Bardzo
ciekawił mnie związek Karoliny i Wojtka. Byli nietypową parą, taką, którą ja
bym chciała tworzyć z facetem. On mówił o niej, jakby była ósmym cudem świata,
a ona o nim w taki sposób, jakby miała się za chwilę roztopić. Bardzo się
kochali i nigdy nie doszły mnie słuchy o żadnej kłótni. Wiem, że nie spotykają
się codziennie, bo studiują na różnych wydziałach, ale jak już się widzą, to
nie muszą robić niczego specjalnego, żeby być szczęśliwi. To może się wydawać wręcz
nierealne, ale tak jest. Łączy ich naprawdę głębokie, prawdziwe uczucie.
Dlatego
postanowiłam poznać ich historię. Wojtek nie lubił mówić za dużo, więc postanowiłam
zapytać Karolinę, a on mógłby tylko dopowiedzieć mi parę szczegółów. Karo
zgodziła się od razu i umówiłyśmy się na sobotę w jej mieszkaniu.
Był
słoneczny dzień, więc poszłam do niej pieszo. Karolina przywitała mnie ciepło, zrobiła
gorącą herbatę z imbirem i poczęstowała mnie domowymi ciastkami. Uśmiechnęła
się czule, gdy powiedziała, że nazajutrz ma przyjść Wojtek, który uwielbia
korzenne ciasteczka.
Wojtek bardzo mi
w życiu pomógł. Tkwiłam w toksycznym związku, paliłam, czasem ćpałam. Nie
akceptowałam siebie, byłam bliska bulimii. On wyciągnął mnie na powierzchnię zanim
sięgnęłam dna.
Podczas moich
pierwszych Juwenaliów poznałam Borysa – gitarzystę jednego z mało popularnych
zespołów. Wypatrzył mnie pod sceną. Podczas występu śpiewał, patrząc co chwila na
mnie. Przy dawaniu autografu dał mi numer telefonu, adres i numer pokoju w
hotelu. Spodobał mi się, więc cała w skowronkach, nie myśląc w ogóle o
konsekwencjach, poszłam tam. Na początku nie chciał wiele. Poczęstował mnie
winem i słonymi orzeszkami ziemnymi – ma na ich punkcie obsesję. Prawił mi
komplementy, głaskał po ramionach, przytulał, ale nie natarczywie, a potem
grzecznie odprowadził do mieszkania. Pocałował mnie w policzek i zapytał, czy
jeszcze się spotkamy. Był ode mnie 9 lat starszy, ale mi to nie przeszkadzało.
Miał zostać w mieście trzy dni, więc umówiłam się na następny wieczór.
Przy drugim
spotkaniu w hotelu zaczął się powoli do mnie dobierać, ale go powstrzymałam.
Niechętnie, ale mnie zostawił. Następnego wieczoru powiedział wprost, że albo
się bzykam, albo mogę już iść. Byłam przerażona, ale on złagodniał, zaczął mnie
delikatnie całować, przepraszać i tulić. Ze łzami w oczach zgodziłam się na
seks. Pierwszy raz miałam już dawno za sobą, więc stwierdziłam, że nie mam nic
do stracenia.
Borys w łóżku
był fantastyczny. Nie zachowywał się brutalnie, był delikatny, a ja odebrałam
to jako manifest uczuć do mnie. Ale na koniec pocałował mnie tylko i poszedł
pod prysznic. Zrozumiałam aluzję i wyszłam.
Nie dzwonił przez
kolejny miesiąc. Na pewno miałaś taką sytuację, kiedy każdy SMS sprawiał, że
twoje serce szybciej biło, bo myślałaś, że to on. Niestety, przez bite 28 dni
nie doczekałam się żadnego znaku życia. Powiesz, że mogłam sama zadzwonić. Nie,
nie mogłam. Moja duma mi na to nie pozwalała, choć byłabym na jego skinienie.
Gdy w końcu się odezwał, chciał tylko jednego: żebym przyjechała na jego
koncert w Zamościu, a potem, żebyśmy spotkali się w hotelu. Był niesamowicie
szczery i prostolinijny. Walił prosto z mostu, o co mu chodzi i to też w pewien
sposób mi imponowało. Poza tym wyobrażałam sobie, że muszę być dobra, skoro
chce się nadal ze mną spotykać, nawet w jednym celu. Oczywiście pojechałam i
znowu się z nim przespałam. Tym razem pozwolił mi zostać na noc, bo nie chciał,
żebym wracała po nocy.
Wtedy pierwszy
raz zwrócił mi uwagę, że powinnam schudnąć. Nie byłam gruba. Zawsze myślałam,
że mam wagę idealną. Bardzo się tym przejęłam. Przed rozstaniem obiecał mi, że
zadzwoni, jak tylko będzie gdzieś w pobliżu, albo będzie miał parę dni wolnego,
żeby przyjechać do mnie. Ja głupia, zamiast zacząć ćwiczyć i odżywiać się
zdrowo, głodziłam się. Potrafiłam nic nie jeść przez cały dzień, pić tylko
wodę. Następnego dnia byłam tak głodna, że jadłam wszystko, co mi w ręce
wpadło. Gdy wyrzuty sumienia nie dawały mi spokoju – wymiotowałam. Nie zdarzało
się to często, ale jednak. Zaczęłam też palić papierosy, a przy naszych
spotkaniach nawet haszysz.
Wyobrażasz
sobie, że to trwało dwa lata? Znajomi nie mieli pojęcia, co się ze mną dzieje,
próbowali interweniować, ale ich zlewałam. Nie wiedzieli o Borysie, ale
widzieli, jak wyglądam, a moje współlokatorki często słyszały, jak płaczę w
nocy. Byłam w totalnym dole. Uważałam się za najpaskudniejszą dziewczynę na świecie,
brzydziłam się swojego wyglądu i tego, co robię. Ale Borys mną tak zawładnął,
że nie miałam wyboru, musiałam to ciągnąć.
W tamtym roku
moja współlokatorka Matylda znalazła pracę w hotelu w Szklarskiej Porębie i
szukała kogoś, kto pojechałby z nią, oczywiście też do pracy. W tym czasie
dowiedziałam się o innych „panienkach na telefon” Borysa i byłam załamana.
Tłukłam głową w ścianę, że byłam taka głupia, że mu wierzyłam. Uwierz mi,
dosłownie! Potem miałam siniaki na czole. Matylda wiedziała, że jest ze mną
bardzo źle i bardzo naciskała, żebym pojechała z nią. Argumentowała, że
odpocznę, że poznam nowe miejsce, ruszę się z tego Lublina, który ostatnio źle
na mnie działał. To nie Lublin źle na mnie wpływał, tylko pewien dupek, który niszczył
mi życie. Ale tego przecież nie wiedziała. W końcu się zgodziłam. Nie miałam
nic do stracenia.
Wszystko było
zaplanowane, ale jak to w życiu bywa, musiało się rozwalić. Babcia Matyldy
miała poważną operację i wnuczka musiała się do niej przeprowadzić na wakacje.
Szukałyśmy kogoś na jej miejsce, ale było to trudne, bo został tydzień do
wyjazdu i wszyscy albo mięli już coś zaplanowane, albo nie chcieli wyjeżdżać na
dwa miesiące. Byłyśmy w kropce. Wtedy pojawił się Wojtek. Matylda znała go z
pierwszego roku, z czasów, kiedy jeszcze mieszkała w akademiku. Zaoferował się,
bo nie miał konkretnych planów na wakacje, a praca by mu się przydała. Nie
znaliśmy się dobrze, więc trochę nie było mi to w smak, ale uznałam, że nie
musimy się zaprzyjaźnić. Będziemy mieszkać w osobnych pokojach, spotykać się tylko
w pracy, dam radę.
W drodze
pociągiem do Szklarskiej zamieniliśmy może z parę zdań i to tylko o podróży. „Ile
jeszcze?” i takie tam. Natomiast na miejscu przeżyliśmy szok – mieliśmy
mieszkać w jednym pokoju. Spojrzeliśmy po sobie i niemal krzyknęłam „Słucham?”.
Szefowa patrzyła na nas zmieszana i zapytała, czy nie jesteśmy parą. Ja z
oburzeniem odpowiedziałam, że nie. Tłumaczyła się, że musiała dostać błędne
informacje, albo coś źle zrozumiała, bo najpierw miały być dwie dziewczyny, a
potem para.
- Przykro mi,
ale nie mogę wam udostępnić dwóch pokoi.
Zawiesiłam
głowę. „Żegnaj, mój spokoju! Do widzenia, samotności! Trzymajcie się ciepło!”. Oczywiście
przesadzałam z dramatyzmem, ale pamiętaj, że byłam w strasznym stanie
psychicznym i nawet drobnostki mnie przesadnie wkurzały czy dołowały.
- W porządku,
poradzimy sobie jakoś – oznajmił za nas dwoje Wojtek. Spojrzałam na niego
wściekła, a on się lekko uśmiechnął, wzruszył ramionami i poprosił szefową o
wskazanie pokoju. Ta odetchnęła z ulgą, spojrzała jeszcze kontrolnie na mnie i
ruszyła się z miejsca.
Pokój nie był
duży, ale taki w sam raz, żeby mieszkały w nim dwie, niemające ze sobą nic
wspólnego osoby. Drzwi się za nami zamknęły, a my patrzyliśmy przed siebie w
milczeniu. Po dwóch stronach okna stały łóżka. Przy obu były szafki nocne.
Przed tym po prawej stała szafa, a przed tym po lewej – biurko i taka
niby-toaletka z lustrem i szafką na buty. Po lewej stronie od drzwi była wnęka
na walizki i drzwi do łazienki. Łazienka była nawet spora, oprócz prysznica,
toalety i umywalki mieściły się w niej jeszcze dwie szafki na kółkach.
- Poradzimy
sobie – odezwał się w końcu, ale wyczułam w jego głosie wątpliwość. – Obiecuję
stwarzać jak najwięcej sytuacji, żebyś mogła być sama. Będę schodził do
świetlicy, czy gdzieś indziej. Zobaczę, co tu jest. Więc się nie martw.
- Nie martwię
się – wzruszyłam ramionami. – I nie wygłupiaj się, obydwoje mamy takie samo
prawo do tego pokoju i czasu spędzanego w nim. Zajmuję to – wskazałam na łóżko
za szafą i ruszyłam w jego stronę. Usiadłam na nim i spojrzałam na mojego
towarzysza.
- Ok – uśmiechnął się i usiadł na swoim.
Nasze milczenie
przerwało ciche pukanie do drzwi.
- Proszę –
odezwaliśmy się jednocześnie.
Do pokoju weszła
szefowa z ręcznikami. Położyła je na biurku i przeprosiła, że tak wyszło z
pokojem, ale nie ma innej możliwości. Tym razem to ja ją zapewniłam, że sobie
poradzimy. Zaprosiła nas na obiadokolację i rozmowę o szczegółach naszej pracy.
Oboje mieliśmy
być kelnerami i jedyne, co nas interesowało to obsługa gości. Napiwki mieliśmy
albo dzielić między siebie na pół, albo według faktycznego zarobku, to była już
nasza sprawa. Nie wiem dlaczego, ale Wojtek nie chciał podejmować żadnej
decyzji za nas dwoje. No, oprócz tej z pokojem. Z napiwkami ja zdecydowałam, że
niech będzie pół na pół, bo nie ma sensu bawić się w jakieś osobne puszki. Nie
odezwał się też w sprawie sprzątania sali, więc znowu ja podjęłam decyzję, że
raz on myje ją po zamknięciu, a raz ja.
Pierwszego
wieczoru, po obiadokolacji, wybrałam się na samotny spacer. Oznajmiłam to Wojtkowi,
żeby w razie czego wiedział mniej więcej, gdzie mnie szukać. W końcu mieliśmy
tak jakby żyć razem przez najbliższe dwa miesiące, więc musieliśmy się
komunikować i w pewnym sensie o siebie dbać. Oczywiście pierwsze, co zrobiłam, to
kupiłam paczkę papierosów. Nie mogłam palić w hotelu i sama ta myśl mnie
przerażała. Nie można mi było oczywiście palić też podczas pracy, bo goście nie
chcą czuć smrodu od kelnerów. Przeżywałam to wewnętrznie, paląc papierosa za
papierosem, aż zrobiło się zupełnie ciemno i postanowiłam wracać.
Wojtek leżał już
w łóżku i czytał książkę. Gdy mnie zobaczył, odłożył ją i podniósł się do
pozycji siedzącej.
- Nie
wiedziałem, które półki chcesz zająć w szafie, więc nie rozpakowałem się.
Zrobisz to jutro?
Spojrzałam na
niego zdziwiona, jakbym pierwszy raz go w życiu widziała.
- Dlaczego mi
się podporządkowujesz?
- Byłaś pierwsza
i jestem wdzięczny, że mogłem z tobą przyjechać. Nie chcę ci wchodzić w drogę –
oznajmił i popatrzył na mnie wyczekująco. Odpowiedziałam tylko „ok”, a on
wrócił do lektury.
Dobrze nam się
razem „żyło”. Poza pracą niewiele ze sobą rozmawialiśmy, chodziliśmy raczej
własnymi ścieżkami. Ja wolałam siedzieć w pokoju albo wyjść tylko na papierosa,
tymczasem Wojtek w wolnych chwilach mnóstwo czytał albo łaził po górach czy
zwiedzał miasto. Byłam pełna podziwu, że mu się chce. Któregoś razu mu o tym
powiedziałam, a on odpowiedział, że nie chce zmarnować ani jednego dnia na
nicnierobienie. Potem zaczął się gęsto tłumaczyć, że oczywiście nie chodzi mu o
mnie, że szanuje, że jestem zmęczona po pracy, albo mi się nie chce. Gdybym mu
nie przerwała, chyba by nie skończył.
W
tej chwili zamilkła. Uśmiechała się tylko do siebie. Myślę, że wtedy nastąpił
jakiś przełom między nimi, tak przynajmniej odczytałam z jej wyrazu twarzy.
Zawsze mówiła o Wojtku ciepło, ale w tej chwili cieplej się już nie dało.
Czasem się
zastanawiam, w którym momencie się w nim zakochałam. Nie mogę sobie tego
przypomnieć, a chciałabym. Opowiadałabym naszym dzieciom: „wiecie, kochani, i
właśnie w tym momencie mamusia poczuła, że wasz tatuś jest jedynym mężczyzną,
który może ją uszczęśliwić”. Niestety, nie pamiętam. Ale wróćmy do historii.
Któregoś dnia
poszliśmy razem do marketu. Nie wiem, jak to się stało, pewnie któreś z nas
powiedziało, że się tam wybiera, a drugie też postanowiło pójść. W każdym razie
wtedy rozmawialiśmy już nieco więcej. Wtedy usłyszałam, że ktoś mnie woła.
Odwróciłam się i ujrzałam Borysa. Roześmiany szedł w moją stronę z otwartymi
ramionami. Zamarłam, a gdy do mnie podszedł, odsunęłam się i nie dałam
przytulić.
- Tęskniłem –
powiedział.
- Co tu robisz i
czego chcesz?
- Chciałem się z
tobą zobaczyć. Nie odpowiadasz na telefony, SMS-y, bałem się, że coś się stało.
Na szczęście wstawiłaś to zdjęcie na Instagrama z lokalizacją hotelu.
- Czego ode mnie
chcesz? Seksu? Masz swoje koleżanki, więc daj mi spokój.
Zapomniałam
przez chwilę, że Wojtek przygląda się całej scenie. Wzrok Borysa mi o tym
przypomniał, ale nie obchodziło mnie to. Nie chciałam zostać z nim sam na sam.
- My chyba
musimy już iść – powiedział Wojtek, złapał mnie za łokieć i chciał odciągnąć,
ale Borys stanął mu na drodze.
- Masz jakiś
problem, chłopcze? – Wysyczał, niebezpiecznie zbliżając swoją twarz do jego.
- Zostaw go –
powiedziałam, ale obaj mnie zignorowali.
- Nie, ale ty go
zaraz możesz mieć – nie został mu dłużny Wojtek.
Chyba obydwoje z
Borysem byliśmy w takim samym szoku. On szybciej się otrząsnął.
- Co powiedziałeś?
– Zaśmiał się gorzko. – Straszysz mnie. No, to dawaj – odepchnął mnie tak, że
prawie upadłam i stanął, gotowy do walki. – Uderz mnie.
Wojtkowi nie
trzeba było dwa razy powtarzać. Nie przewidział tylko, że jego rywal uchyli się
przed ciosem i zaatakuje. Upadł na trawnik, a ja zaczęłam wrzeszczeć. Wtedy
jakiś pan, dwa razy większy od ich dwóch razem wziętych, podbiegł do nas i
popchnął Borysa. Kazał mu spieprzać, inaczej rozkwasi mu ryj. Borys oszacował
swoje szanse, w końcu uniósł ręce w geście poddania się i poszedł. Klęknęłam
przy Wojtku, krew leciała mu z nosa. Zaczęłam wylewnie dziękować facetowi,
który nam pomógł, a on zapewniał, że nie ma za co. Okazało się, że to jakiś
nasz klient i kojarzył Wojtka. Pomógł mi go podnieść i sami wróciliśmy do
hotelu.
Cały tydzień
musiałam pracować sama na sali, a Wojtek na kuchni, bo miał takie limo, że
klienci prędzej by się go wystraszyli, niż poprosili o coś do picia.
Powiedziałam na osobności szefowej, o co mniej więcej chodziło i od tamtej pory
patrzyła na Wojtka z istnym zachwytem. Zresztą nie tylko ona. Sama byłam pełna
podziwu dla niego. Opatrzyłam go i dbałam każdego dnia, upewniając się po sto
razy, czy czegoś nie chce.
W końcu któregoś
wieczoru, po kolejnym pytaniu, czy czegoś nie potrzebuje, trochę się zirytował,
ale bardziej się śmiał, że nie muszę mu usługiwać, że przeze mnie nie może
zapomnieć o sprawie. Pamiętam, że usiadłam z westchnieniem na łóżku i decyzja o
opowiedzeniu mu prawdy o sobie zapadła w ciągu sekundy. Powiedziałam mu
wszystko, od samego początku, jak tobie przed chwilą. Był świetnym słuchaczem,
nie zadawał żadnych pytań, bał się nawet westchnąć, żeby mi tylko nie przerwać.
Unikałam jego wzroku, bo było mi głupio. Nie wiem, czy bardziej tego, co
przeżyłam, czy, że w ogóle mu o tym opowiadam. W którymś momencie moich
zwierzeń zaczęłam płakać. Nie robiłam tego od dawna, przynajmniej od przyjazdu
do Szklarskiej. Ale płacz oczyszcza. Szczególnie w takich momentach. Wypłaczesz
się, wyszlochasz i nagle masz jakiś jaśniejszy obraz na wszystko. Wojtek wtedy
natychmiast się podniósł i bez słowa mnie przytulił. Pozwolił nadal użalać się
nad sobą, ale przyniósł mi pocieszenie głaskaniem po głowie i tuleniem. W końcu
powiedział, że nie jestem paskudna, że każdy się gubi w życiu, ale muszę
odnaleźć dobrą ścieżkę. Chyba nie powiedział nic więcej. Tego też niestety nie
pamiętam. Pamiętam, że bardzo szybko usnęłam, a on do końca siedział przy moim
łóżku i głaskał mnie po głowie.
Rano wstałam i…
-Przepraszam.
Zadzwonił
telefon Karoliny. Odebrała, chwilę posłuchała i spojrzała zmartwiona na mnie.
-
Jasne, zaraz będę. Yhm… Nie ma sprawy. Dobra, rozliczymy się – zaśmiała się. –
No, to do zobaczenia – rozłączyła się. – Maja, bardzo mi przykro, ale musimy
dokończyć innym razem. Koleżanka ma ważny projekt na jutro, a jest chora i
muszę koniecznie jej pomóc, inaczej nie zaliczy przedmiotu.
-
Spoko, rozumiem. Kiedy możemy się spotkać? – Wstałam i Karo zrobiła to samo.
-
Kurczę, w tym tygodniu to nie wiem… Jutro przychodzi Wojtek, w tygodniu mam
kocioł…
-
Nie ma sprawy, przyjdę za tydzień.
-
Nie będzie to duży problem?
-
Daj spokój, napiszę o czymś innym, a waszą historię zostawię na później –
uśmiechnęłam się ciepło.
-
Dam ci znać, jeśli znalazłabym czas wcześniej. Wtedy spotkamy się gdzieś na
mieście, u mnie, albo u ciebie.
-
Ok, tak się umówmy. Dziękuję, że podzieliłaś się ze mną waszą historią.
-
Spokojnie, najlepsze jeszcze przed tobą – roześmiała się, a ja ją przytuliłam.
– Możesz zapytać się jeszcze Wojtka o coś, ale wątpię, żeby był bardzo wylewny.
-
Dlatego napisałam do ciebie.
Karo
wyszła ze mną i pod klatką pożegnałyśmy się i rozstałyśmy.
Całą
drogę myślałam o nich. W głowie pojawiały mi się pierwsze szkice opowiadania,
ale najbardziej nie mogłam się doczekać ciągu dalszego.
![]() |
| fot. Sandra Czarniecka |
~ * ~
Hej! Hej! :) W końcu światło dzienne ujrzała historia pisana w Szklarskiej Porębie w wakacje. :) Mam nadzieję, że Wam się podoba, bo mi (nieskromnie) bardzo! :D Chciałabym w tym miejscu bardzo podziękować Justynie za najbardziej wnikliwą korektę, jaką kiedykolwiek miałam :D
Za tydzień druga część opowieści o Karolinie i Wojtku. :)
Trzymajcie się! :)
Za tydzień druga część opowieści o Karolinie i Wojtku. :)
Trzymajcie się! :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz