wtorek, 8 grudnia 2015

14. Karolina i Wojtek cz. I



Bardzo ciekawił mnie związek Karoliny i Wojtka. Byli nietypową parą, taką, którą ja bym chciała tworzyć z facetem. On mówił o niej, jakby była ósmym cudem świata, a ona o nim w taki sposób, jakby miała się za chwilę roztopić. Bardzo się kochali i nigdy nie doszły mnie słuchy o żadnej kłótni. Wiem, że nie spotykają się codziennie, bo studiują na różnych wydziałach, ale jak już się widzą, to nie muszą robić niczego specjalnego, żeby być szczęśliwi. To może się wydawać wręcz nierealne, ale tak jest. Łączy ich naprawdę głębokie, prawdziwe uczucie.
Dlatego postanowiłam poznać ich historię. Wojtek nie lubił mówić za dużo, więc postanowiłam zapytać Karolinę, a on mógłby tylko dopowiedzieć mi parę szczegółów. Karo zgodziła się od razu i umówiłyśmy się na sobotę w jej mieszkaniu.
Był słoneczny dzień, więc poszłam do niej pieszo. Karolina przywitała mnie ciepło, zrobiła gorącą herbatę z imbirem i poczęstowała mnie domowymi ciastkami. Uśmiechnęła się czule, gdy powiedziała, że nazajutrz ma przyjść Wojtek, który uwielbia korzenne ciasteczka.

Wojtek bardzo mi w życiu pomógł. Tkwiłam w toksycznym związku, paliłam, czasem ćpałam. Nie akceptowałam siebie, byłam bliska bulimii. On wyciągnął mnie na powierzchnię zanim sięgnęłam dna.
Podczas moich pierwszych Juwenaliów poznałam Borysa – gitarzystę jednego z mało popularnych zespołów. Wypatrzył mnie pod sceną. Podczas występu śpiewał, patrząc co chwila na mnie. Przy dawaniu autografu dał mi numer telefonu, adres i numer pokoju w hotelu. Spodobał mi się, więc cała w skowronkach, nie myśląc w ogóle o konsekwencjach, poszłam tam. Na początku nie chciał wiele. Poczęstował mnie winem i słonymi orzeszkami ziemnymi – ma na ich punkcie obsesję. Prawił mi komplementy, głaskał po ramionach, przytulał, ale nie natarczywie, a potem grzecznie odprowadził do mieszkania. Pocałował mnie w policzek i zapytał, czy jeszcze się spotkamy. Był ode mnie 9 lat starszy, ale mi to nie przeszkadzało. Miał zostać w mieście trzy dni, więc umówiłam się na następny wieczór.
Przy drugim spotkaniu w hotelu zaczął się powoli do mnie dobierać, ale go powstrzymałam. Niechętnie, ale mnie zostawił. Następnego wieczoru powiedział wprost, że albo się bzykam, albo mogę już iść. Byłam przerażona, ale on złagodniał, zaczął mnie delikatnie całować, przepraszać i tulić. Ze łzami w oczach zgodziłam się na seks. Pierwszy raz miałam już dawno za sobą, więc stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia.
Borys w łóżku był fantastyczny. Nie zachowywał się brutalnie, był delikatny, a ja odebrałam to jako manifest uczuć do mnie. Ale na koniec pocałował mnie tylko i poszedł pod prysznic. Zrozumiałam aluzję i wyszłam.
Nie dzwonił przez kolejny miesiąc. Na pewno miałaś taką sytuację, kiedy każdy SMS sprawiał, że twoje serce szybciej biło, bo myślałaś, że to on. Niestety, przez bite 28 dni nie doczekałam się żadnego znaku życia. Powiesz, że mogłam sama zadzwonić. Nie, nie mogłam. Moja duma mi na to nie pozwalała, choć byłabym na jego skinienie. Gdy w końcu się odezwał, chciał tylko jednego: żebym przyjechała na jego koncert w Zamościu, a potem, żebyśmy spotkali się w hotelu. Był niesamowicie szczery i prostolinijny. Walił prosto z mostu, o co mu chodzi i to też w pewien sposób mi imponowało. Poza tym wyobrażałam sobie, że muszę być dobra, skoro chce się nadal ze mną spotykać, nawet w jednym celu. Oczywiście pojechałam i znowu się z nim przespałam. Tym razem pozwolił mi zostać na noc, bo nie chciał, żebym wracała po nocy.
Wtedy pierwszy raz zwrócił mi uwagę, że powinnam schudnąć. Nie byłam gruba. Zawsze myślałam, że mam wagę idealną. Bardzo się tym przejęłam. Przed rozstaniem obiecał mi, że zadzwoni, jak tylko będzie gdzieś w pobliżu, albo będzie miał parę dni wolnego, żeby przyjechać do mnie. Ja głupia, zamiast zacząć ćwiczyć i odżywiać się zdrowo, głodziłam się. Potrafiłam nic nie jeść przez cały dzień, pić tylko wodę. Następnego dnia byłam tak głodna, że jadłam wszystko, co mi w ręce wpadło. Gdy wyrzuty sumienia nie dawały mi spokoju – wymiotowałam. Nie zdarzało się to często, ale jednak. Zaczęłam też palić papierosy, a przy naszych spotkaniach nawet haszysz.
Wyobrażasz sobie, że to trwało dwa lata? Znajomi nie mieli pojęcia, co się ze mną dzieje, próbowali interweniować, ale ich zlewałam. Nie wiedzieli o Borysie, ale widzieli, jak wyglądam, a moje współlokatorki często słyszały, jak płaczę w nocy. Byłam w totalnym dole. Uważałam się za najpaskudniejszą dziewczynę na świecie, brzydziłam się swojego wyglądu i tego, co robię. Ale Borys mną tak zawładnął, że nie miałam wyboru, musiałam to ciągnąć.
W tamtym roku moja współlokatorka Matylda znalazła pracę w hotelu w Szklarskiej Porębie i szukała kogoś, kto pojechałby z nią, oczywiście też do pracy. W tym czasie dowiedziałam się o innych „panienkach na telefon” Borysa i byłam załamana. Tłukłam głową w ścianę, że byłam taka głupia, że mu wierzyłam. Uwierz mi, dosłownie! Potem miałam siniaki na czole. Matylda wiedziała, że jest ze mną bardzo źle i bardzo naciskała, żebym pojechała z nią. Argumentowała, że odpocznę, że poznam nowe miejsce, ruszę się z tego Lublina, który ostatnio źle na mnie działał. To nie Lublin źle na mnie wpływał, tylko pewien dupek, który niszczył mi życie. Ale tego przecież nie wiedziała. W końcu się zgodziłam. Nie miałam nic do stracenia.
Wszystko było zaplanowane, ale jak to w życiu bywa, musiało się rozwalić. Babcia Matyldy miała poważną operację i wnuczka musiała się do niej przeprowadzić na wakacje. Szukałyśmy kogoś na jej miejsce, ale było to trudne, bo został tydzień do wyjazdu i wszyscy albo mięli już coś zaplanowane, albo nie chcieli wyjeżdżać na dwa miesiące. Byłyśmy w kropce. Wtedy pojawił się Wojtek. Matylda znała go z pierwszego roku, z czasów, kiedy jeszcze mieszkała w akademiku. Zaoferował się, bo nie miał konkretnych planów na wakacje, a praca by mu się przydała. Nie znaliśmy się dobrze, więc trochę nie było mi to w smak, ale uznałam, że nie musimy się zaprzyjaźnić. Będziemy mieszkać w osobnych pokojach, spotykać się tylko w pracy, dam radę.
W drodze pociągiem do Szklarskiej zamieniliśmy może z parę zdań i to tylko o podróży. „Ile jeszcze?” i takie tam. Natomiast na miejscu przeżyliśmy szok – mieliśmy mieszkać w jednym pokoju. Spojrzeliśmy po sobie i niemal krzyknęłam „Słucham?”. Szefowa patrzyła na nas zmieszana i zapytała, czy nie jesteśmy parą. Ja z oburzeniem odpowiedziałam, że nie. Tłumaczyła się, że musiała dostać błędne informacje, albo coś źle zrozumiała, bo najpierw miały być dwie dziewczyny, a potem para.
- Przykro mi, ale nie mogę wam udostępnić dwóch pokoi.
Zawiesiłam głowę. „Żegnaj, mój spokoju! Do widzenia, samotności! Trzymajcie się ciepło!”. Oczywiście przesadzałam z dramatyzmem, ale pamiętaj, że byłam w strasznym stanie psychicznym i nawet drobnostki mnie przesadnie wkurzały czy dołowały.
- W porządku, poradzimy sobie jakoś – oznajmił za nas dwoje Wojtek. Spojrzałam na niego wściekła, a on się lekko uśmiechnął, wzruszył ramionami i poprosił szefową o wskazanie pokoju. Ta odetchnęła z ulgą, spojrzała jeszcze kontrolnie na mnie i ruszyła się z miejsca.
Pokój nie był duży, ale taki w sam raz, żeby mieszkały w nim dwie, niemające ze sobą nic wspólnego osoby. Drzwi się za nami zamknęły, a my patrzyliśmy przed siebie w milczeniu. Po dwóch stronach okna stały łóżka. Przy obu były szafki nocne. Przed tym po prawej stała szafa, a przed tym po lewej – biurko i taka niby-toaletka z lustrem i szafką na buty. Po lewej stronie od drzwi była wnęka na walizki i drzwi do łazienki. Łazienka była nawet spora, oprócz prysznica, toalety i umywalki mieściły się w niej jeszcze dwie szafki na kółkach.
- Poradzimy sobie – odezwał się w końcu, ale wyczułam w jego głosie wątpliwość. – Obiecuję stwarzać jak najwięcej sytuacji, żebyś mogła być sama. Będę schodził do świetlicy, czy gdzieś indziej. Zobaczę, co tu jest. Więc się nie martw.
- Nie martwię się – wzruszyłam ramionami. – I nie wygłupiaj się, obydwoje mamy takie samo prawo do tego pokoju i czasu spędzanego w nim. Zajmuję to – wskazałam na łóżko za szafą i ruszyłam w jego stronę. Usiadłam na nim i spojrzałam na mojego towarzysza.
- Ok  – uśmiechnął się i usiadł na swoim.
Nasze milczenie przerwało ciche pukanie do drzwi.
- Proszę – odezwaliśmy się jednocześnie.
Do pokoju weszła szefowa z ręcznikami. Położyła je na biurku i przeprosiła, że tak wyszło z pokojem, ale nie ma innej możliwości. Tym razem to ja ją zapewniłam, że sobie poradzimy. Zaprosiła nas na obiadokolację i rozmowę o szczegółach naszej pracy.
Oboje mieliśmy być kelnerami i jedyne, co nas interesowało to obsługa gości. Napiwki mieliśmy albo dzielić między siebie na pół, albo według faktycznego zarobku, to była już nasza sprawa. Nie wiem dlaczego, ale Wojtek nie chciał podejmować żadnej decyzji za nas dwoje. No, oprócz tej z pokojem. Z napiwkami ja zdecydowałam, że niech będzie pół na pół, bo nie ma sensu bawić się w jakieś osobne puszki. Nie odezwał się też w sprawie sprzątania sali, więc znowu ja podjęłam decyzję, że raz on myje ją po zamknięciu, a raz ja.

Pierwszego wieczoru, po obiadokolacji, wybrałam się na samotny spacer. Oznajmiłam to Wojtkowi, żeby w razie czego wiedział mniej więcej, gdzie mnie szukać. W końcu mieliśmy tak jakby żyć razem przez najbliższe dwa miesiące, więc musieliśmy się komunikować i w pewnym sensie o siebie dbać. Oczywiście pierwsze, co zrobiłam, to kupiłam paczkę papierosów. Nie mogłam palić w hotelu i sama ta myśl mnie przerażała. Nie można mi było oczywiście palić też podczas pracy, bo goście nie chcą czuć smrodu od kelnerów. Przeżywałam to wewnętrznie, paląc papierosa za papierosem, aż zrobiło się zupełnie ciemno i postanowiłam wracać.
Wojtek leżał już w łóżku i czytał książkę. Gdy mnie zobaczył, odłożył ją i podniósł się do pozycji siedzącej.
- Nie wiedziałem, które półki chcesz zająć w szafie, więc nie rozpakowałem się. Zrobisz to jutro?
Spojrzałam na niego zdziwiona, jakbym pierwszy raz go w życiu widziała.
- Dlaczego mi się podporządkowujesz?
- Byłaś pierwsza i jestem wdzięczny, że mogłem z tobą przyjechać. Nie chcę ci wchodzić w drogę – oznajmił i popatrzył na mnie wyczekująco. Odpowiedziałam tylko „ok”, a on wrócił do lektury.

Dobrze nam się razem „żyło”. Poza pracą niewiele ze sobą rozmawialiśmy, chodziliśmy raczej własnymi ścieżkami. Ja wolałam siedzieć w pokoju albo wyjść tylko na papierosa, tymczasem Wojtek w wolnych chwilach mnóstwo czytał albo łaził po górach czy zwiedzał miasto. Byłam pełna podziwu, że mu się chce. Któregoś razu mu o tym powiedziałam, a on odpowiedział, że nie chce zmarnować ani jednego dnia na nicnierobienie. Potem zaczął się gęsto tłumaczyć, że oczywiście nie chodzi mu o mnie, że szanuje, że jestem zmęczona po pracy, albo mi się nie chce. Gdybym mu nie przerwała, chyba by nie skończył.

W tej chwili zamilkła. Uśmiechała się tylko do siebie. Myślę, że wtedy nastąpił jakiś przełom między nimi, tak przynajmniej odczytałam z jej wyrazu twarzy. Zawsze mówiła o Wojtku ciepło, ale w tej chwili cieplej się już nie dało.

Czasem się zastanawiam, w którym momencie się w nim zakochałam. Nie mogę sobie tego przypomnieć, a chciałabym. Opowiadałabym naszym dzieciom: „wiecie, kochani, i właśnie w tym momencie mamusia poczuła, że wasz tatuś jest jedynym mężczyzną, który może ją uszczęśliwić”. Niestety, nie pamiętam. Ale wróćmy do historii.
Któregoś dnia poszliśmy razem do marketu. Nie wiem, jak to się stało, pewnie któreś z nas powiedziało, że się tam wybiera, a drugie też postanowiło pójść. W każdym razie wtedy rozmawialiśmy już nieco więcej. Wtedy usłyszałam, że ktoś mnie woła. Odwróciłam się i ujrzałam Borysa. Roześmiany szedł w moją stronę z otwartymi ramionami. Zamarłam, a gdy do mnie podszedł, odsunęłam się i nie dałam przytulić.
- Tęskniłem – powiedział.
- Co tu robisz i czego chcesz?
- Chciałem się z tobą zobaczyć. Nie odpowiadasz na telefony, SMS-y, bałem się, że coś się stało. Na szczęście wstawiłaś to zdjęcie na Instagrama z lokalizacją hotelu.
- Czego ode mnie chcesz? Seksu? Masz swoje koleżanki, więc daj mi spokój.
Zapomniałam przez chwilę, że Wojtek przygląda się całej scenie. Wzrok Borysa mi o tym przypomniał, ale nie obchodziło mnie to. Nie chciałam zostać z nim sam na sam.
- My chyba musimy już iść – powiedział Wojtek, złapał mnie za łokieć i chciał odciągnąć, ale Borys stanął mu na drodze.
- Masz jakiś problem, chłopcze? – Wysyczał, niebezpiecznie zbliżając swoją twarz do jego.
- Zostaw go – powiedziałam, ale obaj mnie zignorowali.
- Nie, ale ty go zaraz możesz mieć – nie został mu dłużny Wojtek.
Chyba obydwoje z Borysem byliśmy w takim samym szoku. On szybciej się otrząsnął.
- Co powiedziałeś? – Zaśmiał się gorzko. – Straszysz mnie. No, to dawaj – odepchnął mnie tak, że prawie upadłam i stanął, gotowy do walki. – Uderz mnie.
Wojtkowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Nie przewidział tylko, że jego rywal uchyli się przed ciosem i zaatakuje. Upadł na trawnik, a ja zaczęłam wrzeszczeć. Wtedy jakiś pan, dwa razy większy od ich dwóch razem wziętych, podbiegł do nas i popchnął Borysa. Kazał mu spieprzać, inaczej rozkwasi mu ryj. Borys oszacował swoje szanse, w końcu uniósł ręce w geście poddania się i poszedł. Klęknęłam przy Wojtku, krew leciała mu z nosa. Zaczęłam wylewnie dziękować facetowi, który nam pomógł, a on zapewniał, że nie ma za co. Okazało się, że to jakiś nasz klient i kojarzył Wojtka. Pomógł mi go podnieść i sami wróciliśmy do hotelu.
Cały tydzień musiałam pracować sama na sali, a Wojtek na kuchni, bo miał takie limo, że klienci prędzej by się go wystraszyli, niż poprosili o coś do picia. Powiedziałam na osobności szefowej, o co mniej więcej chodziło i od tamtej pory patrzyła na Wojtka z istnym zachwytem. Zresztą nie tylko ona. Sama byłam pełna podziwu dla niego. Opatrzyłam go i dbałam każdego dnia, upewniając się po sto razy, czy czegoś nie chce.
W końcu któregoś wieczoru, po kolejnym pytaniu, czy czegoś nie potrzebuje, trochę się zirytował, ale bardziej się śmiał, że nie muszę mu usługiwać, że przeze mnie nie może zapomnieć o sprawie. Pamiętam, że usiadłam z westchnieniem na łóżku i decyzja o opowiedzeniu mu prawdy o sobie zapadła w ciągu sekundy. Powiedziałam mu wszystko, od samego początku, jak tobie przed chwilą. Był świetnym słuchaczem, nie zadawał żadnych pytań, bał się nawet westchnąć, żeby mi tylko nie przerwać. Unikałam jego wzroku, bo było mi głupio. Nie wiem, czy bardziej tego, co przeżyłam, czy, że w ogóle mu o tym opowiadam. W którymś momencie moich zwierzeń zaczęłam płakać. Nie robiłam tego od dawna, przynajmniej od przyjazdu do Szklarskiej. Ale płacz oczyszcza. Szczególnie w takich momentach. Wypłaczesz się, wyszlochasz i nagle masz jakiś jaśniejszy obraz na wszystko. Wojtek wtedy natychmiast się podniósł i bez słowa mnie przytulił. Pozwolił nadal użalać się nad sobą, ale przyniósł mi pocieszenie głaskaniem po głowie i tuleniem. W końcu powiedział, że nie jestem paskudna, że każdy się gubi w życiu, ale muszę odnaleźć dobrą ścieżkę. Chyba nie powiedział nic więcej. Tego też niestety nie pamiętam. Pamiętam, że bardzo szybko usnęłam, a on do końca siedział przy moim łóżku i głaskał mnie po głowie.
Rano wstałam i…
-Przepraszam.
Zadzwonił telefon Karoliny. Odebrała, chwilę posłuchała i spojrzała zmartwiona na mnie.
- Jasne, zaraz będę. Yhm… Nie ma sprawy. Dobra, rozliczymy się – zaśmiała się. – No, to do zobaczenia – rozłączyła się. – Maja, bardzo mi przykro, ale musimy dokończyć innym razem. Koleżanka ma ważny projekt na jutro, a jest chora i muszę koniecznie jej pomóc, inaczej nie zaliczy przedmiotu.
- Spoko, rozumiem. Kiedy możemy się spotkać? – Wstałam i Karo zrobiła to samo.
- Kurczę, w tym tygodniu to nie wiem… Jutro przychodzi Wojtek, w tygodniu mam kocioł…
- Nie ma sprawy, przyjdę za tydzień.
- Nie będzie to duży problem?
- Daj spokój, napiszę o czymś innym, a waszą historię zostawię na później – uśmiechnęłam się ciepło.
- Dam ci znać, jeśli znalazłabym czas wcześniej. Wtedy spotkamy się gdzieś na mieście, u mnie, albo u ciebie.
- Ok, tak się umówmy. Dziękuję, że podzieliłaś się ze mną waszą historią.
- Spokojnie, najlepsze jeszcze przed tobą – roześmiała się, a ja ją przytuliłam. – Możesz zapytać się jeszcze Wojtka o coś, ale wątpię, żeby był bardzo wylewny.
- Dlatego napisałam do ciebie.
Karo wyszła ze mną i pod klatką pożegnałyśmy się i rozstałyśmy.
Całą drogę myślałam o nich. W głowie pojawiały mi się pierwsze szkice opowiadania, ale najbardziej nie mogłam się doczekać ciągu dalszego.

fot. Sandra Czarniecka
~ * ~
Hej! Hej! :) W końcu światło dzienne ujrzała historia pisana w Szklarskiej Porębie w wakacje. :) Mam nadzieję, że Wam się podoba, bo mi (nieskromnie) bardzo! :D Chciałabym w tym miejscu bardzo podziękować Justynie za najbardziej wnikliwą korektę, jaką kiedykolwiek miałam :D
Za tydzień druga część opowieści o Karolinie i Wojtku. :)
Trzymajcie się! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz