Jak to jest, że z dnia na dzień twoje
życie może nagle zmienić się o sto osiemdziesiąt stopni? Wstajesz rano i nie
zdajesz sobie sprawy z tego, że to może dziś jest przełomowy dzień. Nic nigdy
tego nie zapowiada. To się po prostu dzieje.
To była niedziela, mikołajki. Siedziałam
właśnie przy laptopie, gdy zadzwonił Olek.
- Siemanko, co tam? – Przywitałam się
radośnie.
- Możesz zejść na dół? – Zapytał
poważnym tonem.
- Mogę, a coś się stało?
- Zejdź, proszę – głos mu się trochę
łamał.
- Zaraz będę.
Narzuciłam na siebie kurtkę, włożyłam
buty, nie zawracając sobie głowy sznurowaniem, i zbiegłam do kumpla.
- Co się stało? – Zapytałam, zanim
jeszcze do niego doszłam.
Olek bez słowa mocno mnie przytulił.
- Olek? Co jest?
- Zerwała ze mną.
- Co?! Dlaczego?
- Znalazła kogoś innego.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Mocno go
objęłam, a on położył mi głowę na ramieniu.
- Chodź, przejdziemy się – powiedziałam,
bo kilka dziewczyn przyglądało nam się z zainteresowaniem.
Po drodze wcale się nie odzywał. Miał
spuszczoną głowę i przygnębioną minę, a mi się serce krajało. Jego dziewczyna
studiowała w Warszawie. Byli razem od trzeciej gimnazjum i do tej pory nie
mieli żadnych kryzysów.
- Mogę coś dla ciebie zrobić? –
Zapytałam w końcu. – Chciałabym ci pomóc, ale nie mam pojęcia jak…
- Bądź ze mną. Po prostu mnie teraz nie
zostawiaj – jego piwne oczy zaszły łzami.
- Nie zostawię cię.
- I chcę orzeszki paprykowe. Dużo
orzeszków.
- Nie wzięłam kasy…
- Ja mam. Chodź do biedry.
Kupił cztery paczki naszych ulubionych
orzeszków i poszliśmy na ławkę, tę samą na której kiedyś słuchaliśmy muzyki. Jedliśmy
w milczeniu. Chciałam coś powiedzieć, pocieszyć go, ale wiedziałam, że to nie
pomoże. Żadne słowa nie pomogą przy rozstaniu.
- Chciałem jej się oświadczyć w naszą
rocznicę, wiesz? Byłem niemal pewien, że się zgodzi. Po studiach
zamieszkalibyśmy razem i wszystko ułożyłoby się pięknie. Przed wyjazdem kazała
mi przyrzec, że jej nie zostawię, a ona wykorzystała pierwszą lepszą okazję!
- Suka – syknęłam.
- Nie, to ja jestem idiotą. Mogłem iść
na studia do Warszawy, tak jak chciała.
- To nie twoja wina! To ona cię
zdradziła!
- A wiesz, jak się o tym dowiedziałem?
Od kumpla. Powiedział mi, że widział ją z tym kolesiem na imprezie i zapytał
mnie, czy już dawno ze sobą nie jesteśmy. Rozumiesz to?! A gdy do niej
zadzwoniłem nawet nie starała się zaprzeczyć, załagodzić sytuację. Powiedziała,
że to wyszło przypadkiem i nie chciała mnie skrzywdzić. Jak sobie teraz o tym
pomyślę, to mnie nosi! – Wstał i ze złości kopnął w ławkę.
- Olek, uspokój się! – Złapałam go za
ramię.
- Kochałem ją! Chciałem z nią spędzić
resztę życia! – Wyrwał się i ponownie się zamachnął.
- Wiem, słońce, uspokój się! – Udało mi
się go posadzić. – Pomyśl o tym w ten sposób: uwolniłeś się od zakłamanej suki.
A z tym gościem powinieneś się napić i podziękować mu, że to się nie stało po
ślubie.
Spojrzał na mnie ze złością.
- Żartujesz sobie z tego?
- Nie, w życiu! Ale pomyśl: wolałbyś,
żeby jej zdrady wyszły po zaręczynach czy nawet ślubie? Chyba lepiej że teraz odkryłeś
jaka jest, prawda?
Odwrócił głowę i spojrzał przed siebie.
- Nie zasługiwała na ciebie, skoro cię
zdradziła. Będzie tego żałowała, zobaczysz.
Nie odpowiedział, tylko nasypał sobie na
rękę orzeszków i zjadł całą garść na raz.
- Lepiej? – Zapytałam z nadzieją.
- Orzeszki mają magiczną moc –
odpowiedział, już prawie się uśmiechając.
- Widzisz? Nic tylko zajadać je całymi
garściami. A potem mieć biodra jak Nicki Minaj – nie wytrzymał i prychnął ze
śmiechu. – Juhu! Udało mi się!
- Jesteś kochana. Dzięki.
- Najlepsza na świecie! – Odrzuciłam
teatralnie włosy. – Gdzie znajdziesz drugą taką przyjaciółkę?
- Nie ma takiej drugiej – spojrzał na
mnie poważnie, a potem mnie objął. – Dziękuję.
- Nie dziękuj. Od tego są przyjaciele.
Trwaliśmy chwilę w uścisku.
- Posłuchamy NBT? – Zapytał i wypuścił
mnie z ramion.
- Oczywiście. Ich nigdy dość.
Przez następne pół godziny słuchaliśmy
naszego ulubionego zespołu. Olek bawił się bransoletką, którą miał na nadgarstku.
Wiedziałam, że jest od niej. W końcu ją zdjął i mi podał.
- Zrobisz coś z nią? Bo ja chyba nie
będę w stanie.
- Jasne – wzięłam plecionkę i schowałam
do kieszeni. – Albo mam pomysł – wyjęłam ją z powrotem i mu oddałam. – Trzymaj –
podałam mu zapalniczkę. – Czyń swą powinność.
Patrzył chwilę na oba przedmioty, jakby
się wahał. Jednak po chwili odpalił i przystawił sznurek.
- To naprawdę koniec – rzekł. - Dała mi
ją jak się poznaliśmy. Teraz to nie ma znaczenia.
Ponownie się do niego przytuliłam.
- Chodź – wstałam i pociągnęłam go za
sobą. – Przebiorę się i jedziemy na miasto.
- Nie, chyba wrócę do pokoju. Tobie też
nie zawracam już głowy.
Ruszyliśmy w stronę akademika. Złapałam
go pod ramię.
- Zwariowałeś? Ty jesteś ważniejszy niż
serial.
- Nie, poważnie. Powinienem się pouczyć.
- Uważaj, bo się będziesz uczył –
prychnęłam.
- To porobię coś innego.
- Na pewno?
- Tak, nie przejmuj się – cmoknął mnie w
skroń.
Było mi go strasznie szkoda, ale nie
chciałam naciskać. Chłopak musiał sam się z tym uporać. Pod akademikiem przytulił mnie jeszcze raz i podziękował.
Przez kilka następnych dni Olek się nie
odzywał. Kiedy szłam do niego do pokoju, nigdy go nie było. Chłopaki mówiły, że
nieźle to nim wstrząsnęło, zamknął się w sobie i nie chce z nikim gadać. Nie
wiedziałam, że faceci też mogą tak przeżywać rozstanie. Gdy do niego dzwoniłam,
zapewniał, że wszystko jest ok i mnie spławiał.
Czwartkowego popołudnia wróciłam z zajęć
bardzo zmęczona. Okropnie bolała mnie głowa, więc położyłam się spać zaraz po
obiedzie. Było już ciemno, w segmencie byłam sama i bardzo szybko usnęłam. Obudziło
mnie delikatne głaskanie po ramieniu. Otworzyłam oczy. Koło mnie siedział Olek.
- Cześć – szepnął.
- Cześć – odpowiedziałam i chciałam się
podnieść, ale mnie przytrzymał.
- Nie wstawaj. Mogę się koło ciebie
położyć?
- Jasne – opadłam na poduszkę.
Położył się koło mnie, nakrył nas kocem
i objął mnie w pasie. Mruknęłam z zadowoleniem i po chwili znowu zasnęłam. Nie mam
pojęcia, ile spaliśmy. Przebudziłam się późnym wieczorem i na początku nie
wiedziałam, co się dzieje i kto mnie obejmuje. Gdy spostrzegłam kumpla,
uśmiechnęłam się do siebie i wyplątałam z jego ramion. Mruknął coś pod nosem i
odwrócił się w drugą stronę. W kuchni zastałam Monikę.
- No, nareszcie – krzyknęła, a ja od
razu ją uciszyłam i zamknęłam drzwi. – Przepraszam – ściszyła głos. – Długo tak
śpicie?
- Nie wiem. Położyłam się spać sama, a
potem on przyszedł i zapytał, czy może się położyć.
- Nadal go trzyma?
- Nie gadałam z nim. Ale podejrzewam, że
tak.
Olek spał jeszcze godzinę. Zrobiłam mu
gorące kakao i poszłam obudzić.
- Olek? – Lekko potrząsnęłam jego ramię.
– Olek, obudź się – podsunęłam mu kubek pod nos, żeby orzeźwił go zapach
napoju.
- Co się dzieje? – Otworzył oczy i uśmiechnął
się na widok kubka.
- Zrobiłam ci kakao.
Podałam mu kubek.
- Mmm – mruknął z zadowoleniem. –
Pyszne.
- Cieszę się – wstałam z łóżka. – Pij
sobie, ja zaraz przyjdę.
- Gdzie idziesz?
- Do kuchni. Robimy z Moniką naleśniki,
zjesz z nami – oświadczyłam i wyszłam.
Zjedliśmy pyszne naleśniki z domowej
roboty dżemem wiśniowym babci Moniki. Olek wcinał, aż mu się uszy trzęsły i
zachwalał, jakby to było najlepsze danie pod słońcem. Udało nam się go trochę
rozweselić. Ale nadal miał smutne oczy.
- Chłopaki wspominali coś ostatnio, żeby
zrobić sobie wigilię – zagadnął Olek.
- Dobry pomysł – podchwyciłam. – Napiszę
dzisiaj post na grupie i może coś ustalimy.
Założyliśmy sobie grupę na Facebooku –
„Akademsy”. Wrzucamy tam fotki z imprez albo konsultujemy się w konkretnych
sprawach.
Posiedzieliśmy jeszcze chwilę w trójkę,
a przed dwudziestą drugą wyszłam z nim i poszliśmy się jeszcze przejść. Po moim
kumplu było widać, że już mu lepiej. Przynajmniej na razie. Wolałam nie pytać
jak się czuje, więc zagadywałam go na wszystkie inne tematy. Zaczęliśmy już
planować naszą wigilię akademikową, Olek wypytywał mnie o moje święta w domu.
Tego tematu chciałam uniknąć.
- Odkąd Soni nie ma w domu, święta nie
mają dla mnie dużego znaczenia. To tylko dwa wolne dni i poprzedzający je wieczór
pełen sztuczności i oczekiwania, aż się skończy.
- Nigdzie nie idziecie, ani nikt do was
nie przychodzi?
- Nie. Spędzamy święta sami. Rok temu w
drugi dzień świąt przyjechała Sonia i była u Damiana, więc poszłam tam z
Pawłem, ale w tym roku będzie u swojego nowego chłopaka, więc jej nie spieszno
nigdzie jeździć.
- To przykre.
- Tak bywa – wzruszyłam ramionami. – A
ty jak spędzasz święta?
- W tym roku Wigilię obchodzimy
dwudziestego trzeciego, bo tata ma dyżur następnego dnia. Więc w środę
świętujemy w domu, w czwartek pójdziemy do babci, w pierwszy dzień świąt do
drugiej babci, a w drugi dzień świąt… nie wiem. Zazwyczaj spędzałem go u
Natalii.
No, i znowu powrócił jej temat. Zlękłam
się, że zaraz się rozklei, ale nie. Zmienił od razu temat i nawet się nie
zająknął.
- W tym roku po prostu posiedzę w domu.
- Ja pewnie pójdę do Michała. To mnie
pociesza.
- Będzie dobrze, mała – trącił mnie w
ramię. – Ponoć święta to magiczny czas.
Nie brzmiał przekonująco. Na pewno sam w
to nie wierzył, ale nie czepiałam się.
Sporo wody upłynęło zanim ogarnęliśmy
naszą wigilię. Pierwszy i zarazem największy problem: kiedy? Nigdy nikomu nie
pasuje. W końcu zrobiliśmy z Olkiem wydarzenie i sami ustaliliśmy termin. O
dziwo wszystkim pasowało! Drugi problem: z alkoholem czy bez? Zdania były
podzielone, ale ostatecznie nikt nikogo nie zmuszał do picia. Toteż alkohol
miał pojawić się na stole. Kolejny: co kto przynosi? Ten nie lubi tego, tamten
czego innego, ta by chciała zrobić to, a tamta to samo i która ma to zrobić… Naprawdę
trudno jest ogarnąć taką „imprezę” na kilkanaście osób. Dopiero jak Monika
wkroczyła do akcji i porozstawiała wszystkich po kątach, ludzie się ogarnęli i
doszliśmy do porozumienia. Ostatnim problemem było miejsce. Ale to był chyba
najmniejszy problem, bo szybko uznaliśmy, że najlepiej zrobić u chłopaków w
pokoju. Kręcili nosem, bo muszą posprzątać, ale mnie to nie interesowało. Raz
na rok mogą się poświęcić.
Pamiętajcie, że wszystko da się
załatwić, trzeba tylko chcieć. Można zmusić chłopaków do sprzątania, dziewczyny
do zgody, nakłonić grupę do dogadania się. Tym samym można zorganizować coś
pięknego. Coś, co potem wszyscy będą pamiętać. Nie te spory przed (chociaż w
naszym przypadku – wątpię). Mówią, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.
Ja tam w to nie wierzę.
~ * ~
(Na razie bez okładki, bo muszę dopiero zrobić zdjęcie, a bardzo chciałam dzisiaj to wstawić)
Jakie to wspaniałe uczucie wejść na swój profil na Bloggerze i za każdym razem widzieć co raz to większą liczbę wyświetleń! :) W momencie, gdy to piszę jest prawie 2300, co mnie ogromnie cieszy! :) A jeszcze lepiej jak dostaję wiadomości albo mi znajomi mówią osobiście, że czytają, że się podoba. Czasem mam takie myśli, że może nie piszę najlepiej... Ale zaraz potem ktoś mi mówi miłe rzeczy i od razu lepiej człowiekowi! DZIĘKUJĘ WAM ZA TO! I będę bardzo często dziękować, bo to dla mnie dużo znaczy! :)
Jakie to wspaniałe uczucie wejść na swój profil na Bloggerze i za każdym razem widzieć co raz to większą liczbę wyświetleń! :) W momencie, gdy to piszę jest prawie 2300, co mnie ogromnie cieszy! :) A jeszcze lepiej jak dostaję wiadomości albo mi znajomi mówią osobiście, że czytają, że się podoba. Czasem mam takie myśli, że może nie piszę najlepiej... Ale zaraz potem ktoś mi mówi miłe rzeczy i od razu lepiej człowiekowi! DZIĘKUJĘ WAM ZA TO! I będę bardzo często dziękować, bo to dla mnie dużo znaczy! :)
W życiu naszych studentów znowu zawirowania miłosne. W następnej części przeczytacie o ich wigilii, Zainspirowani pójdą na konwój Coca-Coli, a Majka znowu będzie się wahać pomiędzy Michałem a Olkiem. Nie rozumiem jej czasem, ale cóż. :P
Do następnego! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz