czwartek, 19 maja 2016

37. Chwila dla siebie

Nic mnie tak nie uspokaja jak jazda na rolkach. Kiedy mam ciśnienie, idę pojeździć i po chwili całe napięcie ze mnie uchodzi. Skupiam się, żeby nie wywalić na zabójczo popękanych chodnikach w parku w Alei Miast Partnerskich, na muzyce w słuchawkach i gdzieś tam w tle na swoich problemach. Ale zawsze wtedy przychodzą mi do głowy rozwiązania, które być może nie były by tak oczywiste, gdybym siedziała w domu i rozmyślała, patrząc w ścianę.
Ostatnio na poetykę z elementami literaturoznawstwa miałam za zadanie napisać tekst epiczny, liryczny i dramatyczny o dowolnej rzeczy, przedmiocie. Długo się zastanawiałam, o czym bym mogła napisać, aż wpadłam na pomysł kubka z kawą. Umawiając się ze znajomym mówimy „pójdźmy na kawę”. Wiele osób nie wyobraża sobie poranka bez gorącej, aromatycznej „małej czarnej”. Czasami ta chwila przy kubku czy filiżance jest jedynym momentem na odetchnięcie, zatrzymanie się.
Nad wszystkim tym zastanawiałam się podczas ostatniej jazdy. Po powrocie usiadłam i napisałam krótkie opowiadanie na zajęcia. W związku z tym przyszło mi do głowy kilka konkluzji na temat tego, ile tak naprawdę robimy dla siebie. Staramy się za wszelką cenę zadowolić innych, wszystko robimy pod publikę, a gdy zostajemy sami… mamy poczucie pustki. Ogarnia nas samotność i głęboki smutek. Bo póki jesteśmy w towarzystwie potrafimy udawać, że jest ok. Przed samym sobą się nie da.
W natłoku obowiązków nie potrafimy znaleźć dla siebie malutkiej chwili na to co naprawdę lubimy. Na wypicie filiżanki dobrej herbaty, na zabawę z psem, na spacer. W głowie migają nam ciągle cyferki, daty, sprawy do załatwienia. A gdzie w tym wszystkim my? Gdzie chwila wytchnienia?
Dużo rozmawiam z Sonią odkąd jest w Lublinie. Sonia jest dla mnie uosobieniem odpowiedzialności i umiejętności radzenia sobie ze swoim życiem. Nie da się wszystkiego kontrolować, ale można brać sprawy w swoje ręce i pruć do przodu – tak mi powtarza siostra. Ale w tym szaleńczym biegu po sukces nie możesz zapominać o sobie – dodaje. Siłą rzeczy miała zawsze dużo czasu dla siebie. Mieszkała sama, nie wychodziła z nikim, więc poświęcała ten czas na przyjemności. Odkąd mieszka z Mikołajem ma ciągle zajęcie – gotuje, szuka pracy, zwiedza Lublin. Wpada do mnie na uczelnię, planuje swoją przyszłość, urządza mieszkanie. Wynajęli z Mikołajem mieszkanie i przewieźli już większość rzeczy, ze zwierzętami Soni na czele. Mój brat był w szoku, gdy dowiedział się, że całe rodzeństwo Szklarskich znowu będzie mieszkać blisko siebie. Na dodatek przez wakacje będę mieszkała z siostrą, bo się uparła, że bez sensu wynajmować pokój u obcych. Także z nią układało mi się dobrze. Gorzej z Olkiem.
Po tamtej awanturze nie odezwał się do końca wieczoru. Ja po piwie z Sonią napisałam mu SMS-a na dobranoc, ale odpisał mi sucho, bez żadnych buziaków. Uznałam, że potrzebuje czasu i dałam mu spokój. Następnego dnia nie odezwał się w ogóle. Nie mogłam sobie znaleźć miejsca, łaziłam z kąta w kąt i wkurzałam tym Monikę.
- Nie możesz do niego zadzwonić? Albo ruszyć dupę i do niego iść?
- Nie wiem, czy chce mnie widzieć.
- Nie dowiesz się, dopóki tego nie sprawdzisz.
Wiem, że miała rację. Wiem też, że to ja byłam winna, ale nie potrafiłam się do tego przyznać. Dlatego czekałam.
W poniedziałek nie wytrzymałam i po południu do niego poszłam. Zapukałam cicho i weszłam do pokoju. Siedział przy laptopie ze słuchawkami na uszach, a gdy mnie zobaczył, jego twarz rozjaśniała i natychmiast je zdjął.
- Cześć – powiedziałam nieśmiało.
- Hej, maleńka – zamknął mnie w ramionach.
Poczułam w oczach łzy. Dwa dni bez niego to była katorga. Teraz wszystko było na swoim miejscu.
- Przepraszam – szepnęłam.
- W końcu – zaśmiał się, nie wypuszczając mnie z rąk.
Staliśmy tak chwilę, aż postanowił mnie pocałować. Złapał zdecydowanie w dłonie moją twarz i złożył na moich ustach gorący pocałunek.
- Nigdy więcej nie nie odzywaj się tak długo – powiedział stanowczo.
- Przepraszam – powtórzyłam.
- Jesteście ohydni – usłyszeliśmy z głębi pokoju. To Julek.
- Stary, myślałem, że cię nie ma!
- Spałem ok? A wy skończcie te słodkości, bo się porzygam! – Nakrył się kołdrą.
Zaśmialiśmy się.
- Daj mi chwilę i pójdziemy się przejść.
- Dlaczego milczałeś tyle czasu? – Zapytałam, gdy byliśmy już na dworze.
- Myślisz, że tylko ty potrafisz być uparta? Chciałem sprawdzić, ile ci zajmie droga do mnie.
- Trochę czekałeś…
- Myślałem, że oszaleję i sam do ciebie pójdę, ale postanowiłem twardo, że nie tym razem. Musisz się, Majka, nauczyć przyznawać do winy. Ja nie będę ci zawsze ustępował.
- Wiem, masz rację. Dogadałam się z Sonią. Przegięłam wtedy i jest mi naprawdę głupio. Tym bardziej, że ona wcale nie chce mi zabrać mojego życia.
- Szybko do tego doszłaś, brawo. Ty sobie ubzdurałaś i się tego trzymałaś. Nie wiem, skąd twoja mała wiara w ludzi…

Ja też nie…
fot. Sandra Czarniecka
~ * ~
Dzisiaj tak krótko i zwięźle, żeby zachować ciągłość wpisów. W końcu doszłam do wniosku, że nie muszę się rozwodzić nad czymś na trzy strony, tylko mogę zasiać ziarno zwątpienia i zostawić Was z tym ;)
Nie zapominajcie wbijać na Insta Inspirejsów ---> [link]
Do następnego :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz