie w
ramionach.
Poczułam w oczach łzy. Dwa dni bez niego
to była katorga. Teraz wszystko było na swoim miejscu.
- Przepraszam – szepnęłam.
- W końcu – zaśmiał się, nie
wypuszczając mnie z rąk.
Staliśmy tak chwilę, aż postanowił mnie
pocałować. Złapał zdecydowanie w dłonie moją twarz i złożył na moich ustach
gorący pocałunek.
- Nigdy więcej nie nie odzywaj się tak
długo – powiedział stanowczo.
- Przepraszam – powtórzyłam.
- Jesteście ohydni – usłyszeliśmy z
głębi pokoju. To Julek.
- Stary, myślałem, że cię nie ma!
- Spałem ok? A wy skończcie te
słodkości, bo się porzygam! – Nakrył się kołdrą.
Zaśmialiśmy się.
- Daj mi chwilę i pójdziemy się przejść.
- Dlaczego milczałeś tyle czasu? –
Zapytałam, gdy byliśmy już na dworze.
- Myślisz, że tylko ty potrafisz być
uparta? Chciałem sprawdzić, ile ci zajmie droga do mnie.
- Trochę czekałeś…
- Myślałem, że oszaleję i sam do ciebie
pójdę, ale postanowiłem twardo, że nie tym razem. Musisz się, Majka, nauczyć
przyznawać do winy. Ja nie będę ci zawsze ustępował.
- Wiem, masz rację. Dogadałam się z
Sonią. Przegięłam wtedy i jest mi naprawdę głupio. Tym bardziej, że ona wcale
nie chce mi zabrać mojego życia.
- Szybko do tego doszłaś, brawo. Ty
sobie ubzdurałaś i się tego trzymałaś. Nie wiem, skąd twoja mała wiara w ludzi…
~ * ~
Dzisiaj tak krótko i zwięźle, żeby zachować ciągłość wpisów. W końcu doszłam do wniosku, że nie muszę się rozwodzić nad czymś na trzy strony, tylko mogę zasiać ziarno zwątpienia i zostawić Was z tym ;)
Nie zapominajcie wbijać na Insta Inspirejsów ---> [link]
Do następnego :*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz