niedziela, 13 grudnia 2015

15. Kiedy odeszłaś...



Jak to jest, że z dnia na dzień twoje życie może nagle zmienić się o sto osiemdziesiąt stopni? Wstajesz rano i nie zdajesz sobie sprawy z tego, że to może dziś jest przełomowy dzień. Nic nigdy tego nie zapowiada. To się po prostu dzieje.
To była niedziela, mikołajki. Siedziałam właśnie przy laptopie, gdy zadzwonił Olek.
- Siemanko, co tam? – Przywitałam się radośnie.
- Możesz zejść na dół? – Zapytał poważnym tonem.
- Mogę, a coś się stało?
- Zejdź, proszę – głos mu się trochę łamał.
- Zaraz będę.
Narzuciłam na siebie kurtkę, włożyłam buty, nie zawracając sobie głowy sznurowaniem, i zbiegłam do kumpla.
- Co się stało? – Zapytałam, zanim jeszcze do niego doszłam.
Olek bez słowa mocno mnie przytulił.
- Olek? Co jest?
- Zerwała ze mną.
- Co?! Dlaczego?
- Znalazła kogoś innego.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Mocno go objęłam, a on położył mi głowę na ramieniu.
- Chodź, przejdziemy się – powiedziałam, bo kilka dziewczyn przyglądało nam się z zainteresowaniem.
Po drodze wcale się nie odzywał. Miał spuszczoną głowę i przygnębioną minę, a mi się serce krajało. Jego dziewczyna studiowała w Warszawie. Byli razem od trzeciej gimnazjum i do tej pory nie mieli żadnych kryzysów.
- Mogę coś dla ciebie zrobić? – Zapytałam w końcu. – Chciałabym ci pomóc, ale nie mam pojęcia jak…
- Bądź ze mną. Po prostu mnie teraz nie zostawiaj – jego piwne oczy zaszły łzami.
- Nie zostawię cię.
- I chcę orzeszki paprykowe. Dużo orzeszków.
- Nie wzięłam kasy…
- Ja mam. Chodź do biedry.
Kupił cztery paczki naszych ulubionych orzeszków i poszliśmy na ławkę, tę samą na której kiedyś słuchaliśmy muzyki. Jedliśmy w milczeniu. Chciałam coś powiedzieć, pocieszyć go, ale wiedziałam, że to nie pomoże. Żadne słowa nie pomogą przy rozstaniu.
- Chciałem jej się oświadczyć w naszą rocznicę, wiesz? Byłem niemal pewien, że się zgodzi. Po studiach zamieszkalibyśmy razem i wszystko ułożyłoby się pięknie. Przed wyjazdem kazała mi przyrzec, że jej nie zostawię, a ona wykorzystała pierwszą lepszą okazję!
- Suka – syknęłam.
- Nie, to ja jestem idiotą. Mogłem iść na studia do Warszawy, tak jak chciała.
- To nie twoja wina! To ona cię zdradziła!
- A wiesz, jak się o tym dowiedziałem? Od kumpla. Powiedział mi, że widział ją z tym kolesiem na imprezie i zapytał mnie, czy już dawno ze sobą nie jesteśmy. Rozumiesz to?! A gdy do niej zadzwoniłem nawet nie starała się zaprzeczyć, załagodzić sytuację. Powiedziała, że to wyszło przypadkiem i nie chciała mnie skrzywdzić. Jak sobie teraz o tym pomyślę, to mnie nosi! – Wstał i ze złości kopnął w ławkę.
- Olek, uspokój się! – Złapałam go za ramię.
- Kochałem ją! Chciałem z nią spędzić resztę życia! – Wyrwał się i ponownie się zamachnął.
- Wiem, słońce, uspokój się! – Udało mi się go posadzić. – Pomyśl o tym w ten sposób: uwolniłeś się od zakłamanej suki. A z tym gościem powinieneś się napić i podziękować mu, że to się nie stało po ślubie.
Spojrzał na mnie ze złością.
- Żartujesz sobie z tego?
- Nie, w życiu! Ale pomyśl: wolałbyś, żeby jej zdrady wyszły po zaręczynach czy nawet ślubie? Chyba lepiej że teraz odkryłeś jaka jest, prawda?
Odwrócił głowę i spojrzał przed siebie.
- Nie zasługiwała na ciebie, skoro cię zdradziła. Będzie tego żałowała, zobaczysz.
Nie odpowiedział, tylko nasypał sobie na rękę orzeszków i zjadł całą garść na raz.
- Lepiej? – Zapytałam z nadzieją.
- Orzeszki mają magiczną moc – odpowiedział, już prawie się uśmiechając.
- Widzisz? Nic tylko zajadać je całymi garściami. A potem mieć biodra jak Nicki Minaj – nie wytrzymał i prychnął ze śmiechu. – Juhu! Udało mi się!
- Jesteś kochana. Dzięki.
- Najlepsza na świecie! – Odrzuciłam teatralnie włosy. – Gdzie znajdziesz drugą taką przyjaciółkę?
- Nie ma takiej drugiej – spojrzał na mnie poważnie, a potem mnie objął. – Dziękuję.
- Nie dziękuj. Od tego są przyjaciele.
Trwaliśmy chwilę w uścisku.
- Posłuchamy NBT? – Zapytał i wypuścił mnie z ramion.
- Oczywiście. Ich nigdy dość.
Przez następne pół godziny słuchaliśmy naszego ulubionego zespołu. Olek bawił się bransoletką, którą miał na nadgarstku. Wiedziałam, że jest od niej. W końcu ją zdjął i mi podał.
- Zrobisz coś z nią? Bo ja chyba nie będę w stanie.
- Jasne – wzięłam plecionkę i schowałam do kieszeni. – Albo mam pomysł – wyjęłam ją z powrotem i mu oddałam. – Trzymaj – podałam mu zapalniczkę. – Czyń swą powinność.
Patrzył chwilę na oba przedmioty, jakby się wahał. Jednak po chwili odpalił i przystawił sznurek.
- To naprawdę koniec – rzekł. - Dała mi ją jak się poznaliśmy. Teraz to nie ma znaczenia.
Ponownie się do niego przytuliłam.
- Chodź – wstałam i pociągnęłam go za sobą. – Przebiorę się i jedziemy na miasto.
- Nie, chyba wrócę do pokoju. Tobie też nie zawracam już głowy.
Ruszyliśmy w stronę akademika. Złapałam go pod ramię.
- Zwariowałeś? Ty jesteś ważniejszy niż serial.
- Nie, poważnie. Powinienem się pouczyć.
- Uważaj, bo się będziesz uczył – prychnęłam.
- To porobię coś innego.
- Na pewno?
- Tak, nie przejmuj się – cmoknął mnie w skroń.
Było mi go strasznie szkoda, ale nie chciałam naciskać. Chłopak musiał sam się z tym uporać.  Pod akademikiem przytulił mnie jeszcze raz i podziękował.
Przez kilka następnych dni Olek się nie odzywał. Kiedy szłam do niego do pokoju, nigdy go nie było. Chłopaki mówiły, że nieźle to nim wstrząsnęło, zamknął się w sobie i nie chce z nikim gadać. Nie wiedziałam, że faceci też mogą tak przeżywać rozstanie. Gdy do niego dzwoniłam, zapewniał, że wszystko jest ok i mnie spławiał.
Czwartkowego popołudnia wróciłam z zajęć bardzo zmęczona. Okropnie bolała mnie głowa, więc położyłam się spać zaraz po obiedzie. Było już ciemno, w segmencie byłam sama i bardzo szybko usnęłam. Obudziło mnie delikatne głaskanie po ramieniu. Otworzyłam oczy. Koło mnie siedział Olek.
- Cześć – szepnął.
- Cześć – odpowiedziałam i chciałam się podnieść, ale mnie przytrzymał.
- Nie wstawaj. Mogę się koło ciebie położyć?
- Jasne – opadłam na poduszkę.
Położył się koło mnie, nakrył nas kocem i objął mnie w pasie. Mruknęłam z zadowoleniem i po chwili znowu zasnęłam. Nie mam pojęcia, ile spaliśmy. Przebudziłam się późnym wieczorem i na początku nie wiedziałam, co się dzieje i kto mnie obejmuje. Gdy spostrzegłam kumpla, uśmiechnęłam się do siebie i wyplątałam z jego ramion. Mruknął coś pod nosem i odwrócił się w drugą stronę. W kuchni zastałam Monikę.
- No, nareszcie – krzyknęła, a ja od razu ją uciszyłam i zamknęłam drzwi. – Przepraszam – ściszyła głos. – Długo tak śpicie?
- Nie wiem. Położyłam się spać sama, a potem on przyszedł i zapytał, czy może się położyć.
- Nadal go trzyma?
- Nie gadałam z nim. Ale podejrzewam, że tak.
Olek spał jeszcze godzinę. Zrobiłam mu gorące kakao i poszłam obudzić.
- Olek? – Lekko potrząsnęłam jego ramię. – Olek, obudź się – podsunęłam mu kubek pod nos, żeby orzeźwił go zapach napoju.
- Co się dzieje? – Otworzył oczy i uśmiechnął się na widok kubka.
- Zrobiłam ci kakao.
Podałam mu kubek.
- Mmm – mruknął z zadowoleniem. – Pyszne.
- Cieszę się – wstałam z łóżka. – Pij sobie, ja zaraz przyjdę.
- Gdzie idziesz?
- Do kuchni. Robimy z Moniką naleśniki, zjesz z nami – oświadczyłam i wyszłam.
Zjedliśmy pyszne naleśniki z domowej roboty dżemem wiśniowym babci Moniki. Olek wcinał, aż mu się uszy trzęsły i zachwalał, jakby to było najlepsze danie pod słońcem. Udało nam się go trochę rozweselić. Ale nadal miał smutne oczy.
- Chłopaki wspominali coś ostatnio, żeby zrobić sobie wigilię – zagadnął Olek.
- Dobry pomysł – podchwyciłam. – Napiszę dzisiaj post na grupie i może coś ustalimy.
Założyliśmy sobie grupę na Facebooku – „Akademsy”. Wrzucamy tam fotki z imprez albo konsultujemy się w konkretnych sprawach.
Posiedzieliśmy jeszcze chwilę w trójkę, a przed dwudziestą drugą wyszłam z nim i poszliśmy się jeszcze przejść. Po moim kumplu było widać, że już mu lepiej. Przynajmniej na razie. Wolałam nie pytać jak się czuje, więc zagadywałam go na wszystkie inne tematy. Zaczęliśmy już planować naszą wigilię akademikową, Olek wypytywał mnie o moje święta w domu. Tego tematu chciałam uniknąć.
- Odkąd Soni nie ma w domu, święta nie mają dla mnie dużego znaczenia. To tylko dwa wolne dni i poprzedzający je wieczór pełen sztuczności i oczekiwania, aż się skończy.
- Nigdzie nie idziecie, ani nikt do was nie przychodzi?
- Nie. Spędzamy święta sami. Rok temu w drugi dzień świąt przyjechała Sonia i była u Damiana, więc poszłam tam z Pawłem, ale w tym roku będzie u swojego nowego chłopaka, więc jej nie spieszno nigdzie jeździć.
- To przykre.
- Tak bywa – wzruszyłam ramionami. – A ty jak spędzasz święta?
- W tym roku Wigilię obchodzimy dwudziestego trzeciego, bo tata ma dyżur następnego dnia. Więc w środę świętujemy w domu, w czwartek pójdziemy do babci, w pierwszy dzień świąt do drugiej babci, a w drugi dzień świąt… nie wiem. Zazwyczaj spędzałem go u Natalii.
No, i znowu powrócił jej temat. Zlękłam się, że zaraz się rozklei, ale nie. Zmienił od razu temat i nawet się nie zająknął.
- W tym roku po prostu posiedzę w domu.
- Ja pewnie pójdę do Michała. To mnie pociesza.
- Będzie dobrze, mała – trącił mnie w ramię. – Ponoć święta to magiczny czas.
Nie brzmiał przekonująco. Na pewno sam w to nie wierzył, ale nie czepiałam się.

Sporo wody upłynęło zanim ogarnęliśmy naszą wigilię. Pierwszy i zarazem największy problem: kiedy? Nigdy nikomu nie pasuje. W końcu zrobiliśmy z Olkiem wydarzenie i sami ustaliliśmy termin. O dziwo wszystkim pasowało! Drugi problem: z alkoholem czy bez? Zdania były podzielone, ale ostatecznie nikt nikogo nie zmuszał do picia. Toteż alkohol miał pojawić się na stole. Kolejny: co kto przynosi? Ten nie lubi tego, tamten czego innego, ta by chciała zrobić to, a tamta to samo i która ma to zrobić… Naprawdę trudno jest ogarnąć taką „imprezę” na kilkanaście osób. Dopiero jak Monika wkroczyła do akcji i porozstawiała wszystkich po kątach, ludzie się ogarnęli i doszliśmy do porozumienia. Ostatnim problemem było miejsce. Ale to był chyba najmniejszy problem, bo szybko uznaliśmy, że najlepiej zrobić u chłopaków w pokoju. Kręcili nosem, bo muszą posprzątać, ale mnie to nie interesowało. Raz na rok mogą się poświęcić.
Pamiętajcie, że wszystko da się załatwić, trzeba tylko chcieć. Można zmusić chłopaków do sprzątania, dziewczyny do zgody, nakłonić grupę do dogadania się. Tym samym można zorganizować coś pięknego. Coś, co potem wszyscy będą pamiętać. Nie te spory przed (chociaż w naszym przypadku – wątpię). Mówią, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Ja tam w to nie wierzę.

~ * ~
(Na razie bez okładki, bo muszę dopiero zrobić zdjęcie, a bardzo chciałam dzisiaj to wstawić)
 
Jakie to wspaniałe uczucie wejść na swój profil na Bloggerze i za każdym razem widzieć co raz to większą liczbę wyświetleń! :) W momencie, gdy to piszę jest prawie 2300, co mnie ogromnie cieszy! :) A jeszcze lepiej jak dostaję wiadomości albo mi znajomi mówią osobiście, że czytają, że się podoba. Czasem mam takie myśli, że może nie piszę najlepiej... Ale zaraz potem ktoś mi mówi miłe rzeczy i od razu lepiej człowiekowi! DZIĘKUJĘ WAM ZA TO! I będę bardzo często dziękować, bo to dla mnie dużo znaczy! :)
W życiu naszych studentów znowu zawirowania miłosne. W następnej części przeczytacie o ich wigilii, Zainspirowani pójdą na konwój Coca-Coli, a Majka znowu będzie się wahać pomiędzy Michałem a Olkiem. Nie rozumiem jej czasem, ale cóż. :P
Do następnego! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz